Człowiek z tefauenu patrzy na księgarnie

  • Posted on: 28 February 2015
  • By: Witold Gadowski
Śmierć księgarni, a zwłaszcza takiej księgarni jak „Pałac Spisza” – przez osiemdziesiąt lat mądrze rozmawiającej z krakowskim rynkiem, jest jak śmierć mądrego, człowieka, który często był przewodnikiem w trudnych sprawach.

 

Nie wszyscy ludzie przechodzący obok witryny likwidowanej księgarni maja jednak podobne myśli. Bywają „artyści”, którzy księgarni nie potrzebują, ba chętnie by je wszystkie spalili. Ich półki przypominają bowiem o tym, że ciągle tak mało zrobiliśmy, tak mało wiemy.


Znam pewnego zadufka, który pracował w TVN, jako reżyser, a teraz wypisuje ogniste pochwały pod adresem rządzących. Jest na tyle prymitywny, że od razu wiadomo o co mu chodzi. Liczy na to, ze przychylne spojrzenie rządzącym sprawi, ze ktoś zleci mu jakąś reżyserską robotę, nie bacząc na to, ze jest kompletnym beztalenciem. Jasne i z perspektywy takiego prostaka, skuteczne. 


To właśnie beztalencia najgłośniej i najbardziej jazgotliwie wspierają dzisiejszą władzę. Istnieje bowiem jakaś tajemna wieź pomiędzy beztalenciami, udającymi artystów i beztalenciami wyniesionymi do władzy przez niejawne układy.


Ewa „Wykładzina” Kopacz znakomicie pasuje do towarzystwa tego „tefauienowskiego mistrza intelektu”. Oboje są tak samo autentyczni w odgrywanych przez siebie rolach.
Pan „reżyser z tiefauen” napisał, że sporo podróżuje i napełnia się dumą, że Polsce tak dobrze idzie, a takiej Białorusi czy Ukrainie już nie.


 Droga podróbko Altmana, musisz zważyć na fakt, ze można wiele podróżować i niczego w istocie nie zobaczyć. Cień rzucany przez takiego „podróżnika” jest bowiem tak wielki, ze przesłania wszystko, co „wędrowiec” mógłby zobaczyć i zrozumieć. 


Najbardziej groteskowy jest fakt, ze tak wielkie – we własnym mniemaniu – cienie, rzucają zwykle postaci będące artystycznymi impotentami. Prawdziwy artysta nasyca się wszystkim co go otacza, chłonie,, emocjonuje się światem. Nie zważa na gratyfikacje, po prostu tak żyje, jak to dyktuje mu jego zachwyt nad światem.


impotent udający artystę świata nie potrzebuje wcale,  skupia się jedynie na sobie i na imitowaniu najbardziej modnych zachowań  i wypowiedzi. Takich durniom nie starcza już skóry, aby się jeszcze modniej wytatuować. Najbardziej żałosne jest jednak to, że takiego „wielkiego podróżnika” nikt nie jest w stanie nawet zauważyć, cień który rzuca jest bowiem mizerniejszy niż więdnąca nadzieja na rządowe frukty.


Po co pisze o takim osobniku


Bo to przykład nowego człowieka, człowieka z tefauenu. Był z marmuru, był z żelaza, a teraz zjawił się im podobny (podobnie uczepiony realiów) człowieka  z tefauenu.
Takim artystom nie potrzebna jest żadna kultura,  im wystarczy transmisja najbardziej modnego mimetyzmu, którą zajmują się takie „media” jak właśnie jego rodzimy tvn. Takim ludziom nie potrzeba księgarń, nie potrzeba kin, teatrów. 


Im potrzebne są jedynie modne ciuchy i modne reklamy, z których wyciąga tylko jedną esencję – jak w modnych knajpach, wśród takich samych jak on pustaków, odgrywać wielkiego, analizującego świat i ludzi, artystę.


I pomyśleć, ze pierwotnie miałem napisać tylko sentymentalny tekst o śmierci cudownej osiemdziesięcioletniej księgarni z krakowskiego rynku. 


Jej grabarz - komuch Majchrowski , rządzący Krakowem – na mocy szatańskiej nieruchawości jego mieszkańców – doprowadził do sytuacji, w której w rynku miasta uchodzącego za stolicę kultury i artystów, jest pięć burdeli i tylko jedna już, ledwo dysząca, księgarnia.


Umarła właśnie księgarnia w „Pałacu Spiskim” i jest to śmierć symboliczna, po której z ulga oddychają tacy – jak opisany powyżej – „reżyserzy”. 


Kraków stał się miastem wulgarnego geszefciarza, chama ustrojonego w piórka dorobku minionych pokoleń. Czerpie taki, z właściwa sobie powierzchownością i chciwością ze skarbnicy kultury i wszystko zamienia w substancje o mocno wtórnym zapachu.


 Takiemu pozerowi nie potrzeba żadnej prawdziwej kultury, ba on jej wręcz nienawidzi – bo właśnie prawdziwa kultura jest w stanie pokazać mu jego własny skarlały cień. 
Żyjemy w czasach, gdy podróbki mężów stanu imitują zachowania prawdziwych mężów stanu, a imitacje artystów odgrywają żałosne spektakle wcielania się w zewnętrzne przejawy zachowań artystów szczerych i prawdziwych.


Świat podróbek – nie ma w nich prawdziwych ludzi, są tylko żałosne kukiełki.


I pomyśleć, że to wszystko przyszło mi do głowy w momencie, gdy stanąłem przed witryną likwidowanej właśnie księgarni.


Biedny Polak patrzy na witrynę księgarni, nie stać go na drogie książki, a jego przyjaciółki – księgarni, do której wchodził, aby wdychać zapach zadrukowanych stronic, gładzić dłonią okładki, nie stać już na dłuższe życie.  Księgarnie umierają , ich żebracze zasiłki nie starczają już na życie.


Cham kupi książki w supermarkecie, tyle ile trzeba,  aby zapełnić półki w mieszkaniu kupionym za korporacyjny kredyt.

 

Tuczy się jedynie ministerstwo kultury i  hałastra pieczeniarzy, którzy szczelnie je oblepili. Im nie potrzeba księgarni… no, ale o tym to już napisałem.

Komentarze

Słabo panie Gadomski. Pan podróżuje po m.in. Krakowie i dużo pan widzi i zapewne wie, ale niewiele rozumie. Księgarnia, choćby dostała królewskie zapomogi, jeśli nie będzie sprzedawała tego czego ludzie chcą, nic nie będzie znaczyć. A u pana jak zwykle - ogromna wiedza i doświadczenie (które cenię i dlatego czytam) miesza się często z kampanią polityczną (która często prowadzi pana do wniosków uragajacych logice)

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.