STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / MEDIA PUBLICZNE – CZAS NA ZMIANY

Media publiczne – czas na zmiany



Trudno już udawać, ze nie czujemy powiewu wiatru, który niesie zmiany.Nawet najbardziej wytrwałe szczurki mikrofonowe władzy zaczynają stawać w rozkroku,


Trudno już udawać, ze nie czujemy powiewu wiatru, który niesie zmiany.

Nawet najbardziej wytrwałe szczurki mikrofonowe władzy zaczynają stawać w rozkroku, no bo jak coś, to przecież oni też stwierdzą, ze tylko pracowali, to przecież wredni szefowie zmuszali ich do kłamstw i szalbierstw.

Raptem okaże się, że po stronie bezczelnych złodziei nie stał nikt, nikt nie sekundował w wyszydzaniu patriotówe i gnojeniu uczciwych dziennikarzy. Zwykłe koleje losu, szczury szybko znajdą swoje miejsca w obozie zwycięzców.

Nie tym  jednak chcę tym razem zawracać Panstwu głowe.

Tym razem kilka słów poświęcę planom reformy mediów publicznych, planom, które rzeczywiście mogą sprawić, że społeczeństwo uzyska jaki taki wpływ na media utrzymujace się z abonamentu i przeróżnych skarbowych dotacji.

 Dość cenzury wymuszanej przez reklamodawców

Wiele miesięcy temu znakomity pomysł na reformę rynku medialnego poddał mi internetowy analityk Andrzej Garapich. Jednego dnia, specjalną ustawą należy zakazać jakichkolwiek reklam finansowanych ze środków publicznych. Żadnych preudokampanii społecznych, żadnych ściem w rodzaju: pan minister Sawicki promuje jakieś zdrowe trendy w polskim rolnictwie. Nic, jednego dnia trzeba przerwać strumień publicznych piniędzy, jaki płynie do – zaprzyjaźnionych, jak je nazwał dziadek Wajda – mediów.

Wyobrażacie sobie  taką rewolucję: oto jednego dnia przestaje płynąc obfiity strumień pieniędzy do gazety starego zrzędy Michnika. Nic, nie dostaje nic od samorządów, nic z ministerstw, nic nie kapie mu z funduszy unijnych, ba – nie może nic dostać nawet z funduszy, w których jakiekolwiek udziały mają publiczne pieniądze.

Widzicie te miny tefauenowców, Lisów, Michników, Paradowskich…całej reszsty tego udawanego parnasu, który w rzeczywistości jest żywą skamieliną peerelu?

W ciągu kilku miesięcy wyrównają się warunki gry na polskim rynku medialnym.

Nie będzie żadnego pompowania publicznych pieniędzy do podupadającej „Agory” czy tiefauieniu.

Oczywiście reklamodawcy prywatni nadal będą się kierować własnymi sympatiami, w przypadku polskiego rynku chamskimi sugestiami panów, którzy niedawno pozrzucali mundury, ale nie potrwa to długo, bo jednak biznes musi zarabiać. Jeśli jakiś tygodnik czyta sto tysięcy ludzi, to jednak bardziej opłaca się w nim reklamować niż w jakimś zdychającym „Tygodniku Powszechnym”.

Po jakimś czasie nawet wojskowa bezpieka nie będzie mogła gołymi rękami mordować różnych tytułów, tak jak czyni to teraz.

Absolutny zakaz reklam ze środków publicznych, to absolutna rewolucja na polskim rynku medialnym. Taki krok sprawi, że media i ich właściciele będą musieli bardziej liczyć się z gustami publiczności niż z politycznymi układami, a to już naprawdę znaczący postęp wobec obecnej – oligarchicznej rzeczywistości.

Proponuję nawet, aby taką historyczną ustawę nazwać imieniem nieszczęśliwie zoperowanego polskiego oligarchy doktora Jana Kulczyka. Niech będzie to ustawa Kulczyka ….

Dziś czasem spotykam się z opiniami, że nie o wszystkim można pisać, no bo gazeta straci reklamy. Po wprowadzeniu takiej regulacji, to reklamodawcy powinni uganiać się za najbardziej popularnymi środkami przekazu.

Pomarzyć dobra rzecz, czy jednak znajdzie się polityk, który będzie potrafił taki pomysł wcielić w życie?! Zobaczymy

Media publiczne

Oczywiście im bliżej zmiany władzy, tym coraz gęstszy staje się chór doradców tych, którzy hipotetycznie maja tą władzę przejąć.

W dziedzinie mediów chór ten jest wyjatkowo liczny, bowiem każdy kto choćby raz otarł się o telewizyjne studio, już hoduje w sobie blogie przekonanie, ze zna się na telewizji i potrafi ja reformować. U Andsrzeja Dudy zameldował się już cały pluton takich „fachowców”.

Ja, jako że ścisku nie cierpię, postaram się tu wyłożyć kilka myśli, które przyszły mi do głowy, gdy przez wiele lat, w mediach pracowałem, a nawet nimi zarządzałem.

Po pierwsze jedna ustawa nie może dotyczyć  publ;icznej radiofonii i publicznej telewizji.  Media zmieniaja się tak blyskawicznie, ze ktoś kto zatrzymał się w ich obserwacji na poziomie lat dziewięćdziesiątych, dzisiejszej rzeczywistości naprawdę niewiele pojmie.

Zmienia się szybkość rozpowszechniania informacji, zmieniają się jej nośniki, zmieniają się same media, w których coraz mniej jest już klasycznego podziału na fonię i wizję a coraz więcej synkretyzmu, patchworkowatości.

Zmienia się wszystko, nie powinny się jednak zmieniać reguły uprawiania zawodu dziennikarza. Dziennikarz musi być uczciwy, ludzie muszą mu wierzyć inaczej cały proces masowej komunikacji traci sens. Jeśli stracimy zaufanie do dziennikarzy, to media – jakie by one nie były – bedą jedynie nowoczesnymi środkami przymusu, propagandy i kreowania zachowań konsumenckich.

Nadchodzi szansa, aby na nowo – na długie lata – zbudować rynek mediów publicznych w Polsce i tym samym  mnocno zmienić cały nasz światek medialny, który dziś – w wielkiej części – jest już okupowany przez niemiecki kapitał.

Kardynalnym punktem takiej odbudowy powinien stać się właśnie zakaz reklamowania się ze środków publicznych: budżetowych samorządowych i unijnych.

Krajowa Rada i PiSF do lamusa

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji jest archaizmem, który pozostał nam po epoce PRL – u. Organ ten pełni dziś rolę stróża interesów władzy w mediach publicznych i cenzora z przypadku dla coraz bardziej rozregulowanych mediów komercyjnych.

KRRiTV stała się kosztowną przyzwoitką, którą i tak nikt się specjalnie nie przejmuje. Rola rady staje się istotna tylko w wypadku podziału nowych częstotliwości radiowych i telewizyjnych. W tej dziedzinie rada odegrała szczególnie niechlubną rolę, kiedy de facto zezwoliła telewizji TVN na złamanie ustawy. Telewizja TVN, nie mając koncesji na nadawanie na terenie całego kraju, sprytnie kupiła nadającą na południu Polski, nomenklaturowa telewizję „Wisła” i w ten sposób – nadając na terytorium niemal całej Polski – obeszła brak ogólnokrajowej koncesji.

Oczywiście telewizja, mająca dobre koneksje w sferach mundurowych, nie poniosła z tego powodu  żadnych konsekwencji.

KRRiTV należy zlikwidować, podobnie jak należy zakończyć żywot Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, który – w założeniu – miał wspierac rozwój ambitnej kinematografii w Polsce, a w praktyce stał się stróżem interesów wąskiej sitwy lewacko usposobionych twórców, którzy na dodatek muszą mieć dobre stosunki z aktualnie panującym rządem.

Zarówno nomenklaturowy PISF, jak i skrajnie upolityczniona i niefachowa KRRiTV nie spełniają ról do jakich zostały powołane, dlatego – dla dobra polskiej demokracji i w interesie ratowania mediów publicznych – instytucje te należy po prostu zlikwidować.

Gwoździem do trumny PISF stało się – w ostatnich miesiącach – mianowanie na stanowisko jej dyrektora niejakiej Magdaleny Sroki, zastępczyni komunistycznego prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego, osoby, która nie tylko w ogóle nie zna się na produkcji filmowej, ale osobiście jest odpowiedzialna za oburzającą aferę z kandydowaniem Krakowa do organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku.

Kompletnie obląkańcza i niefachowo opracowana wizja kandydowania Krakowa kosztowało podatników ponad dwadzieścia milionów złotych, a nadzór nad tą hucpą osobiście sprawowała Magdalena Sroka.

Jak widać w nagrodę za roztrwonienie publicznych pieniędzy minister kultury i sztuki Małgorzata Omilanowska mianowała Srokę dyrektorem PISF i teraz ta kompletnie niekompetentna, ale popierana przez lewicowe środowiska, osoba będzie mogła trwonić pieniądze w ilości o wiele większej niż robiła to w Krakowie.

Postuluje więc, aby – korzystając z nowych mozliwosci ustawodawczych jakie stworzy nowa większość sejmowa – przeprowadzić scalenie misji medialnej i filmowej.

W praktyce oznacza to powołanie w miejsce  KRRiTV Rady Rozwoju Polskich Mediów. Jej kompetencje zostana dostosowane do nowego oblicza rynku medialnego w naszym kraju, a  celem Rady będzie przezwyciężenie sytuacji, w której decydującą rolę na polskim rynku medialnym odgrywa kapitał zagraniczny, a zwłaszcza skartelizowany kapitał niemiecki.

Po zlikwidowaniu PISF należy stworzyc Państwową Fundację Filmu Polskiego. Cele działalności tej Fundacji od początku jej działania zostaną ścisle określone.  Będzie nim przede wszystkim dotowanie takich produkcji filmowych, które służą rozwojowi sztuki filmowej w Polsce, ale także promują pozytywny obraz naszego kraju.

Nie może być więcej sytuacji, w której pństwowy PISF dotuje produkcje kłamliwe i szkalujace dobry wizerunek naszego narodu i panstwa w świecie.

Niestety należy doprowadzic też do pozbycia się z PISF osób takich jak Magdalena Sroka. Produkcja dotowana ze środków PISF powinna być ścisle koordynowana z polityką  telewizji publicznej.

TVP po Braunie

Musi dojść do zmiany ustawy o telewizji. Ze spółki TVP S.A. powinno zostć wydzielonych prawnie 16 istniejacych już dziś oddziałów terenowych.

Oddziały, podobnie jak terenowe rozgłośnie radia publicznego, powinny przejść na własny rozrachunek. Takie regulacje spowodują, że na rynku pozostanie jedynie 7 -8 ośrodków ponadregionalnych, pozostałe nie wytrzymaja konkurencji i upadną.

Regionalne ośrodki, które pozostaną na rynku, powinny być finansowane z wpływów abonamentowych w proporcji zależnej od ilości widzów jaką gromadzą przed swoimi programami. Ilość widzów powinna zostać zrelatywizowana w stosunku do ilości mieszkańców danego regionu.

Tellewizja centralna musi przejść niezbędne działania uzdrowieńcze po najgorszym okresie w historii swojego istnienia, jaki miał miejsce za rządów prezesa Juliusza Brauna.

Należy cofnąć wszelkie dewastacyjne rozporządzenia Brauna , a jego samego i ludzi zasiadających w kierownictwie TVP za czasów Brauna należy – nawet prawnie i prokuratorsko – rozliczyć za świadome niszczenie dobra, jakim dla Polski powinny być media publiczne.

I wreszcie kwestia kardynalna i najważniejsza – należy utrzymać opłatę abonamentową, za pomoca której obywatele utrzymuja swoje media publiczne, ale także nabywają praw do wspóldecydowania o ich ostatecznym kształcie. Opłata abonamentowa powinna być zbierana przy opłacie za prąd i wtedy stanie się obligatoryjna. Tylko oświadczenie o braku odbiornika radiowego i telewizyjnego mogłoby zwalniać od konieczności wnoszenia takiej opłaty.

Abonament to rzecz fundamentalna daje nam bowiem – jako obywatelom – prawo zabierania głosu w sprawie mediów publicznych.

Nadchodzi czas kiedy prezesi TVP nie beda już mogli lekcewazyć głosu swoich sponsorów. Ustabilizowanie opłat abonamentowych – wbrew temu do czego wzywał Donald Tusk – pwoinni sprawić, że w zdorwym, nowym układzie kierownictwo TVP i Polskiego Radia będzie mogło rozporządzac budżetami uchwalanymi na pięć lat do przodu. Taka satyacja doprowadzi do właściwego zaplanowania misji mediów publicznych. W dzisiejszym układzie medialnym ich istnienie jest konieczne, tylko bowiem dzięci mediom publicznym będzie można wymusić zadowalajace standardy publicznej dyskusji.