Stosunki społeczne w każdym rozwiniętym społeczeństwie regulowane są na podstawie dwóch mechanizmów: państwowego prawa stanowionego i ugruntowywanego przez pokolenia obyczaju, który mierzy jednocześnie poziom kultury i formę prezentowaną przez każdą ze społecznych warstw. Precyzyjnie klarowana, subtelna zależność pomiędzy tymi dwoma zjawiskami odciska się na poziomie całego społeczeństwa i w konsekwencji – przez dziesięciolecia – stanowi o najważniejszych dokonaniach i wartościach narodu.
Bywają jednak narody, które stają się odgłowione, historia odcina im elitę, która wyznaczała kierunki rozwoju i formy funkcjonowania. Tak stało się z Polakami, którym wybito niemal do nogi warstwę stanowiącą o esencji polskości i przewodzącą nam przez rozmaite dziejowe burze. Dziś w większości jesteśmy potomkami chłopów, którzy przez wieki ćwiczeni byli w podległości i niewolnictwie. Być może właśnie dlatego jesteśmy insurekcyjni i mamy słomiane zapały do rzeczy wielkich a o małe sprawy potrafimy się żreć z pasją i pietyzmem wartym większych celów. Ta chłopskość wychodzi z nas gdy pokornie godzimy się na coraz to gorsze rządy i schamiałych, pewnych swej bezkarności polityków, którzy jakby uparli się aby kultywować w sobie najgorsze cechy stanu gminnego. Mamy więc kłopoty z samoorganizowaniem się w obronie własnych interesów, w ogóle mamy problemy z samorzutnym organizowaniem się w obronie najważniejszych interesów i spraw. Przez dziesięciolecia istotna protezę w tej niemożności samoorganizowania się wypełniał Kościół Katolicki. Proboszczowie w sposób naturalny bywali znakomitymi liderami rozmaitych inicjatyw publicznych. Po czasie pandemii nastąpiła tu jednak istotna wyrwa, Kościół stał się bardziej bierny, wielu obywateli już nie reaguje w sposób dla Polaków naturalny, że jak trwoga to do Boga! To oczywiście temat zasługujący na dłuższą i wyczerpującą dyskusję, ja jak stary barometr odnotowuję po prostu uwidaczniające się tendencje…
W takiej jednak sytuacji, gdy stoimy a progu inwazji obcych z tzw „paktu migracyjnego” i mamy już w naszym domu coraz gorzej zachowujących się „przeterminowanych gości” trzeba zastanowić się nad ostatnim gniazdem oporu wobec nacierającego zła – jest nim historycznie wydestylowany obyczaj – czyli to co wypada i nie wypada nam robić. Nie jest to nigdzie spisane, nie zawiera się w opasłych księgach, jest to po prostu powszechnie przyjęte poczucie smaku. Coś nieuchwytnego a jednak pozwalającego nieomylnie klasyfikować nam różne osoby i przypisywać j do rozmaitych przejawów społecznej konduity. Nie istnieje bowiem w świecie żadne społeczeństwo bezklasowe – jak sobie to imaginował Karol Marks – przejawy powszechnych zachować wszędzie pozwalają klasyfikować ludzi, przypisywać ich do klas wyższych czy też do czerni i gminu, od których nikt nie spodziewa się ani wyrafinowania ani też rozbudowanego wyczucia taktu i smaku. Mamy przeregulowane, słabe pod względem jasności i natychmiastowego stosowania prawo, często zresztą przepisy prawa są tworzone przez antypolskie lobbies. W takiej sytuacji z opresji ratuje nas dobry obyczaj, powszechne wyczucie przyzwoitości, które są coraz mniej tożsame z przepisani źle tworzonego prawa. Dobry obyczaj i jego powszechne wyczucie buduje też szczególny rodzaj solidarności społecznej, poczucia bliskości i braterstwa, które trudne są do zrozumienia dla obcych. Dlatego też w epoce gdy prawo po pierwsze jest fatalnie konstruowane, pod drugie jego autorami bywają zaprzedani obcym racjom inspiratorzy i po trzecie jest ono stanowione w obawie przed własnym społeczeństwem a nie dla niego coraz ważniejszy jest powszechnie uzgodniony dobry obyczaj, dobre maniery i wyczucie smaku. Sąd też z coraz większym przerażeniem spoglądam na inwazję chama rozbezczelnionego, który w sferze publicznej usiłuje dyktować swoje maniery, a raczej ich brak. Wiele rzeczy prawo dopuszcza jednak wcale nie oznacza to, ze wypada je robić. Ideologia bezwstydu bardziej nam zagraża niż zdrada poszczególnych polityków i zaprzedawanie się obcym interesom przez najwyższych urzędników państwowych. Jeśli oswoimy się z przejawami straszliwego chamstwa i bezwstydu kreowanymi choćby w mediach przez choćby uczestników tzw „freak fightów”, jeśli pogodzimy się z tym że panie mają usta bardziej niewyparzone niż dawni wozacy i fiakrzy…to po prostu zginiemy!
Jeśli nie nauczymy młodego pokolenia zasad dobrego wychowania i bon tonu, to wyhodujemy (bo przecież nie wychowamy) ludożerców którzy pożrą nas i z nami razem całe dziedzictwo naszego – nietuzinkowego przecież w świecie – narodu. Czytajcie Herberta i uczmy jego poczucia smaku młodych. To nasza ostatnia deska ratunku.
MARSZ ŻYCIA POLAKÓW I POLONII 2025 – RAPORT FINANSOWY
MARSZ ŻYCIA POLAKÓW I POLONII 2024 – RAPORT FINANSOWY
MARSZ ŻYCIA POLAKÓW I POLONII 2023 – RAPORT FINANSOWY
MARSZ ŻYCIA POLAKÓW I POLONII W AUSCHWITZ 2022 – RAPORT FINANSOWY
RELACJA Z ROZPRAWY Z RINGIER AXEL SPRINGER
DARCZYŃCY