STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / DZIENNIK ZARAZY 4

Dziennik zarazy 4



Wolność jest przymiotem, który przynależy człowiekowi od urodzenia. Bóg wkłada ją nam pod głowę jak wyprawkę na życie.


Kiedy jednak nad głową gromadzą się ciemne chmury marksiści, tacy jak Erich Fromm twierdzą, że człowiek najchętniej sprzedałby tą wolność za narkotyk bezpieczeństwa.

Tak, bezpieczeństwo uzależnia jak najsilniejszy narkotyk. Życie w bezpieczeństwie uzależnia tak straszliwie, że całe społeczeństwa gotowe są oddać nie tylko wolność, ale nawet własna godność i poczucie sprawiedliwości każdemu, kto zadeklaruje że jest w stanie to bezpieczeństwo przedłużyć. Ciepła woda w kranie, jedzenie, jakie takie zarobki i brak troski o przyszłość, za to ludzie gotowi są oddać wszystko.

Piszę oczywiście o tzw tłumie (nie uogólniam obraźliwie) i piszę o współczesnych nam pokoleniach. To nasze pokolenia stały się zjełczałymi do cna sybarytami. Nie ma w nas męstwa, służby ideom, chęci zmieniania świata, który przecież nigdy nie będzie w pełni nas satysfakcjonował. Pokolenia pluszowych kanap, komputerowych gier i emocji sprzedawanych na filmowym jarmarku. Staliśmy się posłusznymi wyrobnikami wielkich korporacji, uwięzionymi w fotelikach przed komputerami. Potrzeba nam coachów, motywatorów aby cokolwiek zechciało nam się robić.

Nasi rodzice, dziadkowie przeżyli wojnę, potrafili cieszyć się skibką chleba, odrobiną Polski tam gdzie ona się zachowała. Mój ojciec wrócił z Sybiru i przez całe życie nie opowiedział mi jednego przeżycia, zaciął się w sobie i milczał. My nadawaliśmy sobie medali za jakieś tam opozycyjne „wyczyny” w czasów „Solidarności” – ile w tym jednak przesady, krętactwa, strojenia się w nie swoje piórka.

Czy kiedykolwiek byliśmy próbowani żywym ogniem? Czy kiedykolwiek musieliśmy wybierać pomiędzy rzeczami najważniejszymi? Czy my w ogóle jeszcze wiemy co to są rzeczy najważniejsze?

Naraz ten świetnie oswojony, uładzony świat zachwiał się, niespodziewanie zaczął nam spod nóg uciekać grunt. Na nasze ugodzone z kredytami i codziennymi konformizmami życie posypało się. Pozy o których nawet nie wiemy że w istocie są konformizmami nic nie są w stanie wskórać. Spadła nieoczekiwana, nieokreślona, bezkształtna zaraza. Świat ponoć zaatakował wirus nie większy niż mikroskopowy pyłek, wirus który swobodnie przeniknie przez większość gustownych maseczek. Niewidoczny smok z wierszy Zbigniewa Herberta naraz przybrał nieuchwytne oblicze zarazy, która zasiała panikę w sercach niemal wszystkich mieszkańców współczesnej ziemi. Los tupnął nogą i naraz spadły z nas wszelkie maski pewnych siebie posiadaczy prawd jedynych.

Zacząłem znów od wolności. Wolność bowiem jest cechą która sprawia że jesteśmy prawdziwymi ludźmi. Człowiek wolny jest prawdziwy, nie ukrywa swojej twarzy, nie chowa się za wyświechtanymi i nic nie znaczącymi formułkami poprawności. Człowiek wolny chce znać prawdę. Cała reszta się przed tym trzęsie ze strachu. Skąd wzięła się zaraza? Skąd nadchodzi? Kto ją zasiał? Jak możemy się przed nią ocalić? To są pytania, które zadają wolni ludzie i natychmiast słyszą wokół siebie jazgot tych, którzy nie chcą tego słyszeć, którzy zapłaciliby nawet złemu ryczałt aby tylko dostać gwarancję bezpieczeństwa. Chcieliby mieć kartę premium gwarantującą nietykalność przez epidemię. Gotowi są kupić taką kartę nawet w samym piekle, byle tylko wróciło bezpieczeństwo.

Nie mogą zrozumieć, że życie przebiega ku śmierci, a czas nigdy i nikomu nie sprzedał stuprocentowej polisy na nietykalność.

Bez wolności ludzie nabierają mentalności niewolników, staja się nieprawdziwi, nie można im ufać, bo nigdy nie wiadomo, czy nie znajdą sobie lepszej oferty na życie.

Człowiek wolny – nawet w obliczu nieokreślonego zagrożenia – nie będzie przymierał strachem, nie będzie chował się przed swoim losem. Nie wiem dlaczego przypomniał mi się wers polskiego tłumaczenia pieśni katalońskiego barda Llouisa Llacha: „a jeśli smutny los tak sprawi, że śmierć przyjdzie zanieście pęki róż umiłowanej mej…”.

Wszyscy umrzemy, ale tchórze będą umierać w tak poskręcanych pozach, że trudno to będzie potem rozplątać. Czytam sobie „Greka Zorbę” i nawet jeśli przyjdzie katastrofa….to będzie to piękna katastrofa.