STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / MACHINA TĘCZOWEJ PRZEMOCY

Machina tęczowej przemocy



Próba analizy


Wielu z nas zadaje sobie – w ostatnich dniach – pytanie: po co działacze lewicy posuwają się do profanacji religijnych symboli katolicyzmu? Czy jest to tylko szereg ekscesów wynikających z lekkomyślności i chęci zwrócenia na siebie uwagi, czy tez kryje się za tym jakaś głębsza strategia?

Warto więc uświadomić sobie, że nie są to zdarzenia przypadkowe i istnieje logika, która tym precyzyjnie kieruje. To logika „stopy wsuniętej w drzwi” i zdarzenia te nie ustana dopóki nie zniknie źródło ich inspiracji. Znając przeciwnika i jego metody działania, orientując się w mechanice narastających prowokacji, możemy skutecznie wybierać metody obrony i walki o to co uważamy za istotne.

Dlaczego z nami walczą?

Pierwsze pytanie: kto inspiruje takie wydarzenia i porusza ukrytą sprężynę antykatolickich działań.

Wróćmy do podstaw i spytajmy: dlaczego katolicyzm jest dziś tak niewygodny i piętnowany?

Otóż warto uświadomić sobie fakt, że katolicyzm jest kierunkiem myślenia i kształtowania ludzkich postaw, który najmocniej kładzie nacisk na obowiązek bycia wolnymi. Wolność w katolicyzmie nie jest przywilejem, z którego można korzystać lub nie, nie jest także ograniczona do mało znaczącego wpisu w katalogu swobód obywatelskich przysługujących ludziom w demokratycznym państwie. Wolność to filozoficzna źrenica indywidualnych i publicznych postaw katolików. Wolność to praca nad sobą i nad indywidualnym sposobem rozumienia świata, w tym także życia publicznego i społecznego. Wolni katolicy, świadomi własnych ograniczeń etycznych, są dziś przeszkodą w kształtowaniu świata homogenicznego, globalizującego nie tylko sposoby działania gospodarki, ale także kulturę i etyczne wymogi działania.

Tak więc ci, którzy usiłują dziś wtłoczyć „ludzkie masy” w opracowane przez siebie schematy działania znakomicie wyczuwają, że właśnie w katolicyzmie – jako filozofii, ale także jako szkole działania publicznego – tkwi główna przeszkoda na drodze do stworzenia „człowieka korporacyjnego” (współczesna odmiana homo sovieticus), skupionego jedynie na materialnej stronie swojego życia.

Uderzyć w rodzinę

Druga obserwacja jest jeszcze bardziej oczywista – pogrobowcy marksizmu, często zwani dziś (nieprecyzyjnie) nieomarksistami lub marksistami kulturowymi, doskonale wiedzą, że jednym z głównych źródeł krachu marksistowskiej wizji świata i społecznych relacji – obok niewydolności modelu ekonomicznego – było istnienie wielopokoleniowych rodzin, w których przechowywano znakomitą odtrutkę na marksistowską propagandę – w postaci świadectw rodziców i dziadków. Marksizm, pomimo totalitarnej propagandy i przemocy, nie poradził sobie z oporem rodzin opartych na chrześcijańskich i katolickich wartościach. Ewoluujący zatem system lewicowej dążności do przebudowy świata i człowieka jako takiego musiał z tych faktów wyciągnąć praktyczne wnioski. I tak się stało. Ideolodzy zrozumieli, że bez naruszenia i rozbicia tradycyjnego systemu społecznego, bez zanegowania wartości rodziny nie będzie możliwa prawdziwa rewolucja. Oczywiście niecierpliwy system sowiecki został udoskonalony i wyposażony w wiele narzędzi, którymi nigdy sowiecka propaganda nie dysponowała. Uruchomiono ideologię LGBT z przyległościami, która stała się skutecznym narzędziem do podmywania fundamentów istnienia tradycyjnych rodzin. LGBT jest jednak jedynie narzędziem i nie należy w niej upatrywać autonomicznej ideologii. To tylko wypreparowany fragment, którym można uderzać.

Odpowiedź na pierwsze pytanie brzmi zatem zgoła zaskakująco: za narastającą przemocą ideologiczną wobec katolików stoi międzynarodowy kapitał i cała infrastruktura fundacji, programów edukacyjnych, mediów oraz skutecznie rozpętywanych prowokacji.

Krnąbrni i wolnościowo usposobieni katolicy musza zostać publicznie pognębieni przez coraz bardziej totalitarnie działającą machinę propagandy. Ich wartości i postawy musza zostać skutecznie wyszydzone na wszystkich płaszczyznach, aby moc katolicyzmu – zwłaszcza w młodych pokoleniach – systematycznie malała.

Narzędzia

Narzędzia – jak w klasycznej propagandzie – dobierane są w miarę wzrostu kapitałowej i technologicznej przewagi neomarksistów. Marsz przez instytucje się właściwie zakończył, teraz nadeszła pora frontalnego ataku z wykorzystaniem licznych przyczółków, które ten marsz przyniósł. Jednocześnie nasilają się działania mające – od środka – rozmyć jednoznaczność katolickich wartości i wynikających z nich imperatywów działania.

Zaczęło się od oswojenia nas z „równoprawnym istnieniem” inności – pod każdą postacią. Kiedy przestaliśmy reagować na coraz śmielsze przejawy publicznego istnienia inności seksualnych przyszła kolej na następny etap „rewolucji”. Oswojone z LGBT społeczeństwo ma teraz milcząco zgodzić się na afirmację „inności”. To etap w którym wymóg tolerancji (a więc znoszenia pomimo braku akceptacji i częstokroć obrzydzenia) ma się zamienić w obowiązek afirmacji.

Osoby „inne” mają mieć większe prawa niż milcząca większość. Temu właśnie służą np. zasady „wolności słowa” stworzone przez największe media społecznościowe i rzekomo wolne serwisy wymiany treści w internecie. Nie dość, że dominujące media zostały w większości opanowane przez neomarksistowką „poprawność polityczną”, to teraz nadszedł etap nakładania kagańca na internet. Wszystko to oczywiście odbywa się pod szyldem „wolnego rynku i demokracji”. Nieprzypadkowo największe serwisy coraz mocniej tępią każdy przejaw konserwatywnego myślenia. W tych serwisach obrażanie i atakowanie katolików stało się swoistą normą, natomiast wszelkie przejawy krytyki wobec neomarksistowski idei tępione są w sposób bezprawny, ale skuteczny. Mamy po prostu zrozumieć, że na „nich” nie ma siły. Mamy zostać przytłoczeni ich przewagą finansową i technologiczną tak aby odechciało się nam jakiegokolwiek oporu.

Stopa w drzwiach

Zostaliście zmuszeni do braku oporu wobec publicznych manifestacji wszelkiej maści inności, musicie znosić marsze i rozmaite ekscesy (od których naszym dziadkom włosy stają na głowie), to teraz przesuniemy granice, podniesiemy temperaturę, w naczyniu które służy temu aby was ostatecznie ugotować – tak wygląda strategia, która teraz coraz mocniej realizowana jest także w Polsce.

Oswoiliście się z propagatorami „inności” w polityce, kulturze i mediach, to teraz zmusimy was abyście milczeli gdy będziemy niszczyć wasze pomniki i atakować najświętsze dla was symbole. Nasza tolerancja represywna wyszkoli was w uległości i braku sprzeciwu. Przyszła pora ataku na święte symbole, obrażania kleru i ataków na kościoły. Drwiny z Mszy Świętej staną się wydarzeniami powszednimi, z którymi katolicy będą musieli się pogodzić. W przypadku sprzeciwu włączy się znakomicie przygotowana machina prawna oraz medialny terror, który sprawi, że osoby wyrażające sprzeciw staną się obywatelami drugiej kategorii, publicznie wyszydzanymi i bezkarnie obrażanymi. Prowokacja jest chlebem powszednim propagandy, tyle że rolę bagnetów i politycznej policji będą teraz pełnić media, specjalnie hodowani celebryci i coraz mocniej skolonizowana przez marksistów kultura.

Ostatnia oaza jakiej takiej wolności – internet, właśnie przechodzi gruntowną przebudowę. Neutralne – zdawałoby się – narzędzia jakimi są niewinne, z pozoru, media społecznościowe i serwisy wymiany informacji są coraz mocniej ideologizowane. Działa cenzura, wyciszani są wszelcy wolnościowi autorzy, przemilczane są niewygodne informacje. Nigdy jeszcze marksizm nie dysponował tak rozbudowaną machiną jak dziś.

***

To wszystko opis rzeczywistości. Odpowiedź na pytanie: jak sobie z tym radzić i czy w ogóle istnieją szanse na zatrzymanie opisanych procesów postaram się rozważyć za tydzień.