STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / CZERWONE SERCE OBYWATELA OWSIAKA

Czerwone serce obywatela Owsiaka



Jeśli jesteś podstarzałym, pozbawionym szczególnych talentów mężczyzną. Na dodatek pochodzisz z rodziny komunistycznych aparatczyków i nie znosisz wszystkiego co wiąże się z polskimi tradycjami, jeśli próbowałeś sił w jakiejś rozgłośni radiowej lub telewizji i nie specjalnie ci wyszło, to pomyśl, że jedynie brak szczęścia sprawił, ze nie zostałeś Jerzym Owsiakiem – okadzanym przez media „autorytetem” i guru Trzeciej Rzeczpospolitej.


Dobre korzenie

Jerzy Owsiak jest tak typowy dla tzw „transformacji PRL w Trzecią Rzeczpospolitą”, że gdyby nie został precyzyjnie ulepiony można byłoby stwierdzić, że postkomunistyczni „transformatorzy” coś przeoczyli.

Kiedy komuniści – dzięki działaniom Czesława Kiszczaka – zagwarantowali sobie główne role w kradzieży majątku narodowego i stali się grupą tworzącą „polski kapitalizm”, kiedy większość mediów i instytucji odpowiedzialnych za kształtowanie gustów Polaków zostało tak ukształtowane aby komuniści i ich rodziny oraz bezwolne kukiełki z ich kręgu odgrywały tam główne role, przyszła pora na stworzenie areopagu „świętych” Republiki Okrągłego Stołu.

Tu oczywiście komunistyczni kreatorzy też nie zasypiali gruszek w popiele. Naczelnym intelektualistą został obwołany Adam Michnik – tym samym blask spłynął na otaczające go grono politruków, gusta artystyczne miały strzec „Gazeta Wyborcza”, tygodnik „Polityka” i powołana przez to środowisko nagroda „Nike”. Dawni bolszewicy nie mogli jednak pozwolić na to, aby umknęła im dziedzina charytatywności i pomocy bliźnim. Do 1989 roku nieodmiennie kojarzył się z tym jedynie kościół katolicki i jego charytatywne agendy. Na to towarzysze nie mogli pozwolić, kiedy bowiem upadają wszelkie autorytety ludzie instynktownie zwracają się w kierunku tych, którzy „szerzą dobro”.

Korzystając więc z historycznych inspiracji, m.in. także tych obecnych w Trzeciej Rzeszy Niemieckiej, zręczni kreatorzy „nowej Polski” ulepili sobie nowego bałwanka, gnoma czy bardziej elegancko nazywając zjawisko – postać.

Wybór padł na niewielkiego, krzykliwego potomka milicyjnej rodziny. Wyróżniał się jedynie tym, że – pomimo wady wymowy – usiłował zrobić karierę w Rozgłośni Harcerskiej Polskiego Radia. Był też inicjatorem dziwacznych i niezrozumiałych akcji takich jak „uwolnić słonia”, czy też odciągającego polską młodzież od zainteresowania się antykomunistyczna opozycją „Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników”.

Prosty przepis na świętego

Korzystając z historycznych wzorców wymyślono więc wielką akcję charytatywną, która będzie się powtarzała co roku i przynosiła coraz bardziej spektakularne rezultaty. Na jej czele postawiono Jerzego Owsiaka, któremu starannie skrojono strój, sposób zachowania i cały tzw „publiczny image”. Dzięki nachalnej propagandzie wszystkich nadwiślańskich mediów „lider” Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy stał się postacią życia publicznego, a w niedługim czasie autorytetem uosabiającym pomoc dzieciom i wszelkie cechy najlepszych i altruistycznych działań skierowanych do potrzebujących i niewinnych istot. Szybko też powstało zjawisko moralnego szantażu polegającego na sakramentalnym zdaniu: nie popierasz Owsiaka, to znaczy że nie chcesz pomagać potrzebującym dzieciom!

Owsiak miał tylko być głośny i wyróżniać się oryginalnymi strojami, zachowaniem i słownictwem, tak aby każdy widz, słuchacz i czytelnik musiał go zapamiętać.

Kiedy Owsiak stał się już – dzięki wielomilionowej medialnej promocji – znany i popularny przyszła pora na zaszczepienie rosnącej rzeszy jego fanów ideologii jaką chcieli rozplenić w społeczeństwie jego kreatorzy. Pojawiło się hasło „Róbta co chceta”, które zaczęło być wypełniane precyzyjnie upakowaną w nie treścią. Owsiak stał się nietykalnym świętym Trzeciej RP i przyszła pora na to aby infekował coraz szersze kręgi skrajnie neomarksistowską ideologią. Owsiak stał się więc „lekarstwem” Trzeciej RP na „parafiańszczyznę” i katolickie wpływy. Co ciekawe nigdy specjalnie nie wyeksponowano strony religijnej Jerzego Owsiaka, uznano chyba, że promowanie sekty Hare Kriszna nie przyniesie poklasku, więc akurat tą jego cechę pozostawiono w cieniu. Owsiakowi – jako świętemu – wolno było coraz więcej, mógł wzywać do „przyłożenia z Baśki”, prowadzić dziwaczne interesy, rozwijać antykatolickie akcje i ogólnie zaprowadzać w Polsce nowy kult, w którym on sam stał się centralna postacią. Owsiak zaczął być arbitrem w politycznych kwestiach i tu oczywiście nie było żadnego zaskoczenia – Jerzy Owsiak twardo stanął po stronie wszystkiego co kojarzy się z PRL – em i wyobrażeniem postpeerelowskich środowisk na temat kształtu „nowoczesnej Polski”. Entuzjasta „przykładania z Baśki” stał się arbitrem elegancji i kreatorem postaw.

Nobel dla Owsiaka

Propagandowa machina postpeerelu tak się rozpędziła, że Owsiak nie tylko otrzymał najważniejsze polskie wyróżnienia i medale (został np. „honorowym obywatelem Warszawy”, co akurat nieźle współgra z dzisiejszym obliczem tego miasta), ale kilkukrotnie był już zgłaszany jako kandydat do…nagrody Nobla.

Przy okazji swojej sztandarowej akcji – WOŚP – Owsiak jedynie półgębkiem mówił o bliskiej mu ideologii, okazją do pełnej wypowiedzi na tym polu stał się organizowany przez niego „Przystanek Wodstock”. Tu zarówno zestaw promowanych gości jak i ideologiczny ton całej imprezy nie pozostawiają cienia wątpliwości co do roli i właściwego zaangażowania „świętego Owsiaka”.

Tak jak Owsiak miał się stać remedium na nadwiślańskie wpływy kościoła katolickiego, tak też miał odegrać znaczącą rolę w wychowaniu dwóch już pokoleń dzieci i młodzieży Trzeciej RP. Dopóki obowiązywał bezwzględny szantaż mówiący, że każdy kto ma wątpliwości wobec Owsiaka jest po prostu złym człowiekiem, dopóty człowiekowi w żółtej koszuli i czerwonych spodniach wolno było niemal wszystko – był nietykalny, a każdy dziennikarz dziesięć razy pomyślał zanim powiedział lub napisał opinię, która nie była związana z kultem Owsiaka. W Trzeciej RP była to bowiem najprostsza droga do zwichnięcia sobie kariery.

Pamiętam, że kiedy – wiele lat temu – publicznie pytałem o to czy publiczność nie widzi przeciętności Owsiaka i jego szkodliwego wpływu na młodzież? środowisko uciekało ode mnie jakbym był zadżumiony.

Szczęśliwy zmierzch

Dla dzisiejszej młodzieży Owsiak staje się powoli bełkotliwym staruszkiem, dla pokoleń wychowanych w jego kulcie ciągle jednak pozostaje znaczącą postacią. Powoli jednak jego gwiazda blednie. W ciągu 29 lat Jerzy Owsiak powoli odsłaniał swoje karty. Dziś już nikt nie ma wątpliwości, że jest „autorytetem” wykreowanym jedynie po to aby szerzyć pożądane przez jego mocodawców poglądy i postawy. Zmierzch Owsiaka zaczął się w momencie gdy powoli – na skutek zmian w krajobrazie politycznym – zaczęła być wyłączana sztucznie wspomagająca go aparatura medialna. Dopiero wtedy wiele osób, zamiast stąpającego p medialnym Parnasie demiurga, ujrzało przeciętnego, podstarzałego, niewielkiego facecika miotającego wulgarne obelgi pod adresem swoich politycznych (Owsiak wszak jest ważną częścią postkomunistycznego projektu pod nazwą Trzecia RP) adwersarzy, który – poza stekiem wyzwisk i poprawnie brzmiących banałów – nie ma zbyt wiele światu do zakomunikowania. Odejście Owsiaka z TVP było jednym z najbardziej znaczących kroków do przywrócenia go do naturalnych rozmiarów. Przez wiele lat ogromne, publiczne pieniądze były inwestowane w kreowanie wizerunku „największego dobroczyńcy Trzeciej RP” – można nawet pokusić się o stwierdzenie, że sumy publicznego grosza zainwestowane w Owsiaka równają się, jeśli nie przewyższają, dorobkowi WOŚP.

Od największych „aniołów charytatywności” różni Owsiaka także i to, że nigdy nie przeznaczał on na pomoc dzieciom własnych pieniędzy, zawsze były to środki pochodzące z publicznej zbiórki. Tak będzie – choć na dużo mniejszą skalę – i w tym roku.