STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / „AGENT TOMEK” I „WILLA KWAŚNIEWSKICH”.

„Agent Tomek” i „willa Kwaśniewskich”.



Sprawa „willi Kwaśniewskich w Kazimierzu” pokazuje jak bardzo nasze państwo jest jeszcze słabe, jak procedury zawodzą a nietykalność polityków trwa pomimo reform i zmian. Niestety casus ten obnaża także niedoskonałość polskich służb specjalnych, w których wydarzyć się może dosłownie wszystko, jednak niewiele ma to wspólnego ze skutecznością i profesjonalizmem.


„Agent Tomek”

Należałem do nielicznego – w pewnym okresie – grona ludzi, którzy przestrzegali przed zbyt łatwym uleganiem urokowi tzw „agenta Tomka”, czyli człowieka, który był przedstawiany jako idealny „przykrywkowiec”, dzięki któremu na jaw wychodziły ciemne działania celebrytów czy polityków. Był nawet moment gdy „agent Tomek” – w kręgach ludzi nastawionych niepodległościowo – stał się swoistą atrakcją towarzyską. Zaczął brylować na prawicowych salonach i opowiadać o swoich „niebezpiecznych i ważnych dla państwa” akcjach. Najgorsze jest jednak to, że jego postać firmowała najpoważniejsze akcje Centralnego Biura Śledczego w okresie pierwszego rządu PiS. Sztucznie wzbudzona popularność zawiodła go nawet do parlamentu, gdzie – już jako Tomasz Kaczmarek – zyskał mandat posła tego ugrupowania. Już wtedy od wielu przyzwoitych policjantów słyszałem bardzo wstrzemięźliwe opinie na jego temat. Podkreślano, że – jeszcze jako funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego – owszem działał „pod przykryciem”, ale w najprostszych z możliwych operacjach, kiedy wcielał się w klienta narkotykowych dealerów i doprowadzał do likwidowania ulicznych i lokalowych szajek dystrybucji narkotyków.

W CBA zyskał niepomiernie większe możliwości działania i niestety teraz ta służba zbiera tego konsekwencje. Irytuje mnie to o tyle, że CBA wykonuje bardzo ważną dla państwa pracę i każda wpadka w postaci „nowych rewelacji agenta Tomka” podrywa zaufanie do instytucji, która jako jedyna powstała bez peerelowskiej pępowiny i do dziś jest najbardziej nieczuła na wpływy oficerów komunistycznych formacji. Casus „agenta Tomka” czyni jednak szkodę wszystkim polskim formacjom specjalnym. Podważa do nich zaufanie i budzi proste pytania o sposób rekrutacji działających tam ludzi. Ta sprawa budzi kilka zasadniczych wątpliwości. Jak to bowiem jest, że ważny agent biorący udział w newralgicznych operacjach specjalnych, nagle zostaje ujawniony? Jaka jest ochrona ludzi pracujących dla polskiego państwa?!

Pytanie następne: jak dopuszcza się do tego, że ujawniony agent na prawo i lewo dzieli się szczegółami swojej profesjonalnej działalności i dzięki temu staje się łatwo rozpoznawalnym celebrytą?

Kwestia kolejna: jaki mechanizm sprawia, że człowiek wyraźnie upajający się swoim chwilowym statusem staje się nagle politykiem i posłem?

Jaka jest kontrola nad ludźmi dysponującymi sporymi pieniędzmi operacyjnymi, którzy biorą udział w ważnych operacjach? Czy nikt nigdy nie miał wątpliwości co do poziomu etycznego i cech psychologicznych wytypowanego do takich zadań agenta? Przecież dziś widać, że człowiek ten nie spełniał podstawowych kryteriów, którym powinien podlegać wyszkolony agent służb specjalnych.

Wreszcie czy nikt nie monitorował aktywności Tomasza Kaczmarka po tym jak przestał już być celebrytą i politykiem i zamieszał się w podejrzane gospodarczo działania?

Na jakiej podstawie Tomasz Kaczmarek mógł żywic przekonanie, że „ktoś” – w sposób nadzwyczajny – pomoże mu w jego kłopotach z wymiarem sprawiedliwości? Wygląda na to, że dopiero zawód doznany w tej kwestii skierował go do wynurzeń na łamach TVN, „Onetu” i „Gazety Wyborczej”.

I wreszcie pytanie ostatnie: kiedy Tomasz Kaczmarek był wiarygodny – czy w momencie gdy oskarżał Weronikę Marczuk Pazurę i małżeństwo Kwaśniewskich o nieuczciwe działania, gdy podtrzymywał swoją wersję będąc politykiem PiS, czy też teraz, gdy w mediach nieprzychylnych CBA, wylewa swoje żale i przeprasza Marczuk – Pazurę i Kwaśniewskich?

Sprawa Kaczmarka nie może przejść bez echa. Jest bowiem dewastująca dla naszych służb i powinny z niej wynikać bardzo praktyczne konsekwencje dotyczące naboru pracowników i reformy tych organizacji. Jeśli dodamy do tego odejście – w mocno niewyjaśnionych okolicznościach – szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Piotra Pogonowskiego, to wyraźnie widać, że brak gruntownych przekształceń w służbach rodzi bardzo poważne konsekwencje dla ich dzisiejszego funkcjonowania.

Willa Kwaśniewskich

Układ towarzyski i biznesowy wokół Aleksandra i Jolanty Kwaśniewskich od dawna budził zainteresowanie wnikliwych dziennikarzy. Wystarczy przypomnieć publikowane wiele lat temu zdjęcia pokazujące kordialne relacje pomiędzy Jolanta Kwaśniewską a Aleksandrem Żaglem, Andrzejem Kuną (ludzie kiedyś uznawani za filary tzw „Układu Wiedeńskiego”) czy oskarżanym o udział w spisku na życie generała Marka Papały Edwardem Mazurem. W mroku niedawnej przeszłości przepadły także opowieści Marka Dochnala dotyczące jego relacji z „pałacem prezydenckim” w momencie gdy zasiadał tam Aleksander Kwaśniewski a jego żona prowadziła głośną (wówczas) fundację „Porozumienie bez Barier”. Dziś zarówno fundacja Kwaśniewskej jak i Kwaśniewskiego („Amicus Europae”) nie prowadzą już tak imponującej działalności jak w czasach gdy Kwaśniewski był prezydentem – ich przychody nie przekraczają miliona złotych rocznie.

Sprawa „willi w Kazimierzu” wybuchła w 2006, po tym jak były ochroniarz Aleksandra Gudzowatego ujawnił nagranie jego rozmowy z byłym premierem Józefem Oleksym, w której Oleksy mówił o posiadłości w Kazimierzu nad Wisłą będącej w istocie własnością małżeństwa Kwaśniewskich. W 2007 roku CBA rozpoczęło w tej sprawie operację sprawdzającą o kryptonimie „Krystyna”. W 2008 roku rozpoczęto operację „Silwer” i do akcji wkroczył agent Tomek. W 2009 roku doszło do kontrolowanego zakupu willi. Szczegóły tych operacji są teraz powszechnie znane i nie ma powodu, aby je drobiazgowo opisywać. W 2020 roku Tomasz Kaczmarek naraz zmienia front i zarówno dziennikarzom TVN, jak później i „Onet” oraz „Gazety Wyborczej” opowiedział, że był zmuszany przez swoich przełożonych do działań przeciwko Kwaśniewskim a materiał dowodowy – zgromadzony w śledztwie – nie uprawnia do stawiania Kwaśniewskim zarzutów natury karnej. „Agent Tomek” zaczął publicznie przepraszać osoby przeciwko którym prowadził w CBA swoje działania. Od tego momentu stał się też ulubioną maskotką antyrządowych mediów, które dzięki niemu usiłują udowadniać cynizm i bezprawność działań ludzi z dzisiejszego kierownictwa ministerstwa spraw wewnętrznych. „Przemiana agenta Tomka” stała się jedynym z wiodących tematów medialnych z początku tego roku. „Rewelacje” Tomasza Kaczmarka sprawiły, że prokuratura odtajniła materiały ze śledztwa dotyczącego „willi Kwaśniewskich”. Z nagrań i dokumentów przedstawionych przez CBA wynika, że Kwaśniewscy w praktyce traktowali dom w Kazimierzu jako swoją własność. Na razie jednak odtajnione materiały nie rodzą konsekwencji w postaci wzmożenia prokuratorskiego śledztwa.

***

Gdyby nie nagła przemiana „agenta Tomka” sprawa majątku Kwaśniewskich i biznesowych sposobów działania byłego prezydenta i jego małżonki pewnie by nie odżyła i Kwaśniewscy w spokoju konsumowaliby efekty podwójnej kadencji prezydenckiej. Tymczasem do dziś wyjaśnienia wymagają chociażby związki Aleksandra Kwaśniewskego ukraińskim oligarchą Wiktorem Pinczukiem, zięciem byłego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, czy też działania które Kwaśniewski ponoć podejmował na rzecz byłego dyktatora Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa. Nikt też nie przeprowadził rzetelnego audytu majątku prezydenckiej pary i źródeł jego pochodzenia. Nie jest to sytuacja wyjątkowa – po prostu w Polsce politycy podlegają dziwnej regule niepamięci. Nikt z najbardziej znaczących polityków nigdy nie stanął przed sądem z powodu swoich biznesowych powiazań. Czy to się kiedyś zmieni?