STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / IRAN – POMIĘDZY BAŚNIĄ A TRAGEDIĄ

Iran – pomiędzy baśnią a tragedią



„Nigdy nie bałem się śmierci
chociaż
jej ręce były bardziej kruche
niż banał.
Lecz boję się śmierci
w kraju, gdzie
płace grabarza
przewyższają cenę ludzkiej wolności (…)”

Ahmad Shamlu fragment wiersza „Przed śmiercią” tłumaczenie W. Gadowski


Nie jestem obiektywny w opisie Iranu, bo jak może być obiektywny człowiek piszący, który znalazł się w ojczyźnie najwspanialszych poetów.
Fascynujący Iran
Półtora tysiąca lat przed naszą erą postała pierwsza wielka religia monoteistyczna – zoroastryzm, zwany także zaratustrianizmem. Kiedy niedawno byłem w Iranie w okolicach miasta Yazd zwiedzałem zaratustriańskie wieże, gdzie zmarłych od wieków rozszarpują sępy. W Yazd do dziś nieprzerwanie pali się wieczny zaratustriański ogień. Opowieść o Iranie nigdy nie rozpoczyna się teraz, Iran bowiem jest sumą wieków, wielkich poetów, wodzów i wydarzeń, które dziś wydają się wręcz nieprawdopodobne. Ta kultura żyje i nie przykrył jej islam, który tu przyjął bardzo specyficzne – szyickie oblicze. Polak w Iranie czuje się dziwnie swojsko a otaczający go ludzie rychło sprawiają, że pojawia się ciekawy i pozostawiający wiele wspomnień kontakt. Nawet język farsi, który jest tam najpopularniejszy, przywodzi na myśl wiele polskich skojarzeń. Dość powiedzieć, że Persowie nauczywszy się języka polskiego szybko mówią tak, że trudno w nich rozpoznać cudzoziemców. Szacunku wobec tej wielkiej kultury uczy przede wszystkim wizyta w Persepolis oraz zapoznanie się z ogromną spuścizną literacką Persów, którą znaczą liczne pomniki poetów mauzolea największych twórców takich choćby jak Hafez czy Ferdousi.
Iran, kraina najwspanialszych dywanów z Kashan i sztuki zdobniczej, która potrafi rozmarzyć na jawie posiada jednak i inne, bardzo współczesne oblicze – jest jedyną na świecie „Islamską Republiką”, która stworzyła tak zawiły system sprawowania władzy, że gubią się w nim nawet świadomi obywatele. Od 1979 roku Iran jest we władaniu Rahbara – najwyższego nauczyciela, przywódcy. Pierwszym był ajatollah Rudollah Musawi Chomeini, który wcale nie miał czysto perskiego pochodzenia bowiem jego rodzina wywodziła się z Indii, po nim – od 1989 roku władzę objął urodzony w 1939 roku ajatollah Ali Chamenei. Rudollah sprawuje skomplikowaną (zwyczajowo i prawnie) kontrolę nad władzą świecką. Na czele świeckich rządów stoi wybierany w powszechnych wyborach prezydent. Władzą ustawodawczą jest parlament – Madzlis, gdzie np. zaratustrianie mają zawsze swoja reprezentację. W Iranie funkcjonują także – zwłaszcza w dużych miastach – wydzielone dzielnice żydowskie czy chrześcijańskie (przeważnie ormiańskie). W obrębie tych dzielnic dozwolona jest nawet sprzedaż alkoholu. My Polacy jesteśmy wdzięczni ludom Iranu za to, że z sercem i duszą przyjęli uchodźców z Syberii, którzy przybyli tam z armią Generała Władysława Andersa i do dziś opiekują się cmentarzami a w Teheranie odkryłem ulicę…Warszawską. Persowie podobnie postąpili wobec Ormian, których wyrzynali Turcy.
Archeologia konfliktu
Niedolą dzisiejszego Iranu jest fakt, że postanowił być niezależny i niepodległy. Nie słucha wielkich mocarstw a więc od kilkudziesięciu lat gnębiony jest światowymi sankcjami a opinia współczesnej Persji w światowych mediach jest jak najgorsza. Społeczeństwo tego kraju jest młode i coraz lepiej wykształcone – w miastach oraz pogrążone w niezmiennym rytmie szyickich wierzeń na prowincji. Rządzący ajatollahowie największe poparcie czerpią właśnie z interioru a ich poczynania w miastach zawsze zyskują cierpkie recenzje. Irańska elita chciałaby być zachodnia ale pod warunkiem, że ich kraj pozostanie niepodległy. To właściwie jak szukanie kamienia filozoficznego, którego ani szachowi Rezie Pahlaviemu ani jego ojcu ani też religijnym dyktatorom po rewolucji nie udało się wynaleźć. Gdyby też nie manipulowanie chwiejnym szachem przez izraelskich dostawców broni i Mossad, to pewnie religijni przywódcy szyitów nie pałaliby dziś taką niechęcią do samego istnienia Izreal i do idei syjonistycznej. Rewolucja 1979 roku dokonała się jednak pod hasłami przywrócenia Iranowi niezależności a przywódcy rebelii mieli w pamięci obalenie przez Mossad i CIA rządu Mohameda Mosadeqa w 1953 roku. To wszystko a także ekspansjonistyczna polityka samego Izraela sprawiło, że dzisiejszy reżim irański widzi w Izraelu „Małego Szatana”- rola „Wielkiego Szatana” przypisana jest oczywiście Stanom Zjednoczonym.
Dopóki żył generał Kaseem Soleimani – architekt polityki międzynarodowej i tajnej Iranu państwu ajatollahów udawało się budować szyicki korytarz w kierunku Morza Śródziemnego i skutecznie opierać się dążeniom Izraela do podporządkowania sobie całego Bliskiego Wschodu. Soleimani został jednak – w rozkazu Donalda Trumpa w 2018 roku – zamordowany na lotnisku w Bagdadzie. Do tego momentu wpływy Iranu osiągnęły swoje apogeum. Mieli je wśród szyitów w południowym Iraku, w rządzonej przez Bashara Asada (szyickiego alawitę) Syrii, w najpotężniejszej organizacji wojskowej Libanu – Hezbollahu oraz wśród zbuntowanych zajdytów – Huti w górach Jemenu. Niechętnie na wzrastające wpływy spoglądały inne islamskie (sunnickie) potęgi Turcja Erdogana i Arabia Saudyjska rządzona przez księcia Mohammada.
Zbrodnia dyktuje rozwiązania
To nieco rozwiązywało ręce premierowi Izraela Natanjahu. Kiedy zatem 7 października 2023 roku asasyni z sunnickiego Hamasu zaatakowali tereny przyległe do strefy Gazy i popełnili tam odrażające morderstwa służby specjalne Izraela i armia obudziły się z dziwacznego odrętwienia, w jakie wpadły tylko na dzień 7 października. Dodać należy, że wcześniej Izrael wyraźnie sponsorował nawet Hamas aby był przeciwwagą dla świeckiej organizacji Al Fatah. Dość powiedzieć, że tak żywotnych i sprawnych służb żydowskich jakie ukazały nam się po październiku 2023 roku nie widzieliśmy już dawno. Hamas został dosłowie zgnieciony przez Israeli Defence Forces a wraz nim cała, licząca ponad 2,5 miliona ludzi populacja Palestyńczyków z Gazy. Skala zbrodni może być porównywana tylko z działaniami żydowskich bojówek Irgun i Hagana w 1948 roku. Świat udzielił pozwolenia na kolejne masakry w Gazie. Potem przyszła kolej na Liban. Lotnictwo izraelskie, bez wypowiedzenia wojny, zbombardowało Bejrut i południe Libanu. W tym samym czasie doszło do masowych wybuchów pagerów, które zdziesiątkowały kierownictwo szyickiej organizacji Hezbollach. W końcu Izrael zabił przywódcę Hebollahu Hasana Nasrallaha i jego brata.
Ukłony dla terrorysty
Północny „problem” Izraela zelżał i przyszedł czas na rozprawienie się z Syrią pod rządami Bashara Asada. W ciągu dwóch tygodni przywódca terrorystycznej bojówki Dżabhat an Nusra (później Hayat Tahrir as Szam) Mohammed al Dżoulani z sunnickiego terrorysty o wyaźnie wahabickich zapatrywaniach awansowany został na przywódcę „demokratycznej rewolucji” i przez wywiady amerykański i izraelski został poprowadzony do zdobycia Damaszku. W tym czasie Izrael zniszczył wszystkie siły ofensywne armii syryjskiej a bezradny Asad – który opierał się rebelii 13 lat – musiał salwować się ucieczką do Moskwy. IDF zajęły w międzyczasie niemal całe południe Syrii i uzależniły od siebie nowego „premiera al. Dżoulaniego”, który wprawdzie może masakrować alawitów i chrześcijan ale bezwzględnie musi grać w izraelskiej orkiestrze. Tak padł kolejny bastion Iranu na Bliskim Wschodzie. Przyszła kolej na rozprawę z reżimem ajatollahów w Iranie. Kwestią czasu pozostawał tylko termin ataku Izraela Pretekstem miał być – jak zwykle od 1984 roku – „program budowy bomby atomowej realizowany przez Iran”.
Kosztowna wojna
W nocy z 12 na 13 czerwca Izrael pełną mocą uderzył na Iran. Stało się to dzięki nalotom poprzez przestrzeń syryjską i iracką na cele strategiczne Iranu oraz poprzez ataku koordynowane z bazy Mossadu w azerbejdżańskim Baku. Zmobilizowana została cała siatka azerska i kurdyjska, którą Izrael budował przez całe lata. Wykorzystano doświadczenia z wcześniejszej operacji „Pajęczyna” wojsk ukraińskich w Rosji. Z ukrytych baz w Iranie wystartowały niszczycielskie drony. Izrael jednej nocy zabił kilkudziesięciu dowódców wojskowych i naukowców pracujących przy programie energii nuklearnej dla Iranu. Bez wyroków, bez sądu izraelscy agenci zabijali i niszczyli irańskie instalacje. Odpowiedź Iranu – który posiada jeden z największych w świecie arsenałów rakiet bliskiego i średniego zasięgu – była jednak poważna i dla Izraela nader kosztowna. Salwy „Żelaznej kopuły” kosztują miliardy dziennie a i tak nie uchroniły prestiżowych dzielnic Tel Avivu przed bolesnymi zniszczeniami. Izraelowi nie udało się obalić władz w Teheranie za pomocą podsycanych przez agenturę rozruchów. Atak amerykański – jak na razie – spowodował kruchy rozejm.
Niepewność
Obie strony świadome są własnej bezsiły. Iranowi nie uda się unicestwić izraelskich instalacji nuklearnych na w reaktorach Dimony na pustyni Negew a Izael – nawet z pomocą USA – nie jest zdolny do inwazji lądowej na Iran, która może skończyć się podobnie jak afgańska katastrofa. Irański reżim nie jest popularny wśród wielkomiejskich intelektualistów ale wciąż ma duże poparcie w religijnym interiorze. Natanjahu natomiast nie może własnych problemów wewnętrznych ciągle załatwiać wojną i odwracaniem uwagi izraelskiego społeczeństwa od problemów. Czy zatem Trump istotnie dał szansę Iranowi wycofania się z konfliktu z twarzą i jednocześnie nałożył kaganiec premierowi Izraela. O tym dowiemy się w ciągu najbliższych tygodni.