STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / JANCZARZY TRZECIEJ RP

Janczarzy Trzeciej RP



jak Trzecia RP wyhodowała swoich bezwzględnych obrońców


Środowisko prawnicze Trzeciej RP nigdy nie zostało praktycznie poddane lustracji i dekomunizacji. W sądach i w adwokaturze roi się od przedstawicieli rodzin, które pierwsze prawnicze kroki stawiały tuz po II wojnie światowej. Za autorytety wciąż uchodzą osoby, które legitymizowały poczynania junty Wojciecha Jaruzelskiego, przykładem jest tu profesor Ewa Łętowska.

Cały okres trwania Trzeciej RP, to praktycznie wzmacnianie dobrego samopoczucia prawniczych dynastii i potęgowanie przekonania, że praktycznie stoją one ponad prawem. Nie może zatem dziwić, że wśród sędziów i adwokatów dominuje dziś jeden, krytyczny wobec władz, pogląd.

Środowisko jest zwarte i gotowe do konfrontacji z „dobrą zmianą”, a wobec niezsubordynowanych gotowe na stosowanie całego arsenału „środków dyscyplinującego przymusu.

To, być może szokujące, ale wydaje się, że nie ma grupy społecznej, która pozwalałoby sobie na tak jawne łamanie prawa…jak środowisko prominentnych (do tej pory) polskich prawników.

W swoim  bezpodstawnym zadufaniu przedstawiciele władz sędziowskich, profesorowie prawa, adwokaci pozwalają sobie już na jawne groźby wobec tych, którzy nie podzielają ich opinii. Pohukiwanie prawniczych pozostałości po PRL – u idzie jednak dalej i tak rzecznik Sadu Najwyższego niejaki Michał Laskowski pozwala sobie na formułowanie gróźb wobec samego prezydenta RP.

Jednocześnie trwa kompletna deprecjacja zawodu sędziego. Przykładem są tu sędziowie, którzy – bez żenady – brali udział w politycznych wiecach organizowanych przez Jerzego Owsiaka podczas tegorocznego festiwalu Pol and Rock.

Strategia szantażu

Buta i poczucie bezkarności dominujących dziś w polskim środowisku prawniczym „elit” sprawia, że nie czują one gdy – w swojej krytyce władz i torpedowaniu ich postanowień – przekraczają granice prawa.

Walka toczy się z uzyciem wszystkich dostępnych im możliwości. Zaangażowani sa w nią nawet prawnicy, którzy dotychczas pozowali na „niezależne autorytety”.

Były prezes Trybunału Konstytucyjnego i rzecznik praw obywatelskich profesor Andrzej Zoll obwieszcza, że nie było jeszcze tak złego prezydenta jak Andrzej Duda (prywatnie jego młodszy kolega z Uniwersytetu Jagiellońskiego), bowiem – tu cytat – „Nie widzę nic w działalności prezydenta, co zasługiwałoby na docenienie. Miałem pewne złudzenie, gdy rok temu prezydent użył weta przy ustawach sądowych. Niestety, okazało się to tylko złudzeniem”, w podobnie parlamentarnych słowach Zoll wyraża się także o prezydenckiej małżonce.

Prawniczy „autorytet” nie szczędzi też swoim czytelnikom i takich teorii:

„Prezydent nie powinien oceniać tego, co robi SN. Prezydent nie jest głową państwa rozstrzygającą sprawy z zakresu wymiaru sprawiedliwości. Tu także mamy do czynienia z wyraźnym naruszeniem.” – okazuje się zatem, że pan Zoll, w sposób pionierski, interpretuje nawet zapisy konstytucji.

Czy zatem można się dziwić sytuacji, gdy nawet zdroworozsądkowi prawnicy pokornie milczą? Oni dokładnie wiedzą co ich spotka gdy wyłamią się chóru krytyków obecnych władz.

Z wielu stron sypią się podobne sformułowania i opinie. Na wydziałach prawa w Krakowie i w Warszawie trwa prawdziwy terror…każdy ze studentów, który śmiałby mieć zdanie choć odrobine zbliżone do środowisk Prawa i Sprawiedliwości jest natychmiast stygmatyzowany i pozbawiony jakichkolwiek widoków na zrobienie kariery w adwokaturze, czy też w środowisku sędziowskim.

W tej sytuacji trudno się dziwić, że rzecznik Sądu Najwyższego Michał Laskowski pozwala sobie na wypowiadanie wyraźnych gróźb pod adresem głowy państwa.

„Będzie to złamanie prawa z potencjalnymi formami odpowiedzialności w przyszłości” – złotousty rzecznik nie do końca jednak zdaje sobie sprawę z tego co mówi.

Nie przychodzi mu bowiem do głowy, że podobne wypowiedzi mogą stać się podstawą do orzeczenia naruszenia zaufania wobec niego ze strony pracodawcy – czyli państwa. Konsekwentnie zatem powinny pójść za tym kary finansowe, aż do pozbawienia wszelkich apanaży wypłacanych przecież z budżetu państwa, którego głową jest właśnie prezydent.

Nie każdy, kto naucza z TVN jest autorytetem

Wśród „autorytetów” kwestionujących prawa suwerena do zmiany patologicznego systemu sądów w Polsce pojawia się oczywiście także, były minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski, który obecnie wysługuje się kilku najbogatszym obywatelom naszego kraju.

Inny „prawniczy guru” (znany przede wszystkim z anteny TVN) profesor Marek Chmaj dał się ostatnio poznać jako pozbawiony taktu prawnik, którego wynajął sobie były minister finansów Jacek Rostowski z Platformy Obywatelskiej.

Warto przy tej okazji wspomnieć, że o kwalifikacjach Zolla i Ćwiąkalskiego niezwykle krytyczne zdanie ma legendarny polski prawnik, znany z odwagi i niezależności, ale także z dokonań naukowych, sędziwy profesor Władysław Mącior z UJ, uczeń legendarnego profesora Woltera,  który już w czasach PRL znany był jako bezkompromisowy krytyk ówczesnego systemu prawnego i jego świętości takich jak choćby profesor Kazimierz Buchała.

Wobec komunistycznych teorii Buchały milczeli wtedy zarówno Ćwiakalski  jak i Zoll. Wtedy nie wykazywali tak wielkiego „obywatelskiego zaangażowania” jak teraz.

Na placu boju z komunistycznym prawem pozostawał wtedy osamotniony Władysław Mącior, którego spotykały za to rozmaite represje.

Adwokatura – skansen przywilejów

Dziennik „Rzeczpospolita” poinformował, że adwokatom, którzy zdecydują się na kandydowanie do Sądu Najwyższego w miejsce sędziów, którzy przekroczyli wiek emerytalny, władze Izb Adwokackich grożą…dyscyplinarkami.

Taki wniosek , wobec swoich kolegów z plaestry, złożył już warszawski adwokat Marcin Smoczyński. Kuriozalne jest uzasadnienie tego wniosku, Smoczyński twierdzi, że adwokaci ci „naruszyli godność zawodu”.

Tak więc to nie udział w „aferze reprywatyzacyjnej” jest naruszeniem „godności zawodu”, to nie bycie concigliere rozmaitych grup przestępczych.

Okazuje się, że dla prominentnych grup w palestrze Trzeciej RP niegodnym jest wypełnianie uchwalonych przez parlament ustaw.

Grupka przez nikogo nie zweryfikowanych członków SN, którzy otwarcie buntują się przeciwko polskim władzom, jest dla adwokatury bardziej miarodajna i „stanowiąca prawo” niż polski ustawodawca.

Środowisko prawnicze – w trzeciej RP – było „oczkiem w głowie” systemu. Skrzętnie dbano o to, aby cieszyło się ono specjalnymi względami. Wobec sędziów i adwokatów często stosowano taryfę ulgową w momencie gdy wchodzili oni w kolizję z prawem. W zamian środowisko odpłacało się tzw nieformalna instytucją „sędziów na telefon”.

Dbano także i o to, aby szkoleniem prawniczego narybku zajmowali się odpowiedni, podzielający ideały Trzeciej RP, ludzie.

Dziś zatem nie może dziwić chór „prawniczych autorytetów” otwarcie nawołujących do buntu przeciwko prezydentowi, parlamentowi i rządowi.

To jak władze poradzą sobie z tym rokoszem zadecyduje jaki kształt nasze państwo będzie miało w przyszłości. Wbrew pozorom zatem, reforma systemu sprawiedliwości Trzeciej RP nie jest tylko rozgrywką z „pieszczoszkami systemu”, ale przede wszystkim jest bitwą o przyszły kształt polskiego państwa. Teraz decyduje się batalia o prawdziwe zabezpieczenie obywatelskich wolności.