STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / TERRORYZM,SŁUŻBY I UCHODŹCY

Terroryzm,służby i uchodźcy



Naraz rozgorzała dyskusja o tym, czy powinniśmy przyjmować w Polsce uchodźców z biedniejszych od nas części świata. Unia Europejska już utworzyła jakieś algorytmy, wedle których powinniśmy

asymilować w naszym kraju nawet 5% liczby uchodźców, którzy w ciągu roku zapragną zostać na kontynencie. W tym kontekście warto zastanowić się nad zjawiskiem światowego terroryzmu. Większość prawdziwych uchodźców to dziś w istocie właśnie ofiary terroru.


Powinniśmy przyjąć w naszym kraju braci chrześcijan, cierpiących dziś w Syrii i Iraku. To nasza powinność, której UE nie musi nam przypominać. Warto jednak tak posterować naszą polityką międzynarodową, aby właśnie chrześcijańscy uchodźcy z Bliskiego Wschodu wchodzili w skład nakazanej Polsce puli asymilacyjnej. Nie możemy się bowiem zgodzić na to, aby Niemcy wysyłali do Polski najbardziej uciążliwych uchodźców, którzy żadną miarą nie mogą pogodzić swojego życia z europejskimi obyczajami. Jeśli polska dyplomacja nie pojmie fenomenu światowego terroryzmu,to Berlin urządzi nam import agresywnego islamizmu nad Wisłę.

Terror – chleb powszedni popkultury

Terroryzm stał się ikoną masowej popkultury, nieodłącznym elementem każdego serwisu informacyjnego i niemalże reklamowym gadżetem. Rośnie – zwłaszcza w Polsce – rzesza ekspertów, którzy gotowi są na temat terroryzmu wypowiadać godzinne tyrady. Rzecz jednak w tym, że dzisiejszy światowy terroryzm niejedno ma oblicze i niejednego mocodawcę. Pomijając milczeniem polskich specjalistów, którzy terrorystów oglądali wyłącznie na obrazkach z amerykańskich czasopism, warto przez chwilę zastanowić się nad pytaniami: czym jest dzisiejszy terroryzm, kto jest jego prawdziwym sponsorem i mocodawcą?

Paradoksy przemocy

W najnowszej historii światowych zmagań z terroryzmem aż roi się od paradoksów i nieoczekiwanychzwrotów akcji. Po drugiej wojnie światowej terrorem posługiwali się członkowie izraelskiej syjonistycznej organizacji „Hagana”. Chcąc doprowadzić do powstania niepodległego państwa Izrael, organizowali zamachy bombowe wymierzone w brytyjską administrację Palestyny. Jak na ironię kilka dekad później izraelskim siłom bezpieczeństwa – Mosadowi, Amanowi i Szin Bet – przyszło zmierzyć się z bojownikami Organizacji Wyzwolenia Palestyny Jasera Arafata, a później z ludźmi Hamasu, którzy niemal kopiowali terrorystyczne wzorce, jakimi uprzednio posługiwali się syjonistyczni bojownicy.

Sowiecka układanka

W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego stulecia rozwinął się tajny świat terroryzmu, który wpłynął także na współczesne oblicze tego procederu. To terroryzm, posługujący się masowymi mediami i czyniący z widzów niejako zakładników zbrodniczego spektaklu. Mediami, przekazem telewizyjnym jako pierwsi na masową skalę posłużyli się bojownicy palestyńskiej organizacji „Czarny Wrzesień” pod wodzą Ali Hassana Salameha, którzy w 1972 r. zaatakowali w wiosce olimpijskiej izraelskich sportowców, biorących udział w Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Monachium. W odwecie Izrael zastosował terroryzm państwowy: wysłał oddział zabójców – kidon, który ścigał bojowników „Czarnego Września” po całym świecie i mordował ich. Historię tych zmagań opisałem – wraz z Przemysławem Wojciechowskim – w jedynej na rynku polskim reporterskiej książce o terroryzmie „Tragarze śmierci”.Już po napisaniu książki spotkałem Juvala Aviva, dowódcę kidonu Mossadu, który ścigał terrorystów z „Czarnego Września”. Opowiedział mi niesamowite historie, jak chociażby tę o „bezpiecznym domu” pod Paryżem, w którym w jednym czasie ukrywali się i Juval Aviv, i słynny lewacki terrorysta Iljich Ramírez Sánchez „Carlos”.Pomijając jednak sensacyjne szczegóły różnych historii, z drobiazgowych studiów, jakie rowadziłem nad lewackim terroryzmem lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, jednoznacznie wynika, że wszystkie lewackie grupy terrorystyczne tamtego czasu (francuska „Action Directe”, włoskie „Czerwone Brygady”, niemiecka „Rote Armee Fraction”, japońska „Czerwona Armia”, organizacja „Carlosa”, południowoamerykańskie „Świetlisty Szlak” i „Tupac Amaru”) swoich sponsorów, opiekunów i mocodawców znajdowały na… Kremlu. Kreml był także Wielkim Bratem i opiekunem dla baskijskiej ETA czy irlandzkiej IRA. Do wszystkich tych organizacji trafi ała broń przemycana kanałami zbudowanymi przez kraje Układu Warszawskiego. Do terrorystów przyjeżdżali instruktorzy z armii i służb specjalnych demoludów, trafi ały do nich informacje wywiadowcze,zdobywane przez wywiady państw bloku sowieckiego i wreszcie właśnie w państwach Układu Warszawskiego terroryści znajdowali wytchnienie i specjalistyczne leczenie.

Mówi Osman Öcallan 

Z chwilą upadku muru berlińskiego nagle zmieniło się oblicze światowego terroryzmu. Jedna po drugiej niknęły lewackie grupy terrorystyczne. Właśnie upadek muru i rozwiązanie Związku Sowieckiego ostatecznie obnażyły korzenie dwudziestowiecznego terroryzmu. Bez wsparcia w służbach specjalnych Kremla i innych państwach bloku komunistycznego terrorystyczne grupy więdły

i rozpadały się jak liście na wietrze. Ostatecznie prawdę o wsparciu akcji terrorystycznych przez Związek Sowiecki potwierdził mi niedawno Osman Öcallan, brat osławionego Abdullaha Öcallana, twórcy i przywódcy kurdyjskiej PKK, która – w latach dziewięćdziesiątych – złowrogo wsławiła się krwawymi zamachami bombowymi, dokonanymi w znanych tureckich kurortach turystycznych. Osman Öcallan wprost opowiedział mi o sowieckich doradcach, którzy w tamtym czasie zjawiali się w konspiracyjnych kryjówkach PKK i szkolili kurdyjskich bojowników w tym, jak destabilizować i rozbijać tureckie państwo. Ostatecznie lider PKK został porwany z ambasady greckiej w jednym z afrykańskich państw i dziś odsiaduje karę dożywotniego więzienia. Jego brat Osman przez pięć lat dowodził PKK. Dziś twierdzi, że definitywnie wycofał się z interesu.

Ten fakt ponad wszelką wątpliwość udowodnił prawdę, że organizacje terrorystyczne dzisiejszego świata nie są w stanie istnieć i przetrwać bez wsparcia w instytucjonalnych służbach specjalnych wielkich, światowychmocarstw. Czy jednak dziś jest podobnie?

Krajobraz ze ściętą głową

Po rozbiciu i upadku lewackich grup terrorystycznych świat terrorystyczny rychło wypełnił się nową treścią. Tym razem za paliwo ideologiczne nowym grupom posłużył radykalny islam w wersji wahabickiej, eksportowanej z Arabii Saudyjskiej. Przełom dwudziestego i dwudziestego pierwszego stulecia naznaczyły ataki grup, które za wspólny mianownik przyjęły ideę dżihadu, czyli wojny z niewiernymi (kafirami). Grupy te rychło zostały sprowadzone do wspólnego mianownika – Al Kaidy, organizacji, której patronował bogaty, fanatyczny Saudyjczyk Usama bin Ladin.

Al Kaida nigdy nie była tak potężna i wszechobecna, jak przedstawiała ją amerykańska propaganda. Zabrzmi to niemal obrazoburczo, ale Al Kaida była potrzebna do nakręcenia koniunktury w Przemyśle zbrojeniowym, który – po skończeniu zimnej wojny ze Związkiem Sowieckim – wyraźnie zaczął wiotczeć. Jak wielkie bowiem nie byłyby zbrodnie fanatyków bin Ladina, to jednak nigdy nie stworzyli oni silnej globalnej sieci, której moc i determinacja uzasadniałaby nakręcenie nowej spirali zbrojeń, masowego ograniczania swobód obywatelskich i powszechnej histerii, dotyczącej masowego zagrożenia ze strony islamskich ekstremistów.

Dziś, po zabiciu bin Ladina w pakistańskim Abbo abadzie, wiemy już, że był to swoisty golem wykreowany przez amerykańską propagandę. Bin Ladin przez pewien czas korzystał nawet ze wsparcia CIA, a do końca dyskretnie wspierany był przez pakistańskie służby bezpieczeństwa. Paradoksem nowożytnej wojny z islamskim terroryzmem stał się fakt, że dopiero po zabiciu Usamy bin Ladina islamski terroryzm przybrał najgroźniejszą z dotychczasowych postaci.

Proklamowane w 2014 r. Państwo Iraku i Lewantu ISIS to najpotężniejsza organizacja terrorystyczna, jaka funkcjonowała na przestrzeni całej nowożytnej historii ludzkości. Kierowana przez Abu Bakra al Baghdadiego organizacja posiada własne terytorium (około 280 tys. kilometrów kwadratowych), armię (ponad 30 tys. profesjonalnie wyszkolonych i uzbrojonych żołnierzy), własny rząd ze stolicą w syryjskim mieście ar Raka, własne sądy, bank i… targi niewolników.

Co ciekawe ISIS i jego lider pozostają dziś w ostrym konflikcie z kierowanymi przez Aimana az Zawahiriego organizacjami tworzącymi sieć Al Kaidy.

To nie był przypadek, że przed głównymi ofensywami ISIS z więzień Syrii (decyzja Baszara al Assada), Iranu i Iraku (decyzja premiera al-Malikiego) wypuszczono tysiące przestępców i terrorystów, którzy natychmiast wzmocnili siły islamskich fanatyków z armii kalifatu. Sztab operacji wojennych ISIS zaludnili byli wysocy oficerowie armii Aimana az Zawahiriego, których Amerykanie wysłali na bezrobocie, oraz oficerowie bezpieki syryjskiego dyktatora al Assada. Do dziś niezgłębione pozostają związki jakie Assad utrzymuje z dowództwem ISIS. Na pewno powstanie Państwa Islamskiego uratowało mu skórę i stworzyło sytuację, w której cywilizowany świat musiał na powrót usiąść z nim do stołu rokowań. Tajna symbioza Assada i ISIS jest faktem. Od Assada już blisko na… Kreml.

W dzisiejszej Syrii ciągle działa kilka tysięcy rosyjskich „doradców wojskowych”, a pod zajętym przez ISIS Aleppo nadal funkcjonują nowoczesne bazy rakietowe kierowane przez Rosjan.

Jak to więc fanatyczny ISIS nie rusza rosyjskich specjalistów? Ano nie rusza… Przypominam, dzisiejszy terroryzm nie przeżyje jednego dnia bez wsparcia profesjonalnych, państwowych służb specjalnych.