STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / NIENAWIŚĆ JAKO NARZĘDZIE BUDOWY WŁADZY

Nienawiść jako narzędzie budowy władzy



Donald Tusk znów stanie się twarzą władzy – swoje obietnice będzie musiał zrealizować w koalicji nie
trzech ugrupowań, ale kilkunastu partyjek i stronnictw, które w istocie tworzyły trzy listy wyborcze,
dzięki którym udało mu się uciułać arytmetyczną większość w sejmie. Będzie więc dowodził bardzo
niejednorodną zbieraniną, która ideowo jest rozwichrzona od sasa do lasa.
Lawina obietnic – zwłaszcza licytowanie się z PiS w rozmiarze mamienia rozmiarami świadczeń
socjalnych – sprawiła, że teraz oczekiwania są ogromne. Już widać, że chcąc być słownym i uczciwym
Tusk musiałby robić cały dotychczasowy budżet państwa. Tusk obiecał zerowe oprocentowanie
kredytów mieszkaniowych dla młodszych obywateli, mamił dwukrotną waloryzacją emerytur i to
jeszcze w tym roku. Poza wszystkim lider Platformy Obywatelskiej obiecywał natychmiastowe
odblokowanie blokowanych przez Berlin środków z Krajowego Programu Odbudowy. Do tego
dochodzi obietnica utrzymania świadczeń 800 plus i wszelkich dotychczas realizowanych programów
socjalnych i pomocowych.
Największym jednak problemem Tuska będzie teraz spełnienie wszystkich obietnic, które złożył
koalicjantom skleconym w trzy listy wyborcze, dzięki którym przegrywając wybory osiągnął jednak
większość i będzie mógł tworzyć rząd.
Z jednej strony będzie zatem musiał spełnić żądania skrajnej, antypolskiej lewicy, która domaga się
nie tylko usunięcia wszelkich akcentów normalnościowych i patriotycznych ale także wprowadzenia
radykalnych postulatów marksizmu kulturowego w realne życie naszego państwa. Z drugiej strony
jest jednak PSL, którego wyborcy – mimo wszystko – nie zaakceptują obyczajowych nowinek i
prześladowania katolików. W tej zaimprowizowanej nienawiścią do Prawa i Sprawiedliwości koalicji
znajdują się zarówno umiarkowani (koniunkturalni ) konserwatyści jak i rozparzeni emisariusze
najbardziej wyuzdanych postulatów obyczajowych. Co ideowo może bowiem łączyć np. Pawła Kowala
i Roberta Biedronia. Pomimo kariery i widoków na frukty płynące z posiadania władzy – dosłownie
nic! Do tego dochodzą populistycznie rozgrzane żądania natychmiastowego przejęcia TVP.
Powiedzmy sobie szczerze, że praktyki PiS w mediach publicznych znakomicie ułatwiły teraz Tuskowi
działanie i formowanie przyszłego ich kształtu. Nikt już dziś nie oburzy się na kolejny desant
propagandystów do władz TVP i Polskiego Radia. Droga została – w sposób dewastacyjny – wskazana
przez obecna władzę. Odpowiednikiem Jacka Kurskiego na stanowisku nowego prezesa TVP może być
np. zajadły propagandysta Krzysztof Luft, lub ktoś mu podobny. Gorzej będzie z prawnym
pokonaniem zapór w postaci utworzonej przez PiS Rady Mediów Narodowych oraz Krajowej Rady
Radiofonii i Telewizji. Gdyby Tusk chciał natychmiast wprowadzić do mediów swoich emisariuszy
musiałby przecież pokonać opór tych instytucji, kadencyjnie obsadzonych przecież przez większość
zwolenników PiS. Musi zatem znaleźć inny sposób aby zadowolić rzesze wyposzczonych
propagandystów, którzy przecież nie mogli pomieścić się jedynie w telewizji TVN i komercyjnych
rozgłośniach radiowych – jest ich zbyt wielu i mają zbyt wygórowane apetyty. Zapewne dojdzie więc
do działania kuchennymi drzwiami a więc próby likwidacji spółki skarbu państwa TVP S.A i na jej
miejsce stworzenia nowego prawnie tworu co pozwoli na usunięcie stamtąd ludzi PiS i wprowadzenie
swoich. Nie jest to metoda zbyt czysta legislacyjnie jednak możliwa do zastosowania …a więc
zastosowana zostanie. Niestety obecna władza uczyniła z mediów publicznych domenę jedynie
poglądów zgodnych z linią rządu a więc przyszła większość parlamentarna będzie miała ułatwione
zadanie i ich bezczelność raczej nie spotka się z wielkim społecznym oporem. Wniosek z tego płynie

jednak niezbyt pocieszający: media publiczne w projektowanym kiedyś przez – normalne wówczas
jeszcze Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich – nigdy już nie będą w tym kształcie funkcjonować.
Dużo trudniejsza operacją przedzie dla Tuska i jego kompanów ponowne osłabienie polskiej armii – a
takie przecież są wyraźne wytyczne płynące z Berlina. Były minister obrony Tomasz Siemoniak
zapowiada już co prawda, że nie stać nas „demograficznie” (!) na 300 – tysięczna armię i przewiduje,
ze rozmiary polskich sił zbrojnych będą – w stosunku do obecnych planów – redukowane do 150
tysięcy żołnierzy. Jak jednak PO zamierza wycofać się z już zawartych kontraktów na zakup sprzętu
wojskowego i broni? Wszystko to dzieje się przecież w kontekście trwającej ciągle wojny na Ukrainie i
rozpalającego się konfliktu wokół Izraela.
Osobnej analizie powinny być poddane plany PO wobec największej polskiej spółki – Orlenu. Tu nigdy
nie zapomniano połączenia Orlenu z Lotosem i odcięcia całego gdańskiego układu lokalnego od
pieniędzy i wpływów. Już niejaka poseł Leszczyna zapowiada stawianie za to prezesa Daniela Obajtka
przed prokuraturą i sądem.
Jedno jest pewne powyborcza noc na pewno była wreszcie spokojna dla ludzi takich jak Sławomir
Nowak i Stanisław Gawłowski. Ich już żadna kara – w najbliższym czasie – nie dosięgnie. I chyba
właśnie w całej tej awanturze o to chodziło, reszta jest już tylko zbędnym sztafażem, z którego Tusk
lekko i bez wielkich wyrzutów sumienia po prostu się wycofa. Nie da się bowiem uprawiać polityki
niemożliwe -a taka właśnie wyziera z wyborczych obietnic trzech koalicji spojonych jedynie
nienawiścią wobec PiS .