STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / PREZYDENT USIŁUJE ZEJŚĆ Z OBRAZKA

Prezydent usiłuje zejść z obrazka



Prezydent Andrzej Duda z rzadka daje oznaki realnego, politycznego życia. Pierwszą połowę swojej kadencji spędził na uroczym rozprawianiu o oczywistościach, przecinaniu wstęg i na przemówieniach, które początkowo wzruszały, a teraz stały się już nużącą sztampą.


O swoim istnieniu przypomniał 3 maja zeszłego roku, kiedy ogłosił, że w roku obchodów stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości przeprowadzi ogólnonarodowe referendum konstytucyjne.

To istotnie była jego pierwsza próba wejścia do realnej gry. Ja mu to wyszło?

W poszukiwaniu własnego miejsca

Inicjatywa referendum konstytucyjnego stała się strategicznym projektem prezydenta Dudy, szkopuł jednak w tym, że w momencie ogłoszenia tego pomysłu kompletnie zaskoczony był obóz polityczny, który wyniósł Dudę do prezydenckiej godności. Taka sytuacja wróżyła, że Andrzej Duda właśnie rozpoczyna poszukiwanie swojego własnego elektoratu.

Złośliwi komentowali wtedy, że Adrianek z „Ucha prezesa” postanowił wybić się na niepodległość.

Następne miesiące pokazały, że potraktował ten pomysł całkiem serio. Realne działania prezydenckie zaczęły się układać w pewien logiczny ciąg.

Weto wobec ustaw reformujących polskie sądownictwo, oraz zablokowanie degradacji oficerów  odpowiedzialnych za wprowadzenie „stanu wojennego” wyraźnie pokazały, że prezydent chce znaleźć własną bazę i otwiera się na wyborców, którzy niekoniecznie popierają działania Prawa i Sprawiedliwości.

Kokietowanie środowisk dawnej Unii Wolności dało o sobie wyraźnie znać przy uważniejszym przyjrzeniu się pochodzeniu politycznemu wielu ludzi z kierownictwa prezydenckiej kancelarii. Co najmniej kilku dyrektorów ma tam przeszłość związaną ze środowiskiem Michnika, Geremka i Frasyniuka. Także lista osób uhonorowanych przez prezydenta najwyższymi odznaczeniami państwowymi pokazuje, że prezydentowi Dudzie coraz bliżej właśnie do środowisk nieboszczki UW.

Misterny plan politycznego usamodzielnienia się prezydenta i jego emancypacji spod wpływów Jarosława Kaczyńskiego miał być oparty właśnie na liderowaniu środowiska politycznego Andrzeja Dudy w dyskusjach nad zmianą obowiązującej konstytucji.

Konstytucja – droga do pierwszej ligi?

Teoretycznie był to pomysł przedniego kalibru, gołym okiem widać bowiem, że pisana pod dyktando postkomunistów konstytucja, która obowiązuje do dziś, nie wytrzymuje tempa nowych czasów i zawiera w sobie tak wiele niekonsekwencji i sprzeczności, że jej zmiana jest właściwie zdroworozsądkową koniecznością.

W maju zeszłego roku Andrzej Duda zyskał więc spory atut. Wszystko zależało od obranej przez niego strategii doprowadzenia do konstytucyjnego referendum. Okazało się jednak, że prezydent nie jest dobrym strategiem, chcąc zaskoczyć PiS i zmusić swoje środowisko do uczestniczenia w jego grze popełnił duży błąd. Zgłosił swoją propozycję zbyt wcześnie, dał Jarosławowi Kaczyńskiemu czas na przygotowanie wariantu okrążającego. Kaczyński mówiąc jednocześnie o tym, że Duda jest naturalnym kandydatem PiS na prezydenta w przyszłej elekcji i jednocześnie unieważniając pomysł referendum nic nie stracił, a przejął inicjatywę.

Dodać należy, że ludzie prezydenta rozegrali tą partię wyjątkowo nieudolnie. Propozycje referendalnych pytań były nieczytelne, a nagłośnienie zamiarów prezydenckiego obozu słabe.

Andrzej bez ziemi

Ostatecznie kres mrzonkom prezydenta Dudy o stworzeniu dla siebie, niezależnego od PiS, elektoratu położyły niedawne manifestacje pod Pałacem Prezydenckim. Poziom dzikiej niechęci do Andrzeja Dudy, jaki zaprezentowali aktywiści opozycji ostatecznie unieważnia jakąkolwiek strategię umizgów wobec opozycji. Chcąc nie chcąc Duda jest dziś skazany na zależność od kierownictwa PiS. A wszelkie jego gesty wobec Lityńskich, Wujców i Frasyniuków zostaną brutalnie zlekceważone.

Gra o sukcesję?

Istnieje jeszcze inna (nie wykluczająca przedstawionej) hipoteza powodów, dla których Andrzej Duda postanowił wykazać własną niezależność i autonomiczność. Tym powodem jest szukanie jak najlepszych pozycji startowych do wyścigu o sukcesję po Jarosławie Kaczyńskim. Czas, gdy Kaczyński zechce odejść na polityczną emeryturę mimo wszystko się zbliża. Wśród kandydatów na ewentualnych następców wymieniani są: obecny szef MSW Joachim Brudziński, premier Mateusz Morawiecki, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, oraz – wynaleziony kiedyś przez Ziobrę –  właśnie obecny prezydent RP Andrzej Duda.

Prezydent widocznie uznał, że w momencie gdy zajmie się najważniejsza kwestią ustrojową i wystartuje najszybciej, to dalszy rozwój sytuacji właśnie jemu przyzna tytuł pierwszego delfina. Dziś widać, że jego akcja okazała się falstartem. A jej merytoryczne przygotowanie budzi pytanie o poziom eksperckiego zaplecza dzisiejszego prezydenta RP.

Konstytucja – gra dla cierpliwych.

Można sobie wyobrazić sytuację, gdy po zakończeniu zmagań o realne zmiany w polskim sądownictwie sam Jarosław Kaczyński zdecyduje się autoryzować koncepcję nowej konstytucji. Oczywiście, gdyby dziś porachować, to szef PiS dysponuje dużo sprawniejszą machiną polityczną i propagandową niż prezydent Andrzej Duda.

Nowa konstytucja powinna oczywiście przesądzić precyzyjny rozdział kompetencyjny pomiędzy prezydentem i szefem rządu. Jeśli będzie to pomysł na ostateczne umniejszenie politycznej roli prezydenta RP, to oczywiście – w ślad za tym – musi iść zmiana ordynacji wyborczej. W takim wypadku prezydent nie powinien być wybierany w wyborach powszechnych, a jedynie desygnowany przez – wyłoniony po wyborach – parlament.

Oczywiście zmiana konstytucji napotka kontrakcję ze strony zarówno obecnej opozycji, jak tez szczutych przez nią instytucji europejskich. Walka o nowy kształt konstytucji może przybrać dużo gwałtowniejszy charakter niż obecne boje o Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy.

Stąd też trudno przypuszczać, aby w tej kadencji parlamentu Jarosław Kaczyński zdecydował się rozpocząć poważną kampanię na rzecz zmiany ustawy zasadniczej. To będzie raczej nowe, mocne otwarcie po następnych wyborach parlamentarnych. Czy w tym spektaklu została przewidziana rola dla obecnego prezydenta RP – na to pytanie trudno dziś jednoznacznie odpowiedzieć.

Jedno wszak jest pewne Andrzej Duda nie zdoła uniezależnić się od swojego obozu politycznego i będzie musiał znieść jeszcze niejedną, gorzką pigułkę, którą ten obóz mu zafunduje.