Strategia oddawania Polski w obce ręce

  • Posted on: 23 February 2015
  • By: Witold Gadowski
Stawiam tezę, że rząd Ewy Kopacz nie jest samodzielnym, polskim rządem. Gdyby bowiem było inaczej, to po ośmiu niemal latach rządzenia krajem przez Tuska i Kopacz mielibyśmy chociaż spójną koncepcję zapewnienia Polsce jakiej takiej niezależności energetycznej.

 

Jest inaczej, a więc śmiało stawiam tezę, że politycy PO i PSL – obok rytualnych złodziejstw – ulegają jedynie sugestiom Berlina (bardziej) i Moskwy. Polska – jako strefa buforowa pomiędzy Niemcami a Rosją – nie może mieć poważniejszego przemysłu, nie może także wypracować żadnej poważniejszej myśli państwowotwórczej. To na razie mocne słowa, teraz jednak postaram się wykazać, że nie są one dyktowane emocjami, a jedynie zimną analizą faktów.

Najpełniej objawia się to w zakresie naszej „polityki energetycznej”

Tusk, a potem Kopacz, przez prawie osiem lat nie mogli (albo nie było im wolno) zdecydować się na to, jaki charakter ma mieć polska energetyka. Rozwijano więc np. dziwną spółkę Polskie Elektrownie Jądrowe, na której czele – z bajońską pensją – postawiono byłego ministra skarbu Aleksandra Grada. Geodetę z wykształcenia.

Grad tak narozwijał energetykę jądrową, że obecnie utrzymujemy go (za nasze podatki) na stanowisku wiceprezesa Tauronu. Odpowiada tam za bardzo strategiczną działkę – spraw korporacyjnych (?).

Zdaniem specjalistów, m.in. znakomitego fi zyka jądrowego profesora Taczanowskiego z Krakowa, polska energetyka jądrowa to jeden wielki mit. Tusk w tej sprawie nie zrobił nic. W tym samym czasie rozwijał bowiem inwestycje w tzw. energetykę odnawialną, słusznie zauważał także, że podstawą polskiego bilansu energetycznego jest węgiel kamienny i zapewniał górników o stabilnej sytuacji tej branży, równocześnie – w innych wystąpieniach – obiecywał inwestycje w wydobywanie gazu z łupków oraz powtarzał, za Kulczykiem, szkodliwe sądy o genialnym planie wymiany energetycznej z obwodem kaliningradzkim oraz z Białorusią. Jednocześnie ten sam Tusk jeździł do Kataru i podpisywał tam kontrakty na dostawę skroplonego gazu LNG, ten sam Tusk pozwalał Waldemarowi Pawlakowi podpisywać długoterminowy kontrakt na dostawy gazu z Rosji. Należy dodać, że ten właśnie „kontrakt Pawlaka” jest najbardziej niekorzystnym w Europie sposobem płacenia za dostawy rosyjskiego gazu. Tak więc spójrzcie – ten sam premier chce budować elektrownie jądrowe, mówi o węglu, kupuje gaz, którego nie ma gdzie rozładować, bo do dziś nie wybudowano w Świnoujściu gazoportu, opowiada o „energii odnawialnej” i uważnie słucha Kulczyka, który chce wepchnąć polską energetykę w „energetyczne mosty” z Rosją i Białorusią. Jest w tym jakiś sens, porządek, logika?! Nie ma, dlatego delikwent rzucił wszystko i czym prę- dzej uciekł do Brukseli.

Gaz z łupków, czyli jak Tusk zrobił z wszystkich głupków...

Mój druh Grzegorz Makuch pokusił się o napisanie uczciwej książki na temat gazu łupkowego w Polsce i perspektyw jego eksploatacji. Nie przypuszczał, że będzie wręcz zastraszany i że żadne wydawnictwo nie będzie miało odwagi wydać tej pracy. Krakowski politolog, rosjoznawca i amerykanista uczciwie harował nad tą książką ponad trzy lata i powstała rzecz, która swoją wymową przeraża. Grzegorz wydał ją za własne pieniądze – książka nosi tytuł „Gaz łupkowy. Wielka gra o bezpieczeństwo energetyczne”.

– Gazu łupkowego w Polsce nie będzie. Nie dlatego, że go nie ma, bo jest go całe morze, ale dlatego, że rząd zrobił wszystko, aby wygnać z Polski wszystkich, którzy ten gaz realnie mogli poszukiwać i wydobywać – twierdzi smutno Grzegorz Makuch.

Jego „podziemną” książkę, która sprawia wrażenie jakby była z „drugiego obiegu”, możecie kupić tylko na stronie internetowej. Jak poszukacie, to znajdziecie.

Tak i na rynku polskiej książki nieuchronnie wraca rzeczywistość rodem z PRL.

Rząd tak mnożył przeszkody, administracyjne bariery, tak utrudniał badania, że dziś nikt poważny nie chce już w Polsce zajmować się wydobywaniem gazu łupkowego. Wydobycie gazu łupkowego, które jeszcze w czasach rządu Jarosława Kaczyńskiego rysowało się jako całkiem możliwa i mocna droga rozwoju gospodarczego Polski, zeszło do poziomu politycznych sloganów, a z czasem zniknęło zupełnie z propagandowych mediów.

Tusk może stanąć przed panią Angelą Merkel i zameldować – zadanie wykonane.

Amerykanie robią dziś na gazie łupkowym wielkie interesy, a Polacy... sprowadzają najdroższy w Europie gaz z Rosji.

Nikt nie patrzył na ręce Waldemarowi Pawlakowi, gdy jego zespół „negocjował” warunki długoletniego kontraktu gazowego z Rosją. Nie patrzono, no to teraz płacimy horrendalne rachunki. Dziwnym trafem, od prawie 25 lat Pawlak jest zawsze w orbicie najbardziej wpływowych negocjatorów kontraktów energetycznych ze strony polskiej. Mało kto już pamięta jego bliskie stosunki z niejakim Gawriłowem – którego nawet burleskowa ABW uznała za rosyjskiego szpiega. PSL-owcy zapałali też nagle miłością do... zdobywania kosmosu, więc wymogli na rządzie, aby utworzył odpowiednią agencję i funkcję jej prezesa powierzył działaczowi chłopskiemu, bo przecież – jak wiadomo – to właśnie postkomunistyczne chłopy najlepiej znają się na kosmicznych lotach.

Gazoport

Według najbardziej ostrożnych prognoz gazoport w Świnoujściu miał być otwarty najpóź- niej w 2014 r. Jest rozgrzebany do dziś. W tym czasie Litwini zaczęli odbierać już pierwsze partie skroplonego LNG w sprytnie urządzonym terminalu, jaki zainstalowali w Kłajpedzie. Tam ustawiono po prostu gazowiec, który stał się jednocześnie terminalem prze- ładunkowym. Taniej i bardziej skutecznie.

Tymczasem w Świnoujściu utopiono już grube miliardy i ciągle nie wiadomo, kiedy zakończy się ta potępieńcza budowa. Potę- pieńcza, bowiem niestety – jeszcze w czasach rządów PiS – nieszczęśliwie zdecydowano o przeniesieniu budowy gazoportu z Portu Północnego w Gdańsku do Świnoujścia. Gdybyśmy budowali w Gdańsku, gazoport od kilku lat funkcjonowałby już pełną parą. Beznadziejny nadzór inwestorski ze strony rządu Tuska sprawił, że gazoport ciągle nie jest gotowy i nie będzie gotowy także w tym roku. Nie przeszkadzało to jednak Tuskowi i jego świcie podpisać w Katarze kontrakt na dostawy LNG, pierwsze partie surowca szejkowie mają dostarczyć już w 2015 r. Gdzie je odbierzemy? W nieczynnym terminalu w Świnoujściu, a może łaskawie poprosimy Litwinów o pomoc? Najpewniej jednak zapłacimy po prostu Katarczykom za składowanie zamówionego przez Polskę surowca aż do czasu, gdy nasz kraj będzie technologicznie gotowy do jego odbioru.

Węgiel

Węgiel kamienny i brunatny jest wielkim, polskim bogactwem. Niestety – przez rządy Tuska i Kopacz – był traktowany jak istny dopust Boży. Rządzący obecnie miękki i nieudaczny reżim najchętniej pozbyłby się węgla wraz... z górnikami. Górnicy bowiem są dziś jedyną solidarną i w miarę liczną jeszcze grupą robotników, którzy byliby zdolni zapoczątkować masowy protest przeciwko nieudolnym rządom.

Czasem odnoszę wrażenie, że gdyby Donald Tusk wraz z panią Kopacz rządzili w Arabii Saudyjskiej, to w niedługim czasie okazałoby się, że wydobycie ropy naowej spod piasku wcale nie jest opłacalne, kosztuje zbyt wiele i jedyną drogą do naprawy tej sytuacji jest natychmiastowe sprzedanie naowych szybów komukolwiek.

Gdyby w  rzeczonej Arabii zastosować system, który panuje w Polsce za rządów PO i PSL, to okazałoby się, że jakość zarządzania szybami jest żenująco niska, kosztuje jednak ogromne pieniądze, do tego dochodzi cały wianuszek pośredników, wywodzących się z polityczno-gangsterskiego klucza, którzy pobierają tak wielkie prowizje, że w efekcie zarządzana przez tuskopodobnych polityków ropa jest najdroższa na świecie i mało kto chce ją kupować za takie pieniądze.

Problem polskiego węgla nie leży w kosztach jego wydobywania, ten problem leży w  mafijno-oligarchicznej otoczce, jaka szczelnie go oplotła i nieprzyzwoicie się na nim bogaci. Górnicy wydobywają węgiel i są zakładnikami sytuacji, w której ich ciężka robota służy do nabijania prywatnych kieszeni ludzi wywodzących się z układu powiązanego z obecnymi władzami.

Nawet w momencie, gdy koniunktura na węgiel jest bardzo słaba, wydobycie polskiego węgla może być opłacalne. W Polsce zastosowano jednak manewr w praktyce wymyślony przez ludzi pokroju Janusza Lewandowskiego.

Pierwszy raz został on zastosowany w tzw. Programie Powszechnej Prywatyzacji. Utworzono wtedy czternaście tzw. Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, pod ich „zarząd” weszło 512 przedsiębiorstw. Rychło stosunki właścicielskie i zobowiązania pomiędzy poszczególnymi funduszami stały się na tyle pogmatwane, że nikt już nie wiedział, kto i komu jest co winien.

Wtedy, w majestacie prawa, bezpowrotnie zniknęło kilkaset przedsiębiorstw – ich majątki przeszły w prywatne ręce, ale nikt już dziś nie dojdzie, jak to się stało i na jakiej zasadzie zachodziły kolejne przekształcenia różnych zakładów.

Mam wiele podejrzeń, że przekształcenia właścicielskie w polskim górnictwie węglowym miały analogiczny charakter. Powsta- ły spółki, które osiągają gigantyczne straty. Nawet jeśli konkretne kopalnie mają całkiem przyzwoite wyniki finansowe, to już sprawujące nad nimi właścicielski nadzór spółki generują jedynie straty.

Gdyby polski węgiel leżał już zbyt głęboko i jego wydobycie kompletnie się nie opłacało, to jak wytłumaczyć fakt, że w tej samej Polsce, na tym samym Śląsku z powodzeniem działają kopalnie czeskie, że Niemcy chcą budować nowe kopalnie, a w kolejce do zainwestowania w „polskie czarne złoto” stoją także znane kompanie australijskie.

Przy fiasku zabiegów o  uruchomienie wydobycia polskiego gazu łupkowego, przy kompletnym braku środków na uruchomienie energetyki jądrowej, przy świadomości, że uleganie – lansowanej przez Waldemara Pawlaka – wizji tworzenia elektrowni gazowych będzie coraz bardziej zwiększało uzależnienie polskiej gospodarki od dostaw z Rosji... tylko wydobycie węgla i energetyka oparta na wę- glu wydaje się jakim takim zabezpieczeniem polskiej niezależności.

Nie mając żadnej strategii rozwoju polskiej energetyki, staliśmy się zakładnikami wahań koniunktury na rynku surowców, niestety, w jeszcze większym stopniu uzależniliśmy się od politycznych wiatrów wiejących z Moskwy i Berlina. 

 

Komentarze

Od dłuższego czasu widzę jedyne wyjście z tej sytuacji w całkowitej rozsypce obecnego systemu. Oczywiście powodem będzie zapaść finansowa (emerytury mają być po 500 zł już teraz, a co będzie za jakiś czas...). Chciałbym tylko, żeby ludzie zacZęli sami się już teraz organizować, żeby przy kolejnej transformacji nie pojawili się następni balcerowicze i michniki (tfu), z kolejną propagandą odbudowy Polski ponad podziałami. Musimy już teraz przygotowac się mentalnie i moralnie. WSPÓLNOTO TWÓRZ SIĘ!!! Pozdrawiam Szanownego Autora :)

Pełna zgoda

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.