STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / AFERY – ZNAK TRWANIA POSTKOMUNY

Afery – znak trwania postkomuny



Można śmiało stwierdzić, ze nie było w Polsce afery bez udziału ludzi zanurzonych w PRL – u.


W naszym kraju istnieją sezony na różne opowieści. Co pewien czas modny staje się temat jakiejś afery: Amber Gold, był okres opowiadania o mafii vatowskiej,paliwowej, gazowej, wcześniej o aferze Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Wszystkie te opowieści łączy jeden wspólny mianownik – główni architekci tych działań nigdy nie zostali nawet postawieni w stan oskarżenia!

Dopóki choć jedna afera nie zostanie do końca ukazana, dopóty nie możemy ufać że nasz kraj oczyścił się z poskomunistycznej przeszłości.

Lata cudów

Początek tzw „transformacji gospodarczej” Trzeciej Rzeczpospolitej, wczesne lata dziewięćdziesiąte, to właściwie opowieść o rozkwicie gospodarczego podziemia kontrolowanego przez dawne, komunistyczne służby specjalne.

Samo – magdalenkowe – przygotowanie przemian nosiło w sobie znamiona gangsterskiej umowy na prywatyzację Polski. Nie było liczącej się siły politycznej, która nie czerpałaby swoich funduszy z mocno dziwacznych źródeł. Upowszechnił się wtedy pogląd, że prawdziwą politykę można uprawiać dopiero za pieniądze możnych „sponsorów”, bowiem wszelkie inne sposoby finansowania polskiej polityki zakrawały na kabaret.

O aferach mówili nieliczni i natychmiast spotykał ich zorganizowany rechot, wyszydzanie i kwalifikowanie do szpitali psychiatrycznych. Po prostu każdy kto zauważał afery był natychmiast unieważniany i eliminowany z życia publicznego. Pisanie o interesach byłego esbeka Gawronika skończyło się fatalnie dla dziennikarza Jarosława Ziętary. FOZZ zniszczył Michała Falzmanna.

Na scenę dopiero wkraczali biznesmeni w rodzaju Sekuły czy Kulczyka.

Polskie granice zamierały pod dyktando prominentnych polityków wszystkich opcji. Przemyt wlewał się do Polski wielką falą. Panowała atmosfera ogólnego przyzwolenia na pomijanie prawa i państwa w robieniu „interesów”. Zasłona dymna dla tych operacji ( w większości kierowanych przez wysokich oficerów wojska i dawnej bezpieki) były wyczyny spuszczonych ze smyczy „gangsterów”. Pozbawieni milicyjnego i esbeckiego kagańca bandyci z Pruszkowa i Wołomina wyrastali na postaci życia publicznego, wkraczali do kinematografii i beletrystyki. Pod osłona dziennikarskiej histerii wokół „mafii” spokojnie rosły fortuny ludzi powiązanych z dawnymi służbami. W tych kilku zdaniach właściwie streszcza się większość zdarzeń, które przesądziły o kształcie „polskiego kapitalizmu”.

FOZZ czyli pierwsze rozdanie atutów

Na wątkach afery FOZZ osnułem powieść „Wieża komunistów”, dotarłem do głównych aktorów tej sprawy, jednak nikt do dziś – w formie reporterskiej – nie opowiedział całej prawdy o machinerii zdarzeń związanych z największą kradzieżą publicznych środków w dziejach polskiej państwowości. Dziś opinia publiczna nakarmiona została kilkoma pobocznymi postaciami tej sprawy, które zostały skazane. Nigdy jednak nie wyjaśniono np. jak nagle osławiony Leszek Balcerowicz stracił całkowicie ostrość widzenia wobec wszelkich wątków FOZZ, funduszu który przecież miał nadzorować. Nikt nie odpowiedział także na pytanie ile znaczących fortun współczesnej Polski bierze swoje początki właśnie w machinacjach związanych z FOZZ.

Ponzi nad Wisłą

Klasyczne piramidy finansowe są dziś przedmiotem studiów zarówno w kryminalistyce jak i w ekonomii. Z czasem ten sposób oszukiwania zyskał sobie miano „schematu Ponziego”, albo „piramidy Ponziego”. Mechanizm działania takiej piramidy – zwanej od nazwiska pierwszego opisanego w historii twórcy – polega na tym, aby uruchomić lawinę jak największej ilości wpłat na jakiś cel tak aby osoby będące na początku takiego łańcucha zarabiały kosztem tych, którzy będą wpłacać później. W takiej strukturze zupełnie nieważny jest cel. Istotne jest uruchomienie piramidowego portfela, który w pewnym momencie gdy suma wpłat będzie dobiegała do sumy wypłat – musi zostać nagle przerwany.

Klasyczny mechanizm Ponziego zastosowany został w Małopolsce zaraz na początku lat dziewięćdziesiątych. Wtedy pojawiła się firma „Bioferm”, która rozprowadzała rzekomy preparat do hodowli surowca wykorzystywanego do produkcji drogich kosmetyków. Firma rozwijała się do okiem dawnych oficerów komunistycznej bezpieki i doprowadziła do oszukania ponad czterdziestu tysięcy ludzi. Główne role odgrywali w niej ludzie, którzy zrobili niezwykłą karierę finansową w Sztokholmie, gdzie jako pierwsi zbudowali laboratorium błyskawicznego wywoływania zdjęć w sztokholmskim metrze. Po wielu latach dotarłem do relacji świadków ich pierwszych biznesów. Z ich opowieści wynika, że działalność ta nie byłaby możliwa bez szerokich powiązań późniejszych założycieli „Bofermu” z komunistycznymi służbami specjalnymi. W Krakowie panowie A i P szybko rozwinęli „Bioferm”, w który została zaangażowana nawet żona wysokiego oficera małopolskiej komendy policji. Ostatecznie – po krachu piramidy „Biofermu” – kozłem ofiarnym całej afery został Tomasz Wróblewski, który do dziś – bezskutecznie – poszukiwany jest listem międzynarodowym listem gończym. Szukany jest jednak w taki sposób, że nie sposób go ująć od wielu lat.

Amber milczenie

Dopóki w Polsce możliwe są działania oparte na prostych schematach oszustw i nikt – z grona kierującego takimi działaniami – nie może być dosięgnięty działaniami wymiaru sprawiedliwości, dopóty możemy twierdzić, że postpeerelowska omerta trwa.

Po raz kolejny przekonaliśmy się o tym w kontekście afery firmy „Amber Gold”. Do aresztu trafił niewiele znaczący figurant firmujący tą działalność i śledztwo dosłownie stanęło w miejscu. Nic nie wniosła nawet specjalnie w tym celu powołana sejmowa komisja śledcza. Działania organów ścigania i sejmowych „śledczych” ledwie musnęły najbardziej istotny kontekst tej afery. Nigdy nie poznaliśmy odpowiedź na pytanie: po co z sferze oddziaływania „Amer Gold” znalazły się linie lotnicze?

Jaka role w tej aferze miało odegrać przedsiębiorstwo PLL LOT? Czy kiedykolwiek poznamy udział w tej sprawie Ihora Kołomojskiego – oligarchy z Ukrainy i Izraela oraz Rabinowicza oligarchy z Rosji i ich machinacji ze złotem.

Kto bowiem jest w stanie uwierzyć, że nawet średnio rozgarnięty aferzysta powołuje do życia niewielką linią lotniczą ( w tym wypadku „OLT Express”) wiedząc o tym, ze takowa będzie jedynie maszynką do lawinowego tracenia funduszy?

Nigdy nie dowiedzieliśmy się jaki prawdziwy mechanizm stał za funkcjonowaniem firmy „Amber Gold”. Prawdopodobnie grono osób ukaranych za funkcjonowanie tej – klasycznej przecież – piramidy finansowej zakończy się na Marcinie P i jego rodzinie.

To tak jakby w sytuacji piramidy Bernarda Madoffa ukarać wynajętych przez niego plenipotentów.

Celowo nie wdaje się w analizę szczegółów tej – odgrzanej ostatnio – afery. Nieistotne jest bowiem opowiadanie dziś ekscytujących historii, które nie wyjaśniają zasadniczego problemu. Dlaczego w polskich aferach ostatnich czasów nigdy nie udało się dojść do kierowniczego piętra tych przedsięwzięć i nigdy tez nie udało się odsłonić politycznych mechanizmów przyzwolenia na funkcjonowanie tak jaskrawo oszukańczych przedsięwzięć.

Postpeerel będzie trwał tak długo, jak długo wymiar sprawiedliwości będzie bezsilny wobec zorganizowanych grup mających w swoim składzie polityków, oficerów służb specjalnych i ludzi z cienia, których nazwiska nigdy nie pojawia się w świetle jupiterów.