STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / CZAS BUDOWAĆ ARKĘ!

Czas budować Arkę!



Komu potrzebny jest dzisiaj piękny dźwięk, zapadająca w pamięć strofa wiersza, obraz, który mówi i od którego nie sposób się oderwać, płótno tak przemyślnie skomponowane, że hipnotyzuje?


Czyż nie wystarczą nam przedmioty masowej konsumpcji, brzydkie ale funkcjonalne, banalne i głupie w swojej powtarzalności, wszelako dające się łatwo zastosować. Przedmioty mają być użyteczne i nie pytać o trudniejsze sprawy, nie pozostawiać w głowie najmniejszych asocjacji.

Mieszkamy tedy w obozach koncentracyjnych Ikei i jemy trującą papkę Monsanto. Przyszło nam żyć w epoce za drogich, pozbawionych intymności i wyrazu, celach w blokach koncentracyjnych, gdzie strach wyjrzeć przez okno aby nagłym podmuchem powietrza nie zburzyć fryzury sąsiadce.

Oglądamy propagandowe szmiry nowego świata, nie mamy czasu aby przeczytać dłuższy tekst, a jeśli ten tekst zmusza nas do umysłowego wysiłku , to porzucamy go ze złością jak papierek od niesmacznego cukierka. Najbardziej sławnymi ludźmi stają się wypudrowane koczkodany płci niewiadomej i takiegoż nierozpoznanego talentu, jednak głośne, pyskate i uwodzące swoją wyuzdaną bezmyślnością. Tak, bezmyślność może być perwersyjnie pozbawiona świadomości i myśli, a więc wić się jedynie na instynktach czyli może być wyuzdana.

Żyjemy w epoce, w której ani Dostojewski ani tym bardziej Tołstoj czy Prus nie zarobiliby na szarą maść. Dziś Bułhakowa uznano by za pozbawionego piątej klepki klerykała, któremu natychmiast należałoby zafundować reedukację u takiej np. pani Gessler. Już ona wypędziłaby z niego nie tylko Wolanta, ale Małgorzatę i Mistrza także.

Pozbawiona hamulców głupota stała się dziś modna, muzyka zamieniła się na monotonne bombardowanie zmysłów najbardziej pierwotnymi rytmami naszego ciała, sztuka stała się propagandą obrzydy i wstrętnego bezguścia. Im coś bardziej estetycznie zwymiotowane tym bardziej nad tym cmokają i pindrzą się.

Chamstwo urosło do rangi bon tonu. Słowa, których niegdyś głośno nie wypowiedziałby – bez rumieńca – furman, dziś łagodnie przechodzą przez nastrzykane hialuronem usta wiodących gwiazd estrady i filmu. Niestety nigdy nie miałem o aktorach najwyższego mniemania, ale to co teraz dzieje się wśród ich nadwiślańskiej odmiany budzi niesmak graniczący ze wstrętem.

Wiem, już jesteście Państwo znużeni tymi moimi jeremiadami, ciągle jednak nie mogę wyjść ze zdumienia, że to wszystko stało się tak szybko, tak nagle.

Owszem wielu mądrych analityków zapowiadało, że Polska szybko zostanie rozmyta przez zachodnie śmieciowe gusta i namiastki idei, w których kryje się jedynie wyleżany robak moralnego lenistwa i tchórzliwości. Dzisiejsza Europa to bowiem zastęp trzęsących się o swoje śmierdzące srebrniki tchórzy, którzy zapłacą każdą cenę, aby przedłużyć swoją pasożytniczą, pozbawioną sensu acz makabrycznie wygodną egzystencję.

Europa śmierdziała zgnilizną już od lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, coraz to otwierały się jej nowe gangreny, które ona do dziś pudruje jedynie większymi pokładami pomady i pudru.

My łudziliśmy się, że zachodnie klimaty będą tu się lęgnąć z większym mozołem, że całe pokolenia potrwa zanim rozmiękczą nam nasze katolickie kolczugi. Nie minęło jednak kilkanaście lat i już własnego kraju nie poznajemy, ba …własnych dzieci nie poznajemy.

Covid 19 jedynie w szokujący sposób okazał nam, że nasz świat się skończył. Ciągle byliśmy kilka myśli za tym co się w świecie działo. Gdy na Zachodzie kończył się kapitalizm, my dopiero rzucaliśmy się na von Hayeka, gdy jaskrawo komunistyczny moloch wypełzł z brukselskich podziemi my śmialiśmy się mówiąc: no przecież oni nie mogą być tacy głupi, przecież wiadomo czym kończy się każdy komunizm.

Do dziś niedowierzamy, że tak ordynarnie sowieckie obyczaje opanowały całą Unię Europejską, ba fermentują z coraz większym odorem także za oceanem.

Świat popandemiczny będzie nie do poznania, będzie to świat dystrybucji i reglamentacji, totalitarnej kontroli nad wieloma zachowaniami ludzi.

Co nam pozostało? – Gromadzić się wśród swoich. Podawać sobie dłonie, wymieniać dobro za dobro. Słowem, odbudowywać wspólnotę na najbardziej pierwotnym jej poziomie. Oderwać się od wirujących talizmanów współczesności i spokojnie powrócić do wartości. Wypaść z „głównego nurtu”, powrócić do swojego człowieczeństwa. Czas budować Arkę.