STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / CZY POWINNIŚMY ROZUMIEĆ ROSJĘ?

Czy powinniśmy rozumieć Rosję?



To zaiste smutne, ale przeciętny Polak niewiele wie o najbliższych sąsiadach naszego kraju. Jest to o tyle dziwne, że od kilku wieków nasza państwowość definiuje się m.in. w oparciu o stosunek do Rosji właśnie. Nieco spłaszczając problem można nawet zapytać: jak określalibyśmy nasze miejsce w świecie gdyby Rosja nagle wyparowała z mapy, gdyby jej nie było?


W publicystyce i dyskusjach politycznych tak się już utarło, że jeśli ktoś apeluje o poznanie Rosji i próbę zrozumienia rządzących nią mechanizmów, to właściwie zbywany jest stwierdzeniem: rosyjska agentura. Tymczasem Rosja istnieje tuż przy naszych granicach i jest wielkim, nieznanym nam żywiołem, do którego przyzwyczailiśmy się jako do wiecznego wroga. Jest silniejsza od Polski i istotnie nieprzychylna naszej niepodległości. Od wielu lat jednak za cały pomysł uprawiania polityki wobec niej wystarczała nam tzw „doktryna Jerzego Giedroycia” polegająca na budowaniu wokół Polski „wianuszka” przyjaznych państw sąsiadujących, które oddzielą nas od Rosji. Była to więc idea tworzenia swoistego „kordonu sanitarnego”, zakładająca że z Rosją – jej władzami – po prostu dogadać się nie sposób. Takie idee powtarzali zgodnie wszyscy politycy władzy od 1990 roku, bez różnicy czy był to Aleksander Kwaśniewski, czy też premier Jan Olszewski. „Giedroyć” był właściwie parawanem za którym ukrywał się brak strategii i elastycznej formy reagowania na zmieniające się w Moskwie prądy władzy. W praktyce nie zmieniliśmy (nasi przedstawiciele) swojego myślenia niezależnie od tego czy na Kremlu panował Gorbaczow, Jelcyn czy Putin. Długotrwała pustka w poznawaniu Rosji i reagowaniu wobec jej planów, zaowocowała nawet kilkoma kuriozalnymi sytuacjami – jak choćby próby dziwacznego zbliżenia za czasów Donalda Tuska, czy też nadinterpretowanie wydarzeń mających miejsce na Ukrainie. Przypomnę, że z wrogą Polsce fundacją „Otwarty Dialog” Ludmiły Kozlovskiej – w pewnym momencie – zgodnie współpracowali zarówno politycy PiS jak i PO. W ciągu ostatnich lat – pod wpływem USA – na sile przybrała nowa koncepcja tworzenia tzw „Międzymorza”, a wiec autonomicznego związku państw od nadczarnomorskiej Rumunii aż do bałtyckiej Polski. Władze Rosji traktują Polskę niechętnie a próby dialogu z jej władzami dotychczas spełzały na niczym. W tym samym czasie rozkwitały interesy robione ponad naszymi głowami, pomiędzy Niemcami a Rosją – przejawem tej sytuacji są choćby dwie nitki gazociągu Nordstream. Mówiąc krótko niewiele z Rosją dotąd ugraliśmy a własną inercją i brakiem pomysłu na korzyści utorowaliśmy drogę do znakomitych interesów w Rosji dla Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Francji. Czy Rosję jednak da się zrozumieć i co z tego wynika?

Trzeba zdać sobie sprawę, że odnosząc się do naszego wielkiego i nieprzyjaznego sąsiada musimy zauważać dwa fenomeny: władza ciągle nie jest tam demokratyczna a ludzie ciekawi i z natury przyjaźni, jednak fatalnie zdominowani przez kremlowski reżim i jego służby. Rosjanie jednocześnie patrzą na nas przez pryzmat kilku stereotypów – często bardzo groteskowych. Po pierwsze widzą w nas „polskich szlachciców”, którzy charakteryzują się kłótliwością i szkodzącą własnemu interesowi skłonnością do zwady. Często wspomina się tam serial „Czterej pancerni i pies” oraz piosenkarkę Annę German…i to właściwie wszystko.
Czy zatem chęć zrozumienia Rosji w Polsce i Polski w Rosji to utopia i rzecz zgoła szkodliwa – tak chcieliby widzieć ten problem politycy niejako zawodowo uprawiający jedynie straszenie naszym wschodnim sąsiadem. Tymczasem dzisiejsza Rosja przeżywa sporo kłopotów z własną tożsamością. Przyzwyczajona jest do odgrywania roli imperium podczas gdy jej rzeczywista miara, pomimo znakomitych służb specjalnych, maleje jedynie do rozmiaru mocarstwa regionalnego. Jest zbyt silna dla Europy, jednak posiada już zbyt mały potencjał, aby – na równych prawach – konkurować ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami.

Spójrzmy jak ścierają się wewnątrz Rosji rozmaite koncepcje jej definiowania i istnienia. Ciekawą koncepcją w rosyjskiej myśli politycznej jest Atlantyzm, zwany także Okcydentalizmem. Według tej szkoły Rosja powinna się europeizować i łączyć ze wspólnotą atlantycką, aby modernizować swoje państwo i kierujące nim zjawiska społeczne. Zwolennicy takiego kierunku w Rosji zwani są „zapadnikami”. Krążą nawet wieści, że po części „zapadnikiem”, a na pewno germanofilem jest sam Władimir Putin. Dyktator Rosji pozuje jednocześnie na polityka konserwatywnego, szanującego wartości rodzinne i angażującego się w obronę chrześcijan na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Wcześniej myślenie atlantyckie w rosyjskiej polityce utożsamiane było z tzw „doktryną Kozyriewa”. Jednak koncepcja włączenia Rosji w nurt zachodniego świata poniosła porażkę i teraz w Rosji panuje wobec niej coraz większy sceptycyzm. Być może Putin nie porzucił całkiem projektów okcydentalizacji Rosji, jednak są one wyraźnie zmodyfikowane. Stosunek państw wysokorozwiniętych wobec Kremla jest bowiem daleki od rosyjskich oczekiwań.

Dziś konsekwencją wypierania Rosji z Europy jest praktyczne istnienie ożywionych kontaktów na linii Moskwa – Pekin – Teheran i coraz częstsze konsultacje z Ankarą, co umożliwia Rosji spore sukcesy na Bliskim Wschodzie.

Drugim poglądem, który w Rosji zawsze miał wielu zwolenników jest Euroazjatyzm i obecny Neoeuroazjatyzm. Wyznawcy tej koncepcji twierdzą, że Rosja jednak z znacznej mierze przynależy do Azji i tam powinna szukać źródeł swojego rozwoju. Rosnąc dzięki azjatyckim sukcesom Rosja może w konsekwencji zdominować Europę na swoich warunkach – wierzą noeoazjaci. Ta koncepcja – w warstwie filozoficznej i antropologicznej – głosi, że Rosja stanowi odrębną wartość w świecie a tzw „człowiek rosyjski” posiada w istocie dwie dusze: azjatycką i europejską. Realiści wyznający tą doktrynę mówią o wyjątkowej wartości tzw „rosyjskiej głębi strategicznej”, która daje ich państwu wielką przewagę nad każdym innym podmiotem. Koncepcja ta wyraźnie zakłada potrzebę rywalizacji z dominującymi na Zachodzie Anglosasami. W praktyce takie myślenie rosyjskich elit skutkuje zbliżeniem z Chinami, które przejawia się w umowach handlowych, w których z rozliczeń wyparty jest dolar, oraz wspólnymi projektami budowania niezależnych od USA morskich szlaków handlowych (np. „szlak Północny” zahaczający o Arktykę).

Trzecim silnym historycznie i politycznie kierunkiem myślenia rosyjskich elit o sobie i swoim państwie jest Bizantynizm. Jest on m.in. związany z mistycznymi koncepcjami prawosławia mówiącymi, że Rosja nie tylko jest duchowym spadkobiercą Cesarstwa Bizantyjskiego, ale ma być wręcz „trzecim i ostatnim Rzymem”. W tym sposobie myślenia istotną historycznie obserwacją jest fakt, że w momencie gdy upadł Konstantynopol Księstwo Moskiewskie zrzuciło z siebie zwierzchność muzułmańskich Tatarów. Jeden z ideologów Neobizantyzmu (współczesny analityk) Artur Ustian twierdzi, że zepsuciu świata zachodniego i postępującej globalizacji Rosja powinna przeciwstawić swoje tradycje prawosławne i tym samy stać się wiodącym ośrodkiem walki z liberalizmem i prądami neomarksizmu w świecie. Neobizantyzm uznaje prawosławie za podstawę do wszelkiej aktywności Politycznej Rosji na arenie międzynarodowej. Rosja, w tej myśli, jest kolebką bizantyńskich wartości i musi je rozszerzać na cały obszar dawnego cesarstwa oraz na „Wielki Step”, gdzie – według Lwa Gumilowa – dominowała wywiedziona z Konstantynopola nestoriańska wersja bizantyńskiego chrześcijaństwa. Taki styl myślenia zakłada także – znajdujący duży poklask – rosyjski mesjanizm pokazujący Rosję jako zjawisko wyjątkowe nie tylko na fizycznej mapie świata ale także w duchowej przestrzeni dzisiejszych cywilizacji. Konsekwencja takiego myślenia jest tworzenie antyzachodniego sojuszu Rosji z krajami Południa. Paradoksalnie właśnie takie koncepcje sprawiają, ze Rosja – bez przeszkód – zbliża się z krajami muzułmańskimi. Istnieją także koncepcje mówiące o tym, że dzisiejsza Rosja jest „Wyspą” i powinna uprawiać konsekwentny izolacjonizm. Rosja bowiem stanowi „świat sam w sobie”.

Jak zatem widać już nawet z tak pobieżnego przeglądu rosyjskiego myślenia geopolitycznego jest to skomplikowany organizm, który Polska powinna dogłębnie poznać i właśnie w jego złożoności znaleźć swoje współczesne szanse.