Próba spojrzenia na miejsce naszego kraju w świecie

  • Posted on: 23 February 2015
  • By: Witold Gadowski
Niestety, rozczaruję Was Nie przedstawię recepty na natychmiastową poprawę sytuacji i nastrojów panujących teraz w naszym kraju.

 

Jestem jednak przekonany, że już samo zdefiniowanie naszego dzisiejszego położenia i próba identyfikacji wiejących w świecie wiatrów może się stać podstawą do budowy realnego pomysłu na drogę, którą nasza Polska powinna przejść, aby zapewnić sobie miejsce na miarę naszych możliwości i aspiracji.

Dlaczego publicyści biorą się za kreślenie doktryny?
Dzisiejsza Polska ma wiele braków, największym z nich jest jednak brak dostatecznie licznej i odpowiednio zorganizowanej elity. Brakuje nam ludzi, którzy potrafiliby nakreślić praktyczny program odbudowy siły i sprawności państwa. We współczesnej Polsce niewielu jest także ideowych polityków, którzy budowaliby zaufanie zwykłych obywateli do swojego państwa poprzez swoją wiarygodność i intelektualny potencjał.

Polska nie posiada rządu. Nie… no posiada, ale taki wybrakowany, z fatalnie wypadającą panią na czele. Wiele lat temu wydawało mi się, że trudno będzie o premiera słabszego i mniej przygotowanego do pełnienia tej funkcji niż Hanna Suchocka. Jednak przy Ewie Kopacz Hanna Suchocka jawi się dziś jak prawdziwy mąż stanu. Nie chcę jednak tym razem zajmować się kompetencjami pań w polityce. Chcę natomiast zwrócić uwagę na fakt, że o jakości rządu świadczy agenda, którą ten jest w stanie przedstawić swojemu społeczeństwu.

W naszym przypadku szczególnie ważną sferą, której owa agenda powinna dotyczyć, jest trafna diagnoza tego, co w tej chwili powinniśmy robić w polityce zagranicznej.

Opisanie tego, czym jest Polska, na co ją stać i jakie mogą być jej perspektywy rozwoju – jest zadaniem, które nie powinno przekraczać kompetencji średnio rozgarniętych ludzi uczestniczących w działalności publicznej. Tymczasem… u nas nikt o tym nawet nie wspomina. Póki rząd tego nie robi, to sami spróbujmy się zastanowić, w czym tkwimy i jakie czekają nas perspektywy.

Nasze miejsce w przestrzeni
Polska jest małym krajem w skali świata i średniej wielkości państwem i narodem w skali kontynentu europejskiego. Jakie z tego wynikają wnioski? Sprawy polskie realnie dotyczą naszego najbliższego otoczenia. Nasza polityka zagraniczna powinna się więc koncentrować na najbliższej zagranicy, bowiem nasze interesy – na razie przynajmniej – są wyłącznie regionalne. Tak skoncentrowane powinny zostać także zadania naszych służb specjalnych. Taki też wektor postrzegania praktycznych interesów naszego kraju powinien wyznaczać zadania dla naszego handlu i gospodarki. Handel z Zachodem nie bardzo nam wychodzi i co ważniejsze – nie przynosi znaczącego wzrostu narodowego bogactwa. To raczej zachodnie koncerny, uprawiając swoją działalność na terenie Polski, bogacą się ponad miarę. Nasze interesy leżą tam, gdzie mamy większe szanse na szybkie sukcesy – na Wschodzie. Tam powinni działać współcześni polscy Wokulscy.

Właściwa koncentracja sił i środków na wybranych dziedzinach i kierunkach działania powinny przynieść pożądane efekty. Powinniśmy unikać sytuacji, w których ktoś inny wykorzystuje nasze możliwości i kontakty, a dzięki temu sam zarabia spore pieniądze – tak jest w sytuacji, gdy Niemcy praktycznie wykorzystują naszą znajomość Wschodu do swoich własnych interesów.

Geopolityka w działaniu i jakie są tego konsekwencje
Żyjemy w  epoce kończącego się Pax Americana. Po upadku Związku Sowieckiego wydawało się, że jedynym światowym hegemonem będą Stany Zjednoczone. I tak się działo aż do prezydentury Baracka Obamy. Teraz właśnie możemy zaobserwować, jak dochodzi do pierwszych przejawów globalnej konfrontacji – na polu gospodarczym i politycznym – pomiędzy Chinami i USA. Konfrontacja z Chinami jest w tym momencie

Wszelkie pakty, jakie mamy podpisane z Unią Europejską i NATO, warte są tyle, co papier, na którym zostały napisane

priorytetowym teatrem działań amerykańskiej polityki zagranicznej. Dzisiejsze Stany Zjednoczone nie są już w stanie pełnić roli globalnego żandarma, a od czasu ostatniego kryzysu finansowego już nawet finansowo nie stać ich na utrzymywanie swoich sił zbrojnych i marynarki w każdym zapalnym rejonie świata.

USA muszą się skoncentrować na walce o dominację nad Pacyfikiem. Kontrola nad kluczowymi cieśninami Pacyfiku jest bowiem kluczem do odgrywania wiodącej roli w światowym handlu. Nieprzypadkowo Chiny, już od kilku lat, intensywnie budują swoje siły morskie. Amerykańscy analitycy zdają sobie też sprawę z faktu, że w Chinach nie obudził się jeszcze naturalny popyt wewnętrzny, kiedy jednak klasa średnia w tym kraju będzie już na tyle mocna, aby kupować dla siebie tzw. dobra luksusowe Państwo Środka przeżyje boom gospodarczy, którego jeszcze nie widziały dzieje światowej gospodarki.

Brak wymienialności chińskiej waluty – juana – sprawia, że cały dzisiejszy świat handlu staje się niejako zakładnikiem ogromnych rezerw walutowych skupionych w państwowym, centralnym banku Chin. Ogromna nierównowaga w handlu z Chinami sprawia też, że Chińczycy – w dowolnie wybranym przez siebie momencie – będą mogli zaproponować zdetronizowanie dolara jako podstawowej waluty rozliczeniowej w handlu surowcami energetycznymi i strategicznymi. Konsekwencje słabnącej supremacji USA spadają, w pierwszym rzędzie, na Izrael, który dziś już nie może liczyć na bezwzględny parasol ochronny, jaki – przez ostatnie kilkadziesiąt lat – USA rozpinały nad państwem żydowskim. Ostatnie starcia Izraela z Hamasem pokazują, że Stany Zjednoczone wcale nie kwapią się do militarnego i finansowego wspierania izraelskich wojen. Barack Obama stał się w Tel Awiwie najbardziej znienawidzonym prezydentem USA. Wycofywanie się USA z Bliskiego Wschodu nie jest podyktowane żadną ideologią, a jedynie zimnym rachunkiem ekonomicznym. Ameryki nie stać dziś na jednoczesną wojnę z całym światem arabskim przy jednoczesnej morderczej konkurencji z Chinami.

Celowo tak wiele piszę o  sytuacji geopolitycznej, aby uświadomić czytelnikom, że nasze, polskie rachuby oparte na wierze w „amerykańską pomoc dla polskiej sprawy” są jedynie nierealnymi mrzonkami. Polska i cała Europa Środkowa znajdują się dziś na szarym końcu amerykańskiej listy priorytetów. W razie konfliktu praktycznie nie pomogą nam ani Stany Zjednoczone, ani też zdominowany przez Amerykanów Sojusz Północnoatlantycki. Nie pomogą nam, bo po prostu nie mają dziś takiej mocy.

Polska jest dziś praktycznie zdana na samą siebie. Niemcy ciągle nie mogą się zdecydować na rolę europejskiego hegemona – zdominowana przez nich Unia Europejska coraz bardziej staje się jedynie ideologicznym konstruktem, którego gospodarcza i administracyjna wydolność zmniejsza się z każdym rokiem istnienia.

Rosja, po nieudanym blefie Putina, zaczyna pogrążać się w gospodarczym chaosie. Nie udała się desperacka próba Rosji wysforowania się do pierwszej ligi graczy, walczących o tworzenie nowego porządku świata. Putin chciał siłowo wedrzeć się do pierwszej ligi państw, które będą uczestniczyć w nowym podziale światowych wpływów. Galopujące obniżki cen na ropę i gaz oraz międzynarodowe sankcje sprawiły, że Rosja zaczyna drżeć w swoich posadach. Rubel słabnie, kurczą się dewizowe rezerwy Kremla. To wszystko sprawia, że Rosja staje się bezsilna w światowej grze, niestety, jest to wprost proporcjonalne do stopnia, w jakim dzisiejsza Rosja zagraża swoim sąsiadom, a więc także i Polsce.

Miękkim zagrożeniem dla nas staje się zatem także gospodarcze i polityczne skolonizowanie przez Niemcy. Stoimy w obliczu zagrożenia poważnymi tąpnięciami w gospodarce Niemiec – mającej spore aktywa w Rosji, co musi odbić się także na naszej gospodarce. Realną groźbą staje się też zachowanie coraz bardziej nieobliczalnej Rosji.

Co czynić?
Warunkiem zabezpieczenia polskiej niepodległości i państwowego istnienia jest odbudowa wewnętrznej siły narodu. Polskie państwo musi mieć „środek ciężkości” wewnątrz siebie. Tylko bowiem na siebie i na własne siły polskiego żywiołu możemy dziś liczyć. Wszelkie pakty, jakie mamy podpisane z Unią Europejską i NATO, warte są tyle, co papier, na którym zostały napisane. W praktyce niewiele przyniesie także nasza instynktowna wiara w sojusz ze Stanami Zjednoczonymi.

Łatwo powiedzieć – „środek ciężkości”. Bez zbudowania państwowotwórczej, kierującej się ideami elity nie będzie to w ogóle możliwe.

A więc praca u podstaw. Kształcenie, pieczołowite selekcjonowanie wartościowych ludzi do służby w  administracji kraju. Nie możemy ciągle żyć, krytykując obecne, przeważnie pochodzące z postsowieckich domów, uzurpacyjne elity naszego państwa.

Odbudowa „środka ciężkości” to warunek istotny, jednak nie jedyny. Następnym jest odbudowa polskiego kapitału, odbudowa systemu, dzięki któremu polski żywioł będzie mógł funkcjonować. Polskie interesy mogą z powodzeniem rozwijać się na Wschodzie, jakikolwiek ten Wschód będzie. Możemy handlować i prowadzić w tym rejonie przedsięwzięcia. Tam nasza gospodarka i kultura ciągle będą miały swoją magnetyczną moc.

Racją stanu polskiego państwa jest obecnie możliwie szybkie pozbycie się korupcjogennego biznesu, który traktuje polskie terytorium jako obszar gospodarczo podporządkowany. Uporządkowanie stosunków gospodarczych i jasne skrystalizowanie zakresu polskich interesów przyniesie tak duże wzmocnienie państwa, że jego interesy będą wreszcie poważnie brane pod uwagę na międzynarodowym forum. Nikt bowiem nie liczy się z państwem, którego elity są na tyle zdegenerowane, że potrafią jedynie wysługiwać się obcym interesom. Polska ma dziś status państwa mało poważnego, rządzonego przez bezideową i skorumpowaną grupę polityków. Możemy przełamać naszą bezradność, musimy jednak pokonać to, w czym tresowano nas za czasów PRL, a potem jeszcze wzmocniono w okresie 25 lat istnienia III Rzeczpospolitej. Musimy pokonać „wyuczoną bezradność”, musimy przezwyciężyć to, co oględnie nazywamy „cierpliwością polskiego społeczeństwa”. Tu nie wolno już czekać. Tylko aktywność świadomych obywateli może wytworzyć nową jakość w definiowaniu państwa i jego interesów. Potrzebna jest nam wiara w nasze możliwości oraz świadomość tego, że z naszymi problemami musimy sobie poradzić sami. Wtedy nasze zamiary zaczniemy mierzyć poziomem realnych i ambitnych aspiracji. 

Jeszcze tylko drobna korekta w naszym narodowym charakterze, tak abyśmy wspierali naszych wybitnych ludzi. Musimy wyzbyć się najgorszej naszej narodowej cechy – zazdrości. Wsparcie wybitnych polityków, którzy przecież muszą się pojawić, może dopełnić dzieła reformy organizmu państwa i skierowania go na tory, na których naprawdę Polska może zajaśnieć. Możliwe? Ja wierzę, że tak. Zbiorowe marzenia, przekute w realne działania prawdziwych, republikańskich elit, muszą przynieść zaskakujące i dobre rezultaty.

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.