STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / CZEKAJĄC NA CZYSTĄ POLSKĘ

Czekając na Czystą Polskę



Wygląda na to, że w Polsce do gry weszli Amerykanie. Zmiana ambasadora, amerykańska firma kupuje telewizję TVN, do naszego kraju mają wreszcie przyjechać amerykańskie czołgi. Strategiczne rachuby Washyngtonu ponownie skierowały amerykańską uwagę na kraj pomiędzy coraz niepewniejszym sojusznikiem, jakim stały się Niemcy i coraz mocniej chwiejącą się – a więc coraz mniej obliczalną – Rosją.


Otworzyły się warunki dla istotnych przemian w nadwiślańskim establishmencie.

Rządy koalicji PO – PSL gniją na naszych oczach, a wraz z nimi kompromituje się patiomkinowska „elita”, która pozostała po czasach PRL.

Czekamy…liczymy na otwarcie okien i świeże powietrze, które powinno poruszyć ospałego ostatnio polskiego ducha i jednocześnie ostatecznie obezwładnić postpeerelowskiego golema. Czym bowiem ten golem jest – kłębowiskiem klikowych, gangsterskich interesów, które zabezpieczane były dotąd przez kliki starych i nowych oficerów bezpieki, zarówno tych cywilnych jak i wojskowych. Golem zabierał nam powietrze i obezwładniał. To był golem jak z wiersza Zbigniewa Herberta „Potwór Pana Cogito”….obezwładniająca pustka nie dająca nawet szansy na rycerskie czyny.

Liczymy na to, że jesień przyniesie nam nieodwracalne zmiany. Nie można jedynie czekać, trzeba działać, im mocniejsze bowiem zaangażowanie ze strony obywateli, tym bardziej szlachetne może stać się oblicze nowej polskiej władzy.

Jest szansa na to, że znów otwiera się w naszej historii okres kiedy możemy wyzyskać sprzyjające okoliczności zewnętrzne i doprowadzić do tego, że obywatele na powrót zaczną integrować się ze swoim państwem.

Czekamy, oby jednak nie było tak jak w wierszu Kawafisa „Czekając na barbarzyńców”, tam możni miasta czekają na mitycznych barbarzyńców, a gdy oni nie nadchodzą wszystko traci sens, pogrąża się w codziennej beznadziejności. Tu – trochę a rebours –  czekamy na „Czystą Polskę”, długo czekamy, mitologizujemy wartość nadchodzącej zmiany….jeśli na jesieni się uda, to ludzie zmiany muszą mieć świadomość ciężaru odpowiedzialności jaką przyjdzie im dźwigać na swoich barkach. To nie może być zgody na tandetne kompromisy, przymykanie oka na drobne grzeszki. Chcemy obudzenia, a więc wobec nowej władzy będziemy mieli wyśrubowane oczekiwania.

Wygrana z beznadziejną pustką – niepewna i przypominająca dziś dzielenie skóry na siedzącym jeszcze w zagajniku niedźwiedziu – to dopiero początek bardzo trudnej pracy. Odbudowa polskiego państwa to zadanie wymagające zaangażowania wielkich rzesz obywateli. Jeśli zmiana ma polegać jedynie na tym, że teraz „My” wymieciemy „Ich” i „Nasi” zajmą pozycje, które dotąd okupowali „Oni”, to taka władza zdegeneruje się równie szybko jak kliki PO i PSL.

Ruch obywatelski pokazał swoją wielką przydatność w czasie wyborów prezydenckich, gdy Ruch Kontroli Wyborów skutecznie powstrzymał rządzących od dokonania większych fałszerstw. Nowe elity władzy muszą czerpać swoje soki z Polski leżącej poza rogatkami Warszawy.

Nie wolno bać się aktywności obywateli, nawet jeśli taka działalność nie będzie w smak rządzącym. Dzisiejsza opozycja musi iść do władzy po to, aby otworzyć Polskę dla każdej inicjatywy jego mieszkańców. Tylko wtedy zaufanie Polaków sprawi, że struktury państwa będą tętniły prawdziwym życiem. Polska partyjna musi odejść w niebyt, czeka nas zbyt dużo trudnych momentów, aby dopiero ad hoc tworzyć strategie rozmowy z ludźmi. Sukces może pochłonąć zwycięzców, ale ich niewątpliwą zasługą stanie się uspołecznienie państwa.