STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / SPISKI – UKRYTA MECHANIKA ZDARZEŃ

Spiski – ukryta mechanika zdarzeń



Spisek, teoria spisku – czy znają Państwo bardziej stygmatyzujące, odstraszające hasła? Dlaczego poszukiwanie sensu w rozwichrzonym świecie stało się dziś tak napiętnowane?


Czyżby poszukiwanie źródeł, mechanizmów sterujących było zajęciem pozbawionym racjonalnych podstaw, urągającym zdrowemu rozsądkowi?

Jak widzicie same pytania. Jednak zastanówmy się wspólnie, czy bardziej racjonalna jest wizja świata, w którym zachodzą jedynie niepowiązane ze sobą zdarzenia, a wszystko należy tłumaczyć mitycznymi procesami demokratyzacji, globalizacji i upowszechniania się reguł powszechnie znanego i stosowanego kapitalizmu? Czy takie wyjaśnienie zmian w świecie jest bardziej trzeźwe?

Według najbardziej modnych komentatorów w istocie tak właśnie jest, a wszelkie poszukiwanie ukrytych znaczeń, mechanizmów i osób, które działając w cieniu dzierżą dziś coraz większą władzę jest jedynie umysłową aberracją, którą – niedługo już – przymusowo będzie się hospitalizować i leczyć.

Wszelkie próby narzucenia ludzkości totalitarnych uregulowań oparte są na zakazie własnogłowego myślenia. Nie wolno swoimi oczyma spoglądać na rzeczywistość, a mówienie o tajnych sprzysiężeniach i zakulisowych działaniach jest niepożądane i musi być piętnowane. Edukatorzy od politycznej poprawności starają się – wszelkimi jawnymi i niejawnymi metodami – wpoić nam przekonanie, że każdy kto poszukuje ukrytych mechanizmów tknięty jest chorobą psychiczną, napiętnowany paranoją i jego miejsce niechybnie jest w zamkniętym zakładzie dla psychicznie i nerwowo chorych.

Kiedyś, w czasach dominacji Związku Sowieckiego (nad znaczną częścią świata) osobnicy, którym nie podobał się „najlepszy z ustrojów świata” byli przymusowo zamykani w psychuszkach i poddawani „resocjalizacyjnej” procedurze przywracania ich do „zdrowego społeczeństwa”. Czasami wracali stamtąd nieświadomi już niczego co ich otaczało, ale sukces przecież był osiągnięty – wtrącano ich w milczenie. Dziś żandarmeria poprawności działa już inaczej, nie wyszukuje dysydentów, raczej stara się ośmieszać i wyszydzać wszelkie próby własnej oceny świata. Obowiązuje generalny ton, w mediach popularnych lansuje się kilka dziwnie ze sobą zbieżnych tez i uczy się ludzi tego, aby przestali się interesować głębiej – niż newsowy flesz – jakimikolwiek zjawiskami.

Jeżeli główne media orzekły, że Iran jest państwem bandyckim i terrorystycznym, to na tym macie poprzestać i wara wam od własnego badania tego jaki w istocie ten Iran jest. Jeżeli dyktator Syrii jest uznany za okrutnego i krwiożerczego potwora, to macie taką wizje przyjąć in extenso i niech nikomu nie umyśli się dociekać kim tak naprawdę ten Asad jest, jak został dyktatorem, kto chciał mu zdmuchnąć sprzed nosa władzę.

Żyjemy w świecie tyranii medialnego rozsądku, ma on zastąpić zdrowy rozsądek, a wiec umiejętność własnego oceniania i sądzenia o rzeczach. Ludzie pozbawieni własnego rozsądku stają się uzależnieni od „rozsądków podręcznych” serwowanych im przez zestawy coraz bardziej wyrafinowanych technologicznie urządzeń. Wiedza zaczyna mieścić się w niewielkim ekranie smartfonu, rzadko już kto odwiedza biblioteki i z mozołem szuka dzieł podstawowych. Mało komu zdarza się osobiście ustalać fakty, szukać świadków zdarzeń, czytać dokumenty – wystarcza podana autorytatywnie, aczkolwiek przeważnie anonimowa – wykładnia serwowana w Wikipedii i podawana przez sprytnie pozycjonującą wiedzę firmę Google. Coraz więcej prac „naukowych” pisanych jest w oparciu o internetowe źródła. Cywilizacja medialna znacznie uprościła totalitarystom zadanie. Już nie muszą wprowadzać na ulicę szwadronów policji, już nie musza otwierać masowych obozów i więzień. Wystarczy, że sprawią iż świat bez laptopa i smartfonu stanie się pozbawiony sensu, groźny i obcy. Żyjemy w czasach gdy realny świat – nawet ten tuż przy naszych nosach – poznajemy za pomocą filtrów naszych elektronicznych interfejsów do wirtualnego świata. Dziecko częściej już zobaczy pszczołę na ekranie niż obejrzy jej życie na pobliskiej łące. Wiele spraw – dzięki elektronice – załatwiamy szybciej i sprawniej. Czy jednak mamy z tego powodu więcej czasu dla siebie, dla własnych myśli? Przecież w ogóle nie mamy czasu, jesteśmy rozbici i przemęczeni. Wszystko stało się łatwiejsze i prostsze, tylko nam coraz trudniej jest żyć i dogadywać się pomiędzy sobą. Kiedyś dzieci na podwórku uczyły się podstawowych reguł życia w społeczeństwie, teraz mamy do czynienia z coraz bardziej wyalienowanymi młodymi ludźmi, którzy nawet przy obiedzie mają problem z trafieniem łyżką do ust, tak zapatrzeni są w ekrany swoich przewodników po wszystkim, swoich elektronicznych mózgów, swoich…elektronicznych żandarmów poprawności myślenia.

Kiedy zatem siadam do stołu – restauracji „Pod gruszką” w Krakowie – i ogłaszam zbiorowy namysł nad tym: Kto jest wrogiem? Moi znajomi, poza kilkorgiem, wpadają w wyraźny popłoch.

– O sfiksował zupełnie, szuka spisków? – słyszę szept za plecami.

Na szczęście pozostaje tych kilku: neurobiolog i fechmistrz aido, specjalista od sztuki wojny w jednej osobie, filozof, obieżyświat, filozofujący policjant „mól książkowy”, były dyplomata w krajach arabskich i znakomity malarz. Przez wiele dni staramy się sobie odpowiedzieć na pytanie: co zagraża naszej wolności, ku czemu zmierza świat i czy zmiany, które w nim zachodzą są przez kogoś sterowane?

Biedziliśmy się długo, aby wyjść poza obiegowe opinie, aby nie ugrzęznąć na etapie przypisywania wszystkiego masonerii, tronowi Anglii, międzynarodowemu kapitałowi czy też służbom specjalnym. Wbrew pozorom takie wyjaśnienia – choć wszechogarniające – nie wyjaśniają niczego. Od czasów mętnego Hegla nikt nie posunął myślenia o historii wprzód. Ciągle obracamy się wokół niemieckiego konstruktu: „ducha czasu”, co sugeruje, że ludzie poruszani są przez globalną nieuświadomioną do końca maszynę.

Jeśli jednak zgodzimy się na katolickie aksjomaty, to rychło okaże się, że nie ma wyjątkowych czasów, czasy zawsze są takie same i zawsze mechanizmem sprawczym jest walka pomiędzy dążeniem do czystej wolności realizującej się w zakorzenieniu w absolutnym dobrze, a ideą wszechwładzy i wszechmiary człowieka, którego należy wreszcie wyzwolić „z niewoli krępujących go przesądów”. W naszym improwizowanym miniseminarium doszliśmy do wniosku, że wrogami naszej wolności są te – nieliczne w świecie – kręgi dla których kapitał nie stanowi już żadnego ograniczenia. Oni mają większość dóbr świata i są tym znudzeni, upaja ich jednak pokusa sprawczości i dalszego pomnażania bajońskich bogactw. Pieniądze są dla nich absolutnym bożkiem, nie dlatego jednak, że o nich marzą. Są świadomi ich ziemskiej siły i tego, jak pieniądze mogą robić z ludzi niewolników. To właściwie dzisiejsi właściciele milionów niewolników.

Tak więc wrogowie są zawsze ci sami, to ci, którzy wierzą, że człowieka można zniewolić, a dzieje są nieustannym powtarzaniem mniej lub bardziej zakamuflowanych zmów, złudzeń, oszustw i chęci dominacji za pomocą niejawnych machinacji.

Kto zatem odwodzi was od chęci zrozumienia podskórnego mechanizmu zdarzeń jest w istocie na służbie tych, którzy zdarzeniami usiłują sterować.

Oczywiście odpowiecie: ale przecież jest Pan Bóg! No i …dzięki Bogu.