STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / DWÓJKA ZE …STERNIKIEM

Dwójka ze …sternikiem



Polityka pijaństwo i nieumiarkowanie w apetytach seksualnych stanowią kanwę najbardziej
ciekawych opowieści i plotek. W Polsce świat polityczny wydaje się być mało inteligentny, niemrawy i
pozbawiony fantazji a zatem i afery, które tego kręgu dotyczą nie poruszają specjalną finezją i
oryginalnością.
Numerem jeden wśród powtarzanych – często z wypiekami na twarzach – niedyskrecji „z wyższych
sfer” jest oczywiście skłonność polityków do przeholowywania w spożyciu alkoholu. Tu wszyscy jak
jeden mąż zaskakują coraz wymyślniejszymi tłumaczeniami i zakręcaniem kota do góry ogonem. A to
„ niedowład goleni” i tajemniczy „syndrom filipiński kryjacy chlanie wódy z biskupem Głodziem a
potem chwianie się przed mauzoleum pomordowanych polskich oficerów, a to znów „bycie na
lekach” gdy nie dowlekło się do swojego pokoju i w rezultacie sen nastąpił na wycieraczce w hotelu
sejmowym, to znów „leki”, afazja…tych tłumaczeń było tyle, że można byłoby z nich utworzyć nader
ciekawą antologię z pogranicza burleski i dramatu.
Ostatnie wypadki pana Marcina Kierwińskiego nie łamią schematów, które już znamy rzucają jednak
światło poza zasłonę intensywnej propagandy tworzącej wizerunek rządu Donalda Tuska jako
gremium poważnego, dążącego do unowocześniania Polski i kierowania jej na europejskie tory
(czymkolwiek by one w praktyce nie były). Tymczasem obok znanego smakosza alkoholi Bartłomieja
Sienkiewicza, który zasłynął już wódczanym baletem na sejmowej Sali obrad, teraz mamy popis
tchórzostwa i kłamliwych wybiegów ze strony było nie było sprawującego zwierzchność nad służbami
siłowymi ministra spraw wewnętrznych. Chłop zamiast przeprosić i powiedzieć rodakom: no wypiło
się co nieco a potem słoneczko dopełniło dzieła i wydałem z siebie bełkot w miejsce
okolicznościowego przemówienia jął kluczyć i mnożyć powody do kolejnego łapania go na rozmaitych
– z natury przecież ministrowi nie przystojących – ekwilibrystykach pseudo tłumaczeń. Zmorzonemu
przez pogodę i kilka „głębszych” ministrowi rodacy są w stanie wiele wybaczyć. Kluczącego
kłamczucha będą jednak łapać za rękaw i wyszydzać – sam tego chciałeś Marcinie Dyndało!
Sytuacja ma jednak kolejne nawroty fabuły. Oto bowiem Kierwiński składa dymisję, ale przecież nie z
powodu alkoholowych wygibasów, tylko…poczuł w sobie nieodparty ciąg do reprezentowania
interesów Polski w parlamencie europejskim. Mówiąc krótko „bobas” (licencja poetica byłego
partyjnego towarzysza Kierwińskiego – Jacka Protasiewicza, także wytrawnego i znanego smakosza
uderzeń alkoholu w podniebienie) nagle wyrósł z warszawskich pieluszek (był tam pomagierem
Rafała Trzaskowskiego), rządowych „krótkich spodenek” i poczuł się godny założenia męskiego
wdzianka europosła, a wy durne elektoraty macie go wybrać i poklepać po pleckach – niech już sobie
chleje za europejskie apanaże i z dala od naszych oczu. Okazuje się, że niesłychana fachowość
Kierwińskiego nie jest już potrzebna w MSW, teraz musi on uświetnić swoim rumianym obliczem
areopag person tworzących europejskie ustawy.
Naraz też podobne wiatry wywiały z ministerialnych gabinetów kolejnych niezastąpionych
fachowców z tuskowego Parnasu. Europejskie ostrogi poczuł przy swoich stopach wspomniany już
czytelnik etykiet wyrobów monopolowych, dotychczasowy minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz.
Człek niewidzialnych zasług znany jednak nie tylko z umiłowania płynów zabijających szare komórki
ale także i z tego, że wkraczając do jakiegoś pomieszczenia natychmiast innym zabiera tlen a nawet
otwarte okna takiej Sali nie są w stanie pomieścić jego ego. Gdyby obywatel Sienkiewicz otrzymał
pewnego dnia propozycję zostania królem Europy zapewne nie byłby tym faktem zdziwiony…tak to
już bywa z mało zdolnymi (także do refleksji nad sobą) zadufkami.

Trzecim uciekinierem ze sfery menażerii zwanej – dla zmylenia – polskim rządem jest niejaki Borys
Budka. Towarzysz dzielnie zaprawiony w czapkowaniu Donaldowi Tuskowi nawet w momentach gdy
ten ewidentnie go poniża i przestawia jak mebel. Jego alkoholowe zamiłowania są zapewne podobne
jak wypadku jego „kaszubskiego” mistrza i obracają się w snobistycznych oparach dobrych win. Nie
wiemy jednak czy w samotności pan Borys Budka nie lubi sobie najpierw strzelić „podkładziku” z
mocnoprocentowej małpeczki. Co prawda alkoholowe przygody najmocniejszego kalibru są jeszcze
przed panem Borysem, ale przecież musi być jakiś klucz wedle którego Tusk dobiera reprezentację do
PE. Tak więc do alkoholowej dwójki: „bobasa” i „ch…a d…y i kamieni kupy” dobrany został sternik –
tylko jak długo wytrzyma on przyglądając się wyczynom powierzonych sobie „smakoszy”.