STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / „OTWARTY” HOŁOWNIA

„Otwarty” Hołownia



Czyli co się dzieje w kuchni sorosowców w Polsce
Szymon Hołownia jest właściwie rewersem tej samej monety, której awersem był kiedyś Janusz Palikot. W założeniu miał być sprytnie wykreowanym zjawiskiem, kimś kim nigdy nie udało się być księdzu Kazimierzowi Sowie. O ile więc Sowa był po prostu zbyt prosty, aby udźwignąć zadanie poprowadzenia ludzi poszukujących na lewicowe ugory, to już Szymon Hołownia wydawał się być kandydatem wprost idealnym…znacznie lepiej rokującym niż (wywodzący się z tego samego „laboratorium”) Ryszard Petru.


Machina pana Poppera

Zwykle mamy pewien problem z lapidarnym zdefiniowaniem tego co polskiej wspólnocie zagraża, co wydaje się być nadchodzącym „ze świata” przedefiniowaniem wszystkiego. Mówimy: neomarksizm, gender. LGBT, lewactwo, trockizm, marksizm kulturowy i ciągle pozostaje nam wrażenie, że czegoś nie dopowiedzieliśmy, coś się wymknęło pomiędzy znaczeniami. Warto wtedy wrócić do rzeczy kanonicznych dla tego nurtu i do ludzi, którzy ową kanoniczność zamieniają w cyrk codziennej sprzedaży i kupna. Musimy zatem sięgnąć do ideologicznych syntez, które zafundował tzw „inteligencji” austriacki guru kręgów dążących do gruntownych przemian tradycyjnej struktury świata Karl Popper. Formalnie Popper zajmował się filozofia nauki oraz naukami społecznymi. Stworzył myśl, która śmiało określił jako racjonalizm krytyczny. Myśl to o wiele bardziej zdradliwa i podstępna niż marksizm i feudyzm razem wzięte. Z oboma nurtami Popper zapoznał się zresztą w młodości i dostrzegł ich wady uniemożliwiające masową aplikację ich społeczeństwu. Postanowił więc zbudować myśl, którą trudno będzie falsyfikować (był w końcu znakomitym metodologiem) i która będzie się udoskonalała korzystając z energii naturalnych wątpliwości, które zrazu budzi. Tak powstała idea „społeczeństwa otwartego” – sposobu definiowania społecznych problemów i rozwiazywania go w oparciu o nie budzącą na pierwszy rzut oka zarzutów zasadę tolerancji i otwartości. Jeżeli wychodzimy z założenia, że przyświeca nam jedynie idea udoskonalenia społeczeństwa tak aby nigdy nie były w nim już możliwe przemoc i prześladowanie na masową skalę – tu zwykle przywoływane są doświadczenia drugiej wojny światowej i niemieckiego hitleryzmu – to trudno napotkać zajadłych przeciwników takich idei. Problem pojawia się w momencie gdy dochodzi do praktycznego definiowania tych powszechnie nie budzących sprzeciwu zasad. Popper bowiem zastawił tu na swoich oponentów sprytna pułapkę, jak nikt wykorzystał doświadczenia totalitaryzmów, aby obrócić je tak, że będą stygmatyzować wszystkich oponentów postulowanego przez niego „otwartego społeczeństwa”. Nieprzypadkowo idea „społeczeństwa otwartego” została porwana w ramiona przez osieroconych przez Związek Sowiecki marksistów oraz ich kompradorów, którzy za jej pomocą uruchomili machinę zgniatania wszelkiej racjonalnej krytyki. Paradoksalnie Popper, który uważał się za późnego ucznia Immanuela Kanta, stał się narzędziem w rękach tych, którzy postanowili bezlitośnie trzebić wszelki „rozum krytyczny”. W Polsce ideami Poppera zostały sterroryzowane całe lata dziewięćdziesiąte, gdy Adam Michnik do spółki z Marcinem Królem nie dopuszczali nawet pomruku krytyki wobec ich prymitywnych przeniesień popperowskich idei w rzeczywistość postkolonialnego społeczeństwa. Po co tak wiele uwagi poświęcam Popperowi w kontekście kandydata na prezydenta Szymona Hołowni? Uważam bowiem, że bardziej pasjonujące jest poszukiwanie ideowych źródeł pewnych procesów niż zajmowanie się występami mniej lub bardziej udanych marionetek publicznych, powoływanych do życia przez zespoły ideowo i materialnie służące promocji „społeczeństwa otwartego” w praktyce.

Soros

Rzecz niebagatelna to odpowiedź na pytanie, skąd idee Karla Poppera zyskały tak niesłychany napęd na początku XXI stulecia?

Wszak do aplikowania społeczeństwu rewolucyjnych w istocie rozwiązań, które burzą całą tradycję i niweczą dotychczas funkcjonujące struktury społeczne, potrzeba gigantycznych środków. Kiedy Karl Popper zaczął urządzać tzw „seminaria domowe”, w których uczestniczyli zafascynowani mistrzem przyczynkarze, sekretarzem tych spotkań był niepozorny młodzieniec z podobnie jak Popper żydowskiej rodziny – George Soros. Pułapką i napędem samej teorii „społeczeństwa otwartego” stała się krytyka marksizmu i freudyzmu dokonana przez Poppera. Nikt nie mógł zarzucić totalitaryzmu myślicielowi, który przed Hitlerem uciekł do Nowej Zelandii i krytykował wszystko co wiązało się z tzw „państwową ideologia”, która „zamyka” całe społeczeństwa. Jednak połączenie wyrafinowanej metodologicznie myśli Poppera z manipulacyjnymi skłonnościami finansjery utożsamianej – w późniejszych latach – z Sorosem sprawiły, że powstała myśl na tyle pojemna, ze wchłonęła w siebie dorobek tzw „Szkoły Frankfurckiej” i współczesnego trockizmu fundując światu zestaw kneblujących (w konsekwencji) postulatów destylowanych z idei, których pozytywnego wydźwięku intuicyjnie nikt nie jest w stanie zakwestionować. Np.: trzeba być tolerancyjnym, wolność to samoograniczająca się odpowiedzialność, wszyscy ludzie są równi, nie należy sprawiać bólu stworzeniom, trzeba pomagać potrzebującym etc. Na tej bazie powstała cała warstwa tzw „fundacji”, których szczytne cele sprawiają, że z działalności w nich (wyłącznie) żyją całe rzesze aktywistów. Podstawowa konstatacja leżąca u podstaw tej armii aktywistów brzmi: społeczeństwa otwarte zwykle tworzą modele demokratyczne, a zamknięte owładnięte są autorytaryzmami i tendencjami wykluczającymi. Dzisiejszy model multikulturalnego społeczeństwa jest więc dość prostacką aplikacją poglądów Poppera przepuszczonych przez finansową maszynkę kojarzoną z George Sorosem. Nieprzypadkowo większość tworzonych przez ten system instytucji ma – już w swojej nazwie – przymiotnik: „otwarty”. Nie mam tu ochoty wspominać o fundacji „Otwarty Dialog”, ale takich – lustrzanych odbić propagowanych przez Kramka i Kozłovską idei są w świecie dziesiątki. No dobrze, ale dalej w tego wszystkiego nie wyłania się niedoszły kaznodzieja Szymon Hołownia!

Spokojnie to właśnie Hołownia

W Polsce nastąpił swoisty mariaż kilku środowisk: oficerów dawnych służb komunistycznych, środowiska Adama Michnika oraz „charytatywnych” (propagandowych) kombajnów budowanych z mniejszym lub większym wsparciem pieniędzy firmowanych przez George Sorosa. To środowisko, co sezon, tworzy w Polsce nowa kreację polityczną ex nihilo. Tak rozwinął się ruch Palikota, który przetestował pokłady antyklerykalizmu i antykatolicyzmu w polskim społeczeństwie (niejako kontynuacją tego nurtu jest „twórczość” Tomasza Sekielskiego), tak wykreowano „eksperta” lepiąc postać „nowoczesnego” Ryszarda Petru i jego rozwrzeszczanego babińca. Niejako na drugim końcu tego samego teatrzyku trwały prace nad rozbiciem polskiego kościoła katolickiego. Kreowano je pod spokojnym i łagodnym hasłem tworzenia…”kościoła otwartego” (sic!), który miał być pozytywną alternatywą dla „zamkniętej i nietolerancyjnej parafiańszczyzny” i „ducha Wyszyńskiego”, który tak uwierał Michnika i jego towarzystwo. Nie udał się manewr z wykreowaniem – pod nieświadomymi skrzydłami kardynała Dziwisza – „kościoła łagiewnickiego” (dziś jego koryfeusze Kazimierz Sowa czy ojciec Ludwik Wisniewski plątają się pomiędzy TVN i „GW”), udało się natomiast ostateczne wykolejenie „Tygodnika Powszechnego” i chyba to właśnie natchnęło krąg „otwartych kreatorów” do przygotowania kolejnego przedstawienia – tolerancyjnego i złotoustego „katolickiego publicysty” Szymona Hołowni, który – dzięki ambonie TVN – zyskał sporą popularność jako posłuszny celebryta. Dorobiono mu działalność charytatywną (wraz z panią Dominiką Kulczyk – kreowaną na tefauenowska świętą), napędzono sprzedaż mdłych intelektualnie ale przyjemnie napisanych książek i wreszcie pchnięto w prezydenckie szranki. Hołownia – jak na niedokończonego duchownego i człowieka bez specjalnego wykształcenia – jest całkiem sprawny werbalnie i miły w obcowaniu. Nie popełnia lapsusów Petru i nie straszy ludzi jak Palikot. Prezentuje wszystkie Sorosowe idee, ale w miłym dla polskiej publiczności quasikatolickim sosie. Zagrzewa do panteistycznych herezji, ale bez groźnych min i z uśmiechem. Łagiewnicki Hołownia wydaje się być całkiem udanym produktem sorosowskiej stajni w Polsce. Czy to przyniesie wyborcze efekty? Raczej nie….ale to już materiał na kolejne rozważania.