STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / MĄKA KUPOWANA NA TARGU

Mąka kupowana na targu



Trwa targ, przekupnie zachwalają swój towar – każdy z nich chce cię przyciągnąć do swojego straganu. Każdy twierdzi też, że ma unikalne rzeczy i tylko one mogą nas uszczęśliwić. Tak dzieje się jednak do momentu, gdy zdecydujesz się podejść i coś kupić. Po przyjściu do domu okazuje się, że torbę wypełniają ci rzeczy, których w domu masz już w bród.


Po przyjściu do domu okazuje się, że torbę wypełniają ci rzeczy, których w domu masz już w bród. Kupowałeś je na poprzednich jarmarkach, miały być talizmanami niezwykłości, a cóż…twoje życie jest ciągle takie same, nic niezwykłego nie nastąpiło. Kiedyś magicy i zaklinacze węży zaludniali monarsze dwory, teraz roi się od nich w świecie polityki. Powinieneś coś wybrać, powinieneś podjąć działanie choćby tylko po to, aby twoim dzieciom żyło się lepiej. Co prawda wiesz już, że nie będziesz miał nic ponad to co ulepisz swoimi dłońmi, ale chwila mirażu bywa taka przyjemna. Tym bardziej, że jej niezwykłość podsycają media.

Musisz wybrać, nie powinieneś też zbyt dużo myśleć bo też wtedy ten wybór zostanie odarty z emocji, a przecież nimi właśnie zarządzają współcześni prestidigitatorzy. Im więcej emocji i mniej rozsądnego wyboru, tym dla nich lepiej. Magiczna sfera emocji jest ich żywiołem. Czasem jednak siadasz i zaczynasz to wszystko rozbierać na części składowe za pomocą własnego rozsądku. To już pierwszy momentu udowadniający, że nie podążasz za tłumem, ze nie przepuścili cię przez swoją maszynkę do mielenia prawdziwych myśli. Ten moment rozsądnego zastanowienia przywodzi cię do zaskakującej konkluzji: nie ma rozsądnego wyboru, nie ma nawet wyboru, który sprostałby twoim oczekiwaniom. Ciągle jest ta sama miazga.

Czy jednak samodzielnie masz się pozbawić możliwości wpływu na to jaki będzie nasz kraj? Oczywiście to tylko pusty slogan, ale w wyborach istotnie tkwi jeszcze iskra sprawczości, naszej zwykłej decyzji, która od czasu do czasu przynosi dużą zmianę. Jak więc wybierać? Czy podążać w tunelach kibiców, którzy emocje mają rozgrzane do czerwoności i nie znoszą sprzeciwu? Czy też pozwolić sobie na odrobinę autonomii, odłączyć się i w skupieniu rozważyć czego chcę, za jaką wizją otaczającego mnie świata chcę się opowiedzieć, świadomie z odpowiedzialnością za decyzję i jej skutki?

Spróbujmy zatem sporządzić sobie zestaw pytań, które pomogą w podjęciu wyborczej decyzji:

Jestem przywiązany do katolickiego systemu wartości szukam więc kandydata, który zagwarantuje mi realną obronę mojego systemu. Czy za jego rządów w szkołach nie będą psute moje dzieci? Czy w przestrzeni publicznej nie dopuści do obrażania mnie i poniżania, tylko dlatego, że prezydent chce się komuś przypodobać?

Chcę niepodległej i docenianej w świecie Polski, czy zatem wybiorę kandydata, który realnie będzie o Polskę dbał, nie pozwoli na jej poniżanie i wyzyskiwanie? Czy mój kandydat będzie w stanie przebić się ze swoim głosem w hałasie sprzecznych opinii globalizującego się świata?

Chcę spokoju i bezpieczeństwa, czy więc mój kandydat nie pozwoli na działanie w Polsce organizacji i grup, których jedynym celem jest wnoszenie zamętu, budzenie złych emocji i dzięki temu manipulowanie masami? Czy mój kandydat jest w stanie dbać o silne państwo, dobrą armię i sprawną policję, która nie będzie miała skłonności do nadużywania swoich uprawnień?

Chcę więcej uczciwości i sprawiedliwości wokół mnie, a więc nie opowiem się za kandydatem, który jest kojarzony z czymś wręcz przeciwnym, albo też wywodzi się ze środowisk, które źle zasłużyły się tej sprawie.

Chcę szacunku wobec siebie i otaczających mnie ludzi, czy zatem dobrze baczę aby nie wybrać cynika, pozera, kukiełkę którą manipulować będą ci, którzy maja mnie w nosie?

Oczywiście odpowiedzi na takie pytania przywiodą mnie do niezbyt optymistycznej konstatacji: właściwie takiego kandydata nie ma!

Tu jednak konieczna jest znajomość życia i próba zrozumienia ludzkich ułomności. Muszę wybrać, a więc muszę tez zastosować metodę kolejnych przybliżeń. Wybieram z niedoskonałej puli, tych którzy są. Wybieram kogoś komu najbliżej jest do twierdzących odpowiedzi, ale potem nie zostawiam go samego sobie. Jesteś odpowiedzialny za niego i – czy mu się to podoba czy nie – będę musiał działać ku temu, aby (w trakcie kadencji) zbliżył się do wypełnienia tego kwestionariusza. Z dobrej mąki może być coraz lepszy chleb……z zapleśniałej i zgniłej nigdy nie wypieczemy czegoś co jest w stanie nas nasycić.