Zanim nastąpi potop

Coraz więcej osób z niepewnością szuka konkretnej odpowiedzi na odwieczne pytanie: czy żyjemy w czasach nadzwyczajnie ostatecznych? Czy właśnie – nieomal na naszych oczach – kończy się nasz polski świat? Tak zwykle się dzieje, gdy wokół jest coraz więcej zgiełku, a coraz mniej informacji.

Coraz więcej osób z niepewnością szuka konkretnej odpowiedzi na odwieczne pytanie: czy żyjemy w czasach nadzwyczajnie ostatecznych? Czy właśnie – nieomal na naszych oczach – kończy się nasz polski świat? Tak zwykle się dzieje, gdy wokół jest coraz więcej zgiełku, a coraz mniej informacji.

Promocja zboczeń, coraz bardziej zajadłe ataki na kościół katolicki i święte dla większości wartości. Tracimy zaufanie do polityków, wokół wzmaga się wrzawa związana z żydowskimi roszczeniami dotyczącymi mienia bezdziedzicznego. Rządzący odpowiadają – co prawda – twardo, ale ze strony narodowców ciągle płyną oskarżenia o udawanie, kłamstwo, nie podejmowanie walki w obronie polskich interesów. To wszystko budzi lęk i niechęcenie. Panuje coraz większy zamęt, a zatem może – po raz kolejny – podejmę próbę uporządkowania rzeczy i pokazania gdzie mamy do czynienia ze sprawami naprawdę istotnymi, a gdzie panuje jedynie propagandowa mgła.

Neomarksizm (operuje wieloma narzędziami: nadmiernie rozumiane prawa kobiet, dzieci, zwierząt, LGBT i jej polityczne emanacje, tzw „postępowy kościół” a la „Tygodnik Powszechny”, „Więź” i „Znak”,polityczna poprawność, walka z „mową nienawiści”, przymusowe etykietowanie osób mających inne poglądy mianem „nazistów”, „faszystów”, „wrogów wolności”, czy też układy z ponadnarodowymi korporacjami i bezwstydna promocja ich interesów kosztem wartości tradycyjnych) poprawnie zdefiniował swoich głównych przeciwników. Bez rozbicia wszystkich tradycyjnych instytucji jego wizja przemiany społeczeństwa i wprowadzenia „władzy filozofów” („ekspertów i autorytetów”), bez przemiany tradycyjnej estetyki opartej na dostępnym każdemu mechanizmie wartościującym, bez oderwania ludzi od ich naturalnej historii i dziedzictwa, nie uda się niczego przeprowadzić, nie wzejdą owoce forsowanej dziś (na nowo) rewolucji.

Rewolucja

Jeśli myślicie, że marksiści poniechali swoją wiarę w rewolucyjne – a więc i związane z przemocą – zaprowadzenie swoich rządów w utopijnym „społeczeństwie szczęśliwym”, to jesteście w brzemiennym błędzie. Brzemiennym, bo przynoszącym tragiczne skutki.

Oni zrozumieli jedynie, że za pomocą tępych Kałmuków, matrosów z „Aurory” i wszelkiego innego ludu z realnego „Mordoru”, nie da się zmienić świata. Nie istnieją siły, które przemocą mogą zagnać wszystkich – na powrót – do kołchozów i zmusić masy do poparcia sztucznych idei stanowiących woal dla konkretnych interesów. Rewolucja polegająca na masowym upuszczeniu krwi, jak onegdaj bywało, nie jest dziś już możliwa. Każda bowiem większa światowa zawierucha wywoła jedynie jądrową hekatombę i prawdziwy koniec dotychczasowego istnienia.

Pojętni uczniowie Lwa Trockiego zaprojektowali wiec zupełnie nową rewolucję – Rewolucję 2.0.

 Dziś realne panowanie przynosi władza nad sieciami komunikacji i przenoszenia informacji. Nie potrzeba wielu komisarzy, aby opanować najbardziej newralgiczne węzły świata. Wystarczy tylko odpowiedni zasób pieniędzy, aby mieć ich tam, gdzie ich właśnie potrzeba, tam gdzie mogą kontrolować treści. 

Tworzy się więc coraz bardziej zglobalizowany i homogeniczny przekaz. Panuje tylko jedna szkoła rozumienia świata. Rewolucja się uda jeśli nowi architekci osiągną znaczące panowanie we wszystkich dziedzinach ludzkiej aktywności, a że ta aktywność coraz mocniej przenosi się do informatycznych sieci neuronowych, więc należy mieć władzę nad punktami kontrolnymi tej sieci. Za pomocą sieci przekazu musza opanować język i narzucić ludziom nowe znaczenia i nowe rozumienia odwiecznych sytuacji . Ciągle pozorują demokrację, ale przecież w istocie są totalitarystami najczystszej wody. Mało inteligentni politycy  Koalicji Europejskiej nie potrafią nawet utrzymać języka za zębami i wprost mówią o tym, że swoje plany muszą dawkować stopniowo, aby nie wywołać w społeczeństwie szoku i aby „prowincja” ich nie przegoniła.

Postępowcy są też rasistami ideowymi, którzy wyznawców wszelkich innych poglądów chcą sprowadzić do kategorii podludzi i poddać efektywnej eksterminacji. 

Rewolucjoniści się nie zmieniają, zmieniają się jedynie ich metody. Nie zmienia się także ich przeświadczenie o własnej wyższości i konieczności poświęcenia części ludzkości dla realizacji własnych planów. Dzisiejsi rewolucjoniści starannie ukryli się w garniturach demokratów (w rzeczywistości nieograniczenie tą demokracją pogardzają) i egalitarystów (realnie żywią przeświadczenie o własnej predestynacji i pogardę dla reszty społeczeństwa, którą traktują jak bezkształtną masę złożoną z ludzi mniejszej przydatności i wartości).

Dziś nie jest istotne do jakiej partii politycznej należą…oni są w każdej partii i w większości redakcji, pilnują, aby nic nie wymknęło się spod rewolucyjnej kontroli. Co ciekawe, tym razem mają znaczną przewagę finansową nad swoimi przeciwnikami. Zbiega się to oczywiście z przekonaniem kręgów elity finansowej, ze właśnie rewolucja może zapewnić im niewzruszalną pozycję światowej arystokracji, Ta rewolucja bowiem opiera się na założeniu, że jeśli zmienimy język tradycji, to świat pozostanie własnością tych, którzy nadają mu materialny impet.

Reduty obrony

Pomimo wielkiej przewagi finansowej i technologicznej napastników nie jesteśmy bezbronni. Musimy jednak pamiętać, że tylko pozostanie nieczułym na syrenie śpiewy rewolucji pozwoli nam ocaleć i zwyciężyć.

Broni nas religia katolicka – to bowiem jedyny system wartości i zbiorowego natchnienia, który stawia przed człowiekiem wymóg bycia wolnym. I właśnie wolność – pojmowana jako równowaga etyczno – poznawcza – jest najbardziej zwalczanym przez rewolucjonistów objawem oporu. Nie może zatem dziwić, że przygotowany jest scenariusz rozbicia kościoła i zepchnięcia go na margines społecznej świadomości. Stąd biorą się seryjne ataki na religijne symbole, zwyczaje i na księży jako takich. Jeśli uda się oderwać przywiązanie Polaków od kościoła, to zostanie powtórzony ten sam eksperyment, który powiódł się w większości krajów Zachodniej Europy. Zeświecczone społeczeństwo kieruje się już tylko nakazami mód i dyktatem płynącym z globalnych przekazów. Techniki marketingowe i kulty kreowane przez celebrytów zastępują w  nim tradycyjne normy etyczne. Jedynym wyjściem jest zatem pozostać głuchym na nawoływania współczesności i trwać razem z kościołem, zwłaszcza w czasie gdy przychodzi na niego próba i wielu fałszywych przyjaciół zacznie gromadnie kontestować zarówno jego ideowe przesłanie jak i sama instytucję.

Niebezpieczeństwo nadchodzi także z wewnątrz instytucji kościoła. Tworzy się środowiska, które napierają na „reformy i modernizację doktryny”. W Polsce nieliczne ośrodki „progresywnych katolików” mogą liczyć na pieniądze firmowane przez George Sorosa: „Tygodnik Powszechny”, „Więź”, „Znak” agresywnie promują pomysły, które sprawić mają, że najpierw polski kościół nasiąknie protestantyzmem, a potem będzie stawał się coraz bardziej jałowy i pozbawiony sacrum. 

W takiej sytuacji wierne i uparte trwanie we wsparciu kościoła jest także wspieraniem obrony Polski przed rewolucjonistami. 

Drugim filarem obrony jest tradycyjnie pojmowany polski patriotyzm i solidaryzm wobec własnego narodu. Im bardziej wmawia się nam, że jesteśmy nic nie znaczącym w świecie narodem, którego istnienie jest w zasadzie anachronizmem, tym bardziej powinniśmy szukać tego co nas łączy i opierać się wszelkim tendencjom do rozmywania nas multikulturalizmem.  Polski patriotyzm ciągle ma sens i swoją siłę. Co więcej, właśnie ten patriotyzm sprawia, ze jesteśmy dla innych ciekawi i wnosimy nowe wartości do ogólnej wspólnoty. Wolni ludzie zawsze gdzieś mają swoje korzenie, to daje im siłę oraz nadaje sens upartemu opieraniu się modnym tendencjom. 

Przyszłość będzie należeć do wspólnot solidarnych wewnętrznie i nastawionych na wzajemne wspomaganie swoich najlepszych przedstawicieli. Nie bogactwa naturalne, ani nawet potęga demograficzna będą decydować o tym kto zdobędzie przyszłość. O tym zadecyduje silna ideowość, motywacja, która za nią idzie oraz wewnętrzna spoistość. Nam – Polakom bardzo wiele jeszcze brakuje do solidarnego spostrzegania siebie nawzajem, lata rządów obcych, nasiana tu agentura, kodowanie zachowań  antyspołecznościowych, to wszystko jeszcze długo wielkim cieniem będzie kładło się na funkcjonowaniu polskiego narodu. Musimy zatem sformułować funkcjonalną, pragmatyczną definicję nowoczesnego polskiego patriotyzmu, a następnie zaaplikować wynikające z tego wnioski do tworzenia polskich doktryn i strategii w każdej dziedzinie.

Patriotyzm niesie dziś ogromny potencjał antyrewolucyjny, powoduje że zachowujemy stare kody kulturowe oraz pierwotne znaczenie podstawowych pojęć.

Siłą w walce z rewolucjonistami musi być odwaga wypływająca z silnej ideowości oraz oddania się narodowej wspólnocie. Nie jest oczywiście łatwo aplikować tak pojmowane – abstrakcyjnie brzmiące – zadanie do praktycznej realności. Musimy nauczyć się czerpać z własnych dziejów i kultury, odkrywać nowe źródła i stale doskonalić metody edukacji młodego pokolenia Polaków.

Dziś właśnie młode pokolenie może stać się istotnym bastionem oporu, stąd jednym z najważniejszych starć musi być walka o kształt narodowej edukacji. Młodzi Polacy muszą być uczeni nie tylko historii i języka ojczystego, ale także klasycznej logiki i podstaw filozofii. To właśnie te dziedziny budują podstawy do wolnego spojrzenia na otaczający świat. Nie dajmy sobie wypaczyć modelu nauczania. Trzeba twardo trwać w oporze wobec próby inwazji LGBT do szkół i przedszkoli. Nie wolno dopuścić do zaśmiecania świadomości dzieci deprawującymi treściami seksualnymi. To już ostatni dzwonek, aby bronić nasze szkoły. Niedawno, w Krakowie, odbyła się manifestacja zboczeńców, w której uczestniczyło kilka tysięcy, przeważnie bardzo młodych osób. Jeszcze kilka lat temu baliby się wychodzić na ulicę, a dziś maszerują pewni swojej siły i wsparcia ze strony prominentnych środowisk. Niestety bezczynność środowisk konserwatywnych sprawiła, że noga dewiantów wstawiona w publiczne drzwi sprawiła, że staja się one coraz mocniej rozwarte. Gorszycieli należy strzec się szczególnie, oni bowiem wykonują najbrudniejszą i  najbardziej rozbijającą wspólnotę robotę. Często czynią to za pieniądze krajów i organizacji, które u siebie przestrzegają norm moralności w przestrzeni publicznej i tępią wszystko co, co nasyłają do krajów ościennych, które chcieliby opanować za pomocą mentalnego i moralnego wydrążenia.

W walce, którą przyszło nam prowadzić ufać możemy jedynie naszej religii i własnemu zdrowemu rozsądkowi. Nie możemy przejmować się tym czym będą nam grozić i jakie oskarżenia przeciwko nam wytoczą. Nie musimy wcale być modni, ani budzący zachwyt. Nie musimy imponować odnoszonymi przez nas sukcesami, wystarczy, że zachowamy odwagę i hart ducha, które niezbędne są do skutecznego oporu. Musimy obronić nasz język, nasze wartości i naszą tradycję. Tylko tyle…czyżby takie zadanie przerastało możliwości pokolenia, które reprezentujemy?

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
7 + 1 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.