STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / ŚMIERĆ MARLINÓW

Śmierć marlinów



Mało myślimy o śmierci. Dlaczego? Bo myślenie o śmierci zmusza do nieustannego wyprowadzania równania całego życia.


„ …nie los nie piorun ale owad
dosięgnie jak sosnową igłę
poniesie w szczypcach chitynowych
– ul serca pusty”
Zbigniew Herbert „Śmierć pospolita”

Mało myślimy o śmierci. Dlaczego? Bo myślenie o śmierci zmusza do nieustannego wyprowadzania równania całego życia.

Paradoksalnie – w wcale nie odkrywczo – to właśnie śmierć nadaje życiu sens.

Tu pozostaje w sporze z całą grupą ideologów, którzy twierdzą coś zgoła przeciwnego: że to właśnie śmierć przesądza o tym, że nasze życie sensu nie posiada. No bo jaki może być sens wszelkich wysiłków, które i tak prowadzą do zniknięcia ze świata?!

Ktoś powie, że umysł mi się rozkorygował, bo w sierpniu – gdy noce kuszą zapachami i blaskiem – rozważam o śmierci. Jednak właśnie na szczycie możliwości, w największym zachwycie nad teraźniejszością myślenie o śmierci ma ogromny sens.

Śmierć właściwie nie powinna napełniać ani niepokojem ani też smutkiem. Przychodzimy tu aby nadać naszemu istnieniu własny charakter i sens. Mając śmierć jako horyzont wiemy dokładnie co jest ważne, dokąd zmierzamy i czego potrzebujemy. Jeśli wymażemy ten prawdziwy horyzont a zamiast niego wprowadzimy inne: rozrywkę, użycie, zdrowie, powodzenie, pieniądze, zaszczyty, dokonania w oczach innych….to dochodząc do tych swoich horyzontów wpadniemy w życiową matnię..nic więcej nas nie spotka a to co dotychczas miało miejsce okazuje się być niesatysfakcjonującą ułudą, która daje jedynie depresyjne zamknięcie we mgle.

Rzecz zatem w tym aby nie zagubić się w krótkim czasie jaki mamy od momentu uzyskania jakiej takiej świadomości do momentu odejścia. Ten czas zależy od nas, tym czasem możemy dysponować. Stąd też perspektywa śmierci wydaje się budująca i prawdziwa. Cóż bowiem po najlepszych nawet mirażach gdy dochodzimy do spełnienia i ciągle jeszcze pozostaje nam trochę czasu do zagospodarowania.

Spotkałem niedawno znajomego, który całe życie marzył o tym aby wyjechać wędkować na Florydę i tam łapać marliny. Od czasu jak naczytał się Hemingwaya ciągle o tym mówił i widziałem jak rozpalają mu się oczy gdy oddawał się marzeniom o mitycznych marlinach.

Człek w średnim wieku z wieloma sukcesami na koncie. Nie widzieliśmy się przez kilka lat zatem moje pierwsze pytanie, po spotkaniu, musiało zahaczyć o wielkie ryby.

No byłem, złapałem nawet kilka marlinów i innych wielkich ryb. To było coś – stwierdził.

Tylko wiesz… – dodał po chwili

Wolałbym aby to się nie stało

Dlaczego??? – musiałem mieć bardzo zdezorientowane spojrzenie bo szybko dotknął mojego ramienia i zapewnił:

Nie, no wszystko u mnie w porządku.

To? – pytanie zawisło pomiędzy naszymi kawami i zapalonymi papierosami.

Zrobiłem to i ….cholera nie wiem co mógłbym jeszcze zrobić aby życie mnie dalej kręciło – odparł i widziałem, że było to szczere wyznanie.

Nie mógł w sobie znaleźć większego marzenia, którego realizacją miałby się zająć.

Zapytałem go czy myśli czasem o śmierci. Odpowiedź mogłem przewidzieć. Nie zajmował się śmiercią bo nie miał na to czasu.

A poza tym wiesz, śmierć jest beznadziejna. Nic nie można zrobić.

Otóż odpowiadając jemu i wszystkim, których więzi podobne przekonanie:

Właśnie śmierć sprawia, że zdajemy sobie sprawę z tego jak wiele jeszcze możemy zrobić.

Śmierć ma sens i jej perspektywa sprawia, że dni naszego życia układają się sensowniej jak – opiłki wokół magnesu.

Wierzysz z Boga jest ci wtedy oczywiście łatwiej. Nie wierzysz…śmierć i tak pokaże ci kres twoich możliwości ale jednocześnie sprawi, że zaczniesz działać szybciej. W obu przypadkach zdasz sobie bowiem sprawę z faktu, że nie ma czasu do stracenia a nuda i rozczarowanie to po prostu zbędne fanaberie.

Ze skarbu mijających właśnie chwil trzeba korzystać rozumnie i z fantazją. Bo teraz wszystko jeszcze jest możliwe….