STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / CHŁOPIEC Z KIRKUK

Chłopiec z Kirkuk



Czeka na nas z zrujnowanym, rozbitym przez pociski budynku. Mały, obskurny pokoik. Kilka szklaneczek niedopitej herbaty, swąd dopalających się petów.


Jest drobny, smagły. Wygląda jak czyjś przestraszony syn. Nieśmiało się uśmiecha, grzecznie dziękuje za podanego mu papierosa. Wygląda na zagubionego i przestraszonego. Ma dwadzieścia pięć lat.

W jego życiu nie było czasu na naukę, skończył zaledwie siedem klas szkoły podstawowej. Grzecznie siedzi na krześle i skwapliwie odpowiada na wszystkie zadawane mu pytania. Jest przerażony ogromem zbrodni dokonywanych przez fanatyków z Państwa Iraku i Lewantu. Opowiada o tym jak był zmuszany do tego by przebywać wśród islamskich fanatyków. Cierpliwie spogląda w oczy, opowiada o tym jak wujek poznał go z jakimś wojskowym, który załatwił jego rodzinie mąkę. Musiał potem odsłużyć pomoc wśród islamistów. Przymuszano go do wielogodzinnych modlitw, codziennie rano musiał wykonywać wyczerpujące ćwiczenia fizyczne, mało jadł. Szukał jedynie okazji, aby wyrwać się z oddziału ISIS i uciec do normalnego życia.  Rozmawiając z nim mam wrażenie, że naprzeciw siedzi przestraszony dzieciak. Kilkukrotnie uciekał, ale w końcu fanatycy z ISIS zrobili mu wiele zdjęć i zagrozili, że – wypadku kolejnej ucieczki – krzywda stanie się nie tylko jemu, ale też jego licznej rodzinie. Twierdzi, że ludzie z ISIS to bandyci, którzy walczą jedynie za pieniądze.  Drobiazgowo opisuje islamska agenturę działającą wewnątrz wyzwolonego przez Peszmergów Kirkuku. Podaje nazwiska dowódców i instruktorów, którzy go szkolili. Jest chętny do współpracy i bardzo uniżony. Gdybym spotkał kogoś takiego na ulicy, to pewnie bez wahania bym mu pomógł. Palimy, słucham jego cichego głosu. Drapie się po rzadkiej bródce i co chwila rzuca mi spojrzenia, od których gdzieś tam, wewnętrznie, mięknie mi serce. Biedny człowiek z wioski pod Kirkukiem wkręcony w machinę wielkiej polityki i wojny. Jego stopy są małe i pokaleczone, dłonie brudne, w palcach nerwowo zaciska kurczący się ogarek papierosa. Opisuje Europejczyków walczących po stronie islamskich fanatyków, ma pamięć do twarzy i szczegółów.

Od dwóch tygodni ja sam widuje takie same twarze na ulicach kurdyjskich miast. Jego oblicze mogłoby być jednym z tych, które zarejestrowała moja pamięć w obozach dla uchodźców w Baharce i Baadra. W pewnej chwili drobiazgowo opisuje szczegóły apokaliptycznej wizji, jaką karmieni są młodzi chłopcy w obozach wojskowych oddziałów al Baghdadiego. Oto nastąpi generalne starcie z „cywilizacją Rzymu”, będzie ono miało miejsce w okolicach syryjskiego miasteczka Dabik. Tam zginą oddziały niewiernych i ostatecznie zatryumfuje islam. Śmieje się z tego i drwi z „religijności” islamskich bojowników. Z oburzeniem opowiada o gwałtach popełnianych przez „bojowników Prowoka” na niewinnych jazydzkich i chrześcijańskich kobietach. Spoglądam głęboko w jego oczy i…mam nieodpartą ochotę dać mu natychmiast w pysk!

Kiedy wychodzę z budynku generał Sarhad Kader, dowódca policji w Kirkuk, mówi mi, że to jeden z najgroźniejszych terrorystów, od dawna znajdujący się na liście poszukiwanych zbrodniarzy. Ujęli go w nocy, w jednej z pustynnych wiosek pod miastem Policjanci znaleźli w jego komórce nagrania jak gwałci co najmniej osiem kobiet.