STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / AFERA SZPITALNA

Afera szpitalna



Dawno temu siedziałem w poczekalni czekając na wizytę u lekarza, już miałem wejść gdy nagle zjawiła się gruba niewiasta, która wepchała się przede mnie. – Dlaczego pani bez kolejki? – zdążyłem wymamrotać zaskoczony. – Bo mogę – usłyszałem prostą odpowiedź. Potem dowiedziałem się od współtowarzyszy niedoli, że jej mąż był kierowcą w komitecie wojewódzkim PZPR.


Sytuacja stanęła mi przed oczami gdy zacząłem studiować informacje o młodym lekarzu, który bezczelnie zgarniał wypłaty łopatami nie mając do tego żadnych kwalifikacji. Do tego doszły kolejne wieści mówiące o tym, że w wielkim, warszawskim szpitalu funkcjonował „salonik VIP”, z którego działacze Koalicji Obywatelskiej szybko trafiali na wyspecjalizowane zabiegi i byli lepiej leczeni niż pozostali obywatele. Uprzywilejowanie ludzi władzy zawsze jest faktem i głupcem lub hipokrytą jest ten, kto tego w praktyce nie zauważa. Problemem jest tu bezczelność i ostentacja tej grubej żony kierowcy szofer sekretarza z KW.
Kiedy jednak w dzisiejszej Polsce dowiadujemy się, że w zbudowanym i funkcjonującym za publiczne pieniądze Szpitalu Południowym w Warszawie de facto funkcjonował system prywatnej opieki zdrowotnej dla partyjniaków, to zaczyna to być potężna afera. Oczywiście cierpieli na tym zwykli pacjenci i to jest clou tej sprawy. Powszechne oburzenie wywołuje zawsze fakt, że ci którzy są tylko delegowani do sprawowania władzy w naszym imieniu w sposób bezprawny korzystają nienależnych im przywilejów. Mamy wić sytuację nadmiernie bogacącego się lekarza bez specjalizacji ale za to partyjniaka i jednocześnie odkrycie systemu kradzieży środków należnych wszystkim a prywatyzowanych dla wybranych.
Czy ten – głośny już na cały kraj – skandal jest w stanie podmyć poparcie dla rządu Donalda Tuska? Byłbym ostrożny z przewidywaniem takiego przebiegu wydarzeń. Żyjemy już w innym kraju niż ten, w którym załamanie poparcia przyszło po słynnych nagraniach z restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Przez media – bezboleśnie dla Tuska – przetoczyły się afery związane z przyznawaniem środków z KPO na jachty i kluby swingersów, bezkarnie rozwiała się sprawa pijaństwa ministra Kierwińskiego, bokiem przeszedł spektakularny upadek prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego. Przy tak znieczulonej już na skandale opinii publicznej także afera „Szpitala Południowego” nie poderwie wyniku koalicji rządowej. Tu większą rolę mogą odegrać szkodzące polskiej sprawie „symetrystyczne” zachowania Tuska w walce prezydent Nawrockiego z nazistowsko banderyzującym się prezydentem Ukrainy. Tu wyraźnie widać kto jest po stronie polskich spraw a badania opinii społecznej nie pozostawiają co do tego żadnych wątpliwości. Jeżeli Tusk wyraźnie nie stanie w obronie prawdy o Wołyniu i prawa Polski do własnych interesów nawet tych kolizyjnych z Ukrainą to straci więcej niż w wypadku afery szpitalnej i łapczywego stażysty.
Czy zatem wypominanie Tuskowi i Trzaskowskiemu szybkiej ścieżki do usług medycznych przeznaczonej dla politycznych kolesi ma sens? Oczywiście tak, gdyż bez wyraźnej żółtej kartki ze strony społeczeństwa kartel Tuska, Gertycha et consortes poczuje się na tyle bezkarnie, że zawłaszczy nie tylko wymiar sprawiedliwości i służbę zdrowia ale także – co jest najbardziej niebezpieczne dla obywateli – służby specjalne, policję i armię a to będzie zwiastowało nastanie systemu podobnego d tego, który premiował bezczelną żonę kierowcy sekretarza wspomnianą na początku tego tekstu. Psucie publicznych obyczajów zawsze przynosi ten sam efekt – nagły zjazd w dół. I nawet się nie spostrzeżemy jak rozkwitną u nas ukraińskie standardy.