STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / DWAJ AMBASADORZY

Dwaj ambasadorzy



Jeszcze nie tak dawno ambsadoressa Mosbacher pozwalała sobie na skrajnie lekceważące dla Polski uwagi o tym, że „nie pozwoli” na to aby amerykańskie firmy – takie choćby jak roznoszący patologię Uber – miały w Polsce jakiekolwiek problemy. Rządzący wtedy rząd pod auspicjami PiS pokornie złożył uszy po sobie i nie przypomniał pani ambasador, gdzie, w niepodległym kraju, kończą się uprawnienia reprezentantów państwa obcego, choćby największego sojusznika.


Od tej pory przyjęło się, że na grubiaństwa i uzurpacje zaczęli sobie pozwalać reprezentanci Izraela a nawet Ukrainy. Szczególnie ci ostatni czynili to – we właściwym sobie – złym guście i całkowitym braku taktu. Gdyby na takie rzeczy pozwolili sobie choćby w Niemczech wylecieliby ze swoich misji wraz z zawiasami drzwi prowadzących do ich rezydencji. Ale Polska, reprezentanci naszego kraju, łykali to spokojnie spuszczając głowy udając, że pada deszcz. Trudno zatem dziwić się, że kraj posiadający tak pełna kompleksów i służalczą „elitę” narażony jest na coraz większe interwencje zewnętrzne w swoje własne sprawy. Jeśli się nie szanujesz, to nikt realnie nie okaże ci szacunku a na dodatek każdy będzie bezczelnie pchał łapy do twojej kieszeni. No i nie trzeba było zbyt długo czekać aby skutki płaszczenia się naszych polityków przed obcymi stały się coraz bardziej doskwierające.
W Polsce zjawił się ambasador Stanów Zjednoczonych Tom Rose, w ostatniej chwili podmienił na tej pozycji bardzo zasłużonego dla spraw Polonii działacza. Obok bardzo miłych dla Polski opinii i wypowiedzi pan Rose dał się jednak ostatnio poznać jako autor kilku bardzo kontrowersyjnych stanowisk. Wdał się w konflikt z postkomunistycznym marszałkiem sejmu panem Włodzimierzem Czarzastym. Po tym jak Czarzasty – na zasadzie żaby, która wkłada łapę tam gdzie kują konie – stwierdził, ze nie poprze kandydatury Donalda Trumpa do pokojowej nagrody Nobla ambasador Rose stwierdził, że przedstawiciele Stanów Zjednoczonych nie będą w ogóle utrzymywać już stosunków z marszałkiem Czarzastym. Ambasador obraził się i wyeliminował drugą osobę w państwie z międzynarodowych kontaktów. Czarzasty to postać mało chwalebna jednak, jednak taki gest ambasadora obcego państwa wobec osoby piastującej ważną funkcję w polskich strukturach jest co najmniej zastanawiający. Jeszcze bardziej dziwaczna jest wypowiedź ambasadora Rose na temat ewentualnych koalicji, które mogą powstać po wyborach parlamentarnych w 2027 roku. Ambasador zakomunikował, że nie popiera pomysłu powstania rządu wraz z udziałem Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Tego typu opinie pan ambasador może sobie wypowiadać nieoficjalnie i prywatnie, jednak jeśli jest to ważna wypowiedź przedstawiciela USA, to należy się zastanowić, czy nie stanowi ona nieuprawnionej niczym ingerencji w nasze wewnętrzne sprawy?! Budzi to oczywiście zasadnicze pytania o naturę stosunków pomiędzy Waszyngtonem i Warszawą. Po wypowiedziach pana Rose wyglądają one bowiem jak relacje pomiędzy metropolią i kolonią.
Jakby tego było mało koncert niezręczności i impertynencji rozpoczął także świeżo upieczonym ambasador Republiki Federalnej Niemiec w Polsce. Pan Miguel Berger zdążył się już wcześniej wsławić fatalną organizacją ewakuacji niemieckiej ambasady w Kabulu, w czasie gdy Amerykanie opuszczali w pośpiechu Afganistan. W Polsce pan Berger zajął się rolą naganiacza do niekorzystnego dla naszej gospodarki i armii programu SAFE. Doszło nawet do tego, ze osobiście – z sejmowej galerii – nadzorował głosowanie polskich posłów nad przyjęciem tego korzystnego dla Niemiec i nieopłacalnego dla Polski programu kredytującego w istocie niemiecki przemysł i wymuszającego na Polsce zamówienia niemieckiego uzbrojenia i dzielenia się nim z Ukrainą, czego koszty ponosić ma jedynie polski podatnik.
W krótkim czasie dwóch ambasadorów dobitnie [pokazało nam jak bardzo niepoważnym państwem się stajemy. Wobec ich zachowań, które nie przyniosły żadnych znaczących reperkusji w polskim światku politycznym, trzeba jasno postawić pytanie: czy rzeczywiście kierunki działania naszego kraju mają dyktować dyplomaci z USA i Niemiec, którzy nawet nie troszczą się o kulturalną formę przekazywania ich dyktatu?
Na ile jeszcze jesteśmy niepodległym państwem i czy skandaliczny brak szanowania się przez naszą „klasę polityczną” nie przyniesie nam w konsekwencji całkowitego sponiewierania polskiej suwerenności?
Nie wiem ale staram się o tym pisać bez ogródek, aby kiedyś nie zarzucono mi, ze – wraz z innymi – milczałem.