STRONA GŁÓWNA / AKTUALNOŚCI / ATAK NA ŚWIADOMOŚĆ – CZYLI JAK CHCĄ ZERWAĆ POLSKI PRZEKAZ

Atak na świadomość – czyli jak chcą zerwać polski przekaz



Polska to nie tylko terytorium i ludzie, to także pewien przekaz – pewien niezmienny kod przechowywany i wzbogacany z pokolenia na pokolenie. To nie tylko pewien zapis kulturowy, ale także wspólny stosunek do tradycji, historii i obyczajów, to wreszcie wspólne legendy i mity. Bez takiej gleby naród wiednie, rozmywa się w innych żywiołach.


Polskośc przetrwała nie dlatego, że toczyła się o nią walka zbrojna. Polskość dotrwała do nowożytności, bo niósł ją wspólny przekaz – wspólna wrażliwość, symbole, przestrzeń intelektualna.

Polska wyodrębnila się – jako zjawisko – właśnie dzięki temu, że kolejne pokolenia przekazywały ją sobie z ust do ust, z mózgu do mózgu – jak rzecz najświętszą i bardzo zobowiązującą.

W takim kontekście warto więc spojrzeć na to co dzieje się z tym przekazem teraz, czy ten najcenniejszy depozyt – podarowany nam przez przodków – jest dziś dostatecznie zabezpieczony?

Czy świadomośc naszego narodu nie jest dziś poddana dewastującym oddziaływaniom?

„Demistyfikatorzy” narodowej legendy

Twierdzę, że żyjemy w epoce sporego zagrożenia dla trwałości „polskiej substancji”. Jest ona dziś dewastowana przez powszechną w edukacji i poublicznej dyskusji pedagogikę wstydu.

Oczernia się polską historię, wmawia się Polakom, że „polskość to nienormalność”, a Polacy są narodem, którego tradycja i historia jest jedynie ubogą krewną wielkich „europejskich” dziejów. Atakuje się religię katolicką, przewartościowuje się narodową mitologię. W imię „racjonalności” szerzy się najbardziej irracjonalne przekonania.  Odbrązawianie historii ma być lekarstwem na „polskie wady”.  Tymczasem „demistyfikatorzy” powstania warszawskiego, narodowych powstań i dziejów II Rzeczpospolitej nie wykazują najmniejszej dbalości o zasady logicznej spójności.

Jak bowiem można – jednym tchem – głośić, że powstanie było zbrodniczym wykwitem polskiej nieracjonalnosci i jednocześnie za wzrór stawiać hrabiego Aleksandra Wielopolskiego?

To właśnie Wielopolski wykazał się najbardziej zbrodniczym doktrynerstwem. Gdyby nie jego – przeprowadzona nawet wbrew zastrzezeniom ze strony Rosjan – „branka” nie wybuchłoby powstanie styczniowe. Wielopolski jest zatem przykładem skrajnej nieodpowiedzialności, a nie – jak chcieliby „demistyfikatorzy historii” – wzorem organicznie działającego Polaka.

Ktoś, kto dewastuje narodową historię i wbija w świadomość Polaków uzurpatorskie tezy, zachowuje się skrajnie nielogicznie. Historii nie da się już zmienić. Racjonalny patriota działa jednak tak, aby wyciągnąć z niej jak najwięcej pożytków dla współczesności, nieracjonalny doktryner będzie dewastował jej rozumienie tylko i wyłącznie w imię własnego interesu.

W tym miejscu publicystów oczerniających polskie legendy stawiam w jednym szeregu z Grossem i jemu podobnymi mistyfikatorami. Dewastowanie polskich legend wcale nie przynosi ozdrowieńczej bryzy – wprowadza jedynie zamęt w głowy Polaków i wszczepia im coraz niższe poczucie własnej wartości.

Z psychologii wiadomo także, że ludzie o niskiej samoocenie są bardziej agresywni i nieobliczalni niż ci, którzy potrafią w sobie zachować poczucie dumy.

Człowiek rozsądny postępuje  według zasady: mogę zmienic to, na co mam wpływ i wyciągnac jak najwięcej korzyści z tego, czego zmienić się już nie da.

Nasi rodzimi „demistyfikatorzy”, albo mają złe intencje i interesy – jak Gross, albo też są zadufanymi w sobie dzieciakami, które cieszy niszczenie tego wobec czego dotąd panowała jako taka zgodność. Niszczenie narodowej legendy sprawia jednak, że w jej miejsce pojawiają się legendy obce.

Rozmawiałem kiedys z zachwyconym sobą Marianem Zacharskim, który chwalił się tym, że – jako jedyny – ma dostęp do archiwów Abwehry. Na tej podstawie zacząl pisać ksiazki oczerniajace wizerunek przedwojennego wywiadu II Rezczpospolitej.

–Czy zdobyte u Niemców informacje weryfikował pan w innych źródłach? – spytałem. Spojrzał na mnie zaskoczony.

Pisanie historii z pozycji zachwyconego szperacza w aktach Abwehry, która przecież nie zajmowała się niczym innym jak tylko uprawianiem hagiografii polskich dokonań na pewno nie jest powodem do chwały.

Ślepy zaułek, w jaki trafiaja ‚odbrązowiacze”, tak właśnie wygląda. Siedząc na garnuszku obcych pruje się tkaninę własnej tożsamości. Jeszcze gorzej jest gdy pycha i samouwielbienie stają się pożywką dla czernienia narodowej legendy.

Ci ostatni – przez ościenne państwa – traktowani są jako pożyteczni idioci.  Nie ma bowiem lepszych wspópracowników jak nieświadome niczego zadufki, które gotowe są uczynić wszystko, aby tylko napełnić bezdenną studnię miłości własnej.

Polsce potrzebne są własne, pielegnowane przez pokolenia, legendy – ich rola jest istotna, nawet jeśli maja jedynie luźne zakotwiczenie w faktach.

Kulturkampf

Dzisiejszej Polsce najbardziej jednak szkodzi system mediów, jaki ukształtował się po 1989 roku. Media stanowią serce informacyjnego krwioobiegu, którym żywi się społeczeństwo. Tymczasem w naszym kraju najmocniejsze media nie tylko nie pielegnuja „polskiego przekazu”, ale – w sposób niemalże zorganizowany – zajete są tępieniem wszystkiego, co dotychczas uchodziło za jadro takiej narracji.

Wydawane w Polsce gazety regionalne w dziewięćdziesieciu procentach należa do jednego niemieckiego właściciela. W tym wypadku nie jest prawdą, ze kapitał nie posiada narodowości. Gdyby bowiem porównać treści rozpowszechniane w tych gazetach, to dojdziemy do zadziwiającej konstatacji – istnieje w nich dominująca, wspólna część: propagowane jest tam  to, co jest użyteczne dla Niemców i dezawuowane jest wszystko, co tradycyjnie okreslamy mianem polskiego patriotyzmu.

Jeśli do niemieckiego stanu posiadania w Polsce dodamy jeszcze tabloid „Fakt”, tygodnik „Newsweek”, radio RMF FM, najpopularniejsze internetowe portale informacyjne: Interia i Onet, to dopiero – we właściwej skali – zobaczymy problem „niemieckiej narracji” sączonej w polskie mózgi.

Czy taka narracja jest zgodna z naszym tradycyjnym przekazem?

Pytanie wydaje się być retoryczne. Zwłaszcza w newralgicznych kwestiach dotyczących polskiej niepodległości, stosunku do historii i projektów społecznych wszystkie niemieckie media polskojęzyczne są zadziwiająco zgodne – jak tylko się da wyszydzają „polskie przesądy” i gromią wszystkich, którzy upominają się o polskie interesy.

Niemieckie media otoczyły Polskę swoistym kordonem informacyjnym skwapliwie zwracając uwage na to, aby do opinii publicznej w naszym kraju nie docierały informacje mogące szkodzić niemieckiej racji stanu.

Przykładem takiego działania jest praktyczne milczenie niemieckich mediów w Polsce na temat kuriozalnej wypowiedzi Władimira Putina, który w „dzień zwycięstwa” 9 maja w Moskwie, w obecności kanclerz Niemiec, wypowiedział znamienne słowa: – Rosja nigdy nie walczyła z Niemcami. Niemcy są naszym tradycyjnym sprzymierzeńcem. Naród niemiecki był pierwszą ofiarą nazistowskiej okupacji…”.

Media zależne od niemieckiego kapitału milczą także o sprzeciwie Niemiec wobec sprowadzenia do Polski wojsk Paktu Pólnocnoatlantyckiego. Jest to bezprawna ingerencja w niepodległość ościennego państwa – media w Polsce wolą jednak o tym skwapliwie milczeć.

Główne polskie telewizje opanowane są przez zwolenników tępienia wszystkiego co może być związane z polskim przekazem. Dzieje się tak bowiem znaczące udziały w tych mediach posiada jedynie kapitał płynacy od ludzi, którzy uprzednio związani byli z PRL i jej służbami specjalnymi. Trudno zatem od oficerów politycznych i propagandystów wymagać rzetelnego informowania o wydarzeniach i otwarcia na różne poglądy.

Media te, łącznie z okupowana przez ludzi korupcyjnego sojuszu PO – PSL – SLD telewizją publiczną, reprezentują jedynie punkt widzenia naszych rodzimych kompadorów, którzy nigdy nie uwierzyli w to, że Polska może prowadzić niezależną politykę i zdobyć się na wychodzenie spod podległości Moskwie i Berlinowi.

Ludzie ci – okuci w powiciu – nie dopuszczaja do siebie myśli, że Polską mogliby rządzić politycy kultywujacy tradycyjny przekaz, oni wręcz zabobonnie tego przekazun się obawiają.

Łatwo więc zauważyć, że siły, które chcą rozmyć i unieważnić tradycyjny polski kod są potężne i żywotnie zainteresowane w powodzeniu swojego destrukcyjnego przedsięwzięcia.

Co ciekawe analogiczna do polskiej sytuacja nie byłaby w Niemczech w ogóle możliwa. Tamtejsze prawo zabrania bowiem koncentracji kapitału w dziedzinie mediów. Tak więc nabycie przez Polaków, znaczących telewizji czy gazet w Niemczech byłoby po prostu wykluczone.

Sondaże, autorytety, biznes

Polski obieg informacji celowo zakłócany jest także przez wszelkie możliwe ośrodki formułowania opinii publicznej. Co chwila publikowane są skrajnie manipulacyjne badania socjologiczne, które tylko dla pozoru, ustrojone są w szatki naukowej powagi. W rzeczywistości chodzi o manipulowanie umysłami większości Polaków, tak aby odciąć ich od tradycyjnych autorytetów i ośrodków rzetelnej debaty.

W miejsce prawdziwych autorytetów podstawiane są zakulisowo tworzone golemy. Takie „sterowane autorytety” zastępują ludzi rzetelnych i cedzą propagandę zmierzającą do oczerniania tradycyjnych polskich postaw.

Zdarzaja się więc „autorytety” aktorzy, „autorytety” artyści, często do tego grona dołączany jest popularny sportowiec – zwykle jednak nie grzeszący intelektualnym wyrobieniem.

Jeśli spojrzymy na stalinowskie – w swej poetyce – hołdy artystów dla Bronisława Komorowskiego, które miały miejsce przed ostatnimi wyborami prezydenckimi, to mechanizm tej sztuczki staje się w pełni jawny.

Znaczącą role w niszczeniu polskiego kodu ma także układ biznesowo – finansowy, jaki ukształtował się po zmianie PRL w Trzecią RP.  Polska „finansjera” ma bardzo jednolitą – postubecką i postpezetperowską – prowaniencję.

Ludzie, którzy w czasach PRL żyli z opluskwiania polskiej tradycji, teraz maja kieszenie wypchane pieniędzmi i z chęcia inwestują te środki we wszystko, co pozwala im czuć się bezpiecznie i komfortowo.

Kiedy więc znajdują się ludzie chcący budowac prawdziwie polskie media, trudno znaleźć im biznesowe wsparcie w bardzo jałowej i jednorodnej tkance polskiego kapitału.

Przykładem antypolskiej polityki jest działalność Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, którego prezesem została właśnie zastępczyni komunistycznego prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego, Magdalena Sroka. Osoba uwikłana w aferę związaną z nieudanym pretendowaniem Krakowa do roli organizatora zimowych igrzysk olimpijskich. Sroka dała się już poznać jako osoba zainteresowana skrajnie lewicowym i antypolskim przekazem

Co czynić?

Musimy wytężyć wszelkie siły, aby po dwudziestoletniej zapaści, zbudować narzędzia służące zabezpieczeniu i przechowaniu nienaruszonego depozytu polskich treści.

Jeśli chcemy, aby fenomen polskości trwał musimy koniecznie odbudowac polskie media!

Stosunkowo najłatwiej będzie oddać Polakom media publiczne – to wszystko co pozostało po złych i dewastujacych rzadach politycznych politruków.  Jęśli poolski obóz wygra jesienne wybory, droga do zmian w mediach publicznych będzie otwarta. Będzie to trudna walka, ale sukces jest w tym wypadku zupełnie realny.

Dużo gorzej wygląda sytuacja na rynku tzw „mediów komercyjnych”.

Tu przeszkodą staje się przede wszystkim, wspomniana już struktura polskiego kapitału. Proszę nie wierzyć w to, że kapitał nie ma pogladów. Po prostu nie da się robić patriotycznych, propolskich mediów za pieniadze postkomunistycznego kapitału.

Taki eksperyment jest góry skazany na szkodliwe koncesje, a w efekcie na bycie „produktem zastępczym”.

Kilka tygodników, niewielkich rozgłośni radiowych i dwie telewizje nie stanowią siły, która mogłaby zabezpieczyć i przechować polski przekaz.

Potrzebny jest świadomy i masowy wysiłek skierowany na odbudowę polskiej własności na naszym rynku medialnym.

Towarzyszyc temu powinny konkretne inicjatywy ustawodawcze, takie jak choćby – lansowany przeze mnie od dwóch lat – pomysł wprowadzenia ustawowego zakazu reklamowania się w mediach za środki budżetowe samorządowe i europejskie!

Już tylko taka regulacja prawna mogłaby dokonać istotnej zmiany w rzeczywistości dzisiejszych mediów.

Należy także wprowadzić przepisy chroniace polski interes państwowy i narodowy w mediach.

Najważniejszą jest jednak prosta świadomość tego, że – zwłaszcza w obiegu informacyjnym – kapitał posiada narodowość, ba – skwapliwie realizuje interesy z tej narodowości wynikające.

Oddanie Niemcom i postkomunistom najważniejszej części polskiemo rynku medialnego musiało przynieść zatrważające efekty. Polacy i tak zachowuja się w takiej sytuacji rozsądnie. Przyzwyczajeni do odczytywania medialnej propagandy są wobec niej dużo ostrożniejsi niż mieszkańcy innych krajów naszego kontynentu.

Odbudowania polskiego obiegu informacji jest jednym z najpilniejszych zadań jakie czekają ludzi chcących zabezpieczyc odwieczny, polski testament.