Twardziele posuwają świat do przodu

Ojcu Tadeuszowi Rydzykowi przyglądam się od lat. I co? Jego dzieła mówią dziś mocniej niż on sam. Szkoła, którą stworzył wypuszcza ze swoich murów rzetelnie przygotowanych do dziennikarskiego zawodu absolwentów, działa piękna świątynia, działa radio, działa telewizja. Niemożliwe stało się realne.

 Wielu tych, którzy mądrzyli się o tym, że Radio Maryja jest „sekciarskie”, że reprezentuje najbardziej radykalne poglądy, dziś już milczy i nawet zapach po nich nie pozostał. Są jak ci, którzy – przesypując w palcach piasek – rozprawiają o stawianiu domu na solidnych fundamentach.

Konformiści nie są w stanie tworzyć prawdziwych dzieł

Tymczasem dzieła zainicjowane przez upartego Redemptorystę istnieją, rozwijają się i przynoszą coraz lepsze owoce.

Dlaczego tak się stało?

Bo ojciec Tadeusz, choć na to wcale nie wygląda, jest – po prostu – twardzielem. Nie był jednym z miękusowatych intelektualistów, zawsze skłonnych aby włos podzielić na czworo. Przywdział pancerz nosorożca i uparcie parł naprzód, nie zważając na kwękania pięknoduchów, krytykę malkontentów, tych, którzy wiedzą lepiej i zwolenników „kościoła otwartego”, który spodobałby się dziś pewnie jedynie panu Sorosowi i jego akolitom.

Nie wierzycie? To spójrzcie na dwa obrazki.

Pusta lista frazesów, ksiądz Sowa jako przewodniczący i rzedniejąca liczba wyznawców – to dziś obraz tzw „Kościoła Łagiewnickiego”, który oczywiście nie miał inspiracji płynących z przesłania Faustyny Kowalskiej, tylko z egzegezy pisane na łamach „Gazety Wyborczej” i „Tygodnika Powszechnego”.

 I druga wizja: silny, pełen pielgrzymów i ludzi czynnie zaangażowanych w dbanie o Polskę „Kościół Toruński”. Ten drugi miał być ponoć ksenofobiczny, zamknięty, pozbawiony głębszej refleksji i oparty na stereotypach, a jednak właśnie ten toruński kościół prawdziwie żyje i ewoluuje wraz ze zmieniającymi się czasami i problemami.

Gdyby nie twardziej ojciec Tadeusz Rydzyk, nic takiego nie miałoby miejsca.

Symboliczne starcie pomiędzy ojcem Rydzykiem i tefauenowskim księdzem Kazimierzem Sową ukazało jak wielką rolę w działaniach społecznych i duchowych ma determinacja, twardość charakteru i odporność na krytykę.

Pieszczoszek salonu nie jest w stanie wytworzyć żadnego istotnego fenomenu duchowego, a nieustępliwy Redemptorysta, twardniejący w miarę jak nasila się krytyka, daje dowody na to jak – w konsekwencji – taka właśnie determinacja i swoisty „napęd” się wspaniale duchowo i materialnie kapitalizują.

Przez cały okres istnienia Trzeciej Rzeczpospolitej trwała nasilona kampania wyrywania zębów polskiemu katolicyzmowi. Nieprzypadkowo wszelkie starania – np. wielu wpływowych kręgów hierarchów – zmierzające do utworzenie ogólnokrajowego, katolickiego dziennika nie powiodły się. W kraju, gdzie ogromna większość obywateli wyznaje katolicyzm – oprócz „Naszego Dziennika”, dzieła upartego Redemptorysty – nie powstał liczący się katolicki dziennik. Za to w najlepsze rozwinęła się i na wiele lat sterroryzowała naszą opinię publiczną laicka, neotrockistowska i antykościelna w istocie „Gazeta Wyborcza”. Tu niech nikogo nie zwiodą kolumny „religijne” zapełniane przez redaktora Jana Turnaua.

Zapewne nadal tkwilibyśmy w neomarksistowskim uścisku propagandy, gdyby nie ludzie uparci, twardzi i praktycznie działający.

Przykłady ojca Tadeusza, czy Jarosława Kaczyńskiego pokazują co naprawdę się liczy. Wcale nie jest to poparcie mediów, tzw „oficjalnie wyrażanej opinii publicznej”, czy ogromne nakłady finansowe.

W ostatecznym rachunku liczy się człowiek, jego format, intencje i życiowy napęd.

Takie ustalenia są zgoła banalne, jednak w czasie gdy tzw „globalna maszynka do mielenia umysłów” coraz mocniej odrywa nas od praktycznego doświadczenia i kształtowanego przez nie sposobu patrzenia na świat, należy uparcie przypominać, że tylko realne działania przynoszą realne owoce. Coraz więcej osób ulega bowiem dwóm masowym kłamstwom.

Pierwsze z nich mówi, że nie ma sensu o nic poważnie się starać, bo wszystko przesądzili już jacyś „starsi i mądrzejsi”, tam, gdzieś „na górze”. Skoro zatem „oni” przesądzili, to nikt już tego nie zmieni, a wiec próżno podejmować jakiekolwiek starania.

Drugi współczesny przesąd mówi natomiast o tym, że zamiast realnych działań wystarczą nowoczesne obrzędy magiczne, swoiste medialne voo doo.  Jednak zawsze tam, gdzie kwitnie magia, należy odszukać tych, którzy dzięki takiemu procederowi intelektualnego obezwładniania wyznawców czerpią z tego wcale konkretne profity.

W tym wypadku są to oczywiście specjaliści od socjo i psycho przemocy, dzięki którym udaje im się okradać masy i żyć na ich koszt.

Całe szczęście, że i w naszych czasach zdarzają się ludzie w cudowny sposób impregnowani na masową indoktrynację, którzy uparcie realizują rzeczy, o których mądrzejsi i bardziej doświadczeni powiedzieli, że są niemożliwe do zaistnienia.

Dzisiejsza epoka pokazuje, że bieg rzeczy wcale nie zmieniają geniusze, czy też ludzie najbardziej do tego predestynowani. Świat idzie do przodu, zmienia się, wyłącznie dzięki ludziom zdeterminowanym, wierzącym w swoje ideały.

Bycie katolikiem dziś, prawdziwym katolikiem, to właśnie taki test na upór i niepodleganie przemijającym modom. Choćby wszyscy wokół twierdzili, ze świat nie potrzebuje katolickiej duchowości, wierzący człowiek trwa przy swoim, w wielu miejscach dzieje się to nawet przy wtórze poczucia osamotnienia i utraty jakiejś niesłychanie doniosłej szansy.

Mody przeminą, pozory powodzenia także, pozostaje to co najważniejsze – miara człowieczeństwa.

Oczywiście dzisiejsi prorocy twierdzą, ze świat postradał już swoje zwyczajowe miary i człowieczeństwo, to właściwie nie wiadomo co, jak zatem nałożyć mu jeszcze jedną, niezmienną miarę?

Krótko mówiąc jeżeli nie jesteś uparty i nie wierzysz dostatecznie silnie, nie będziesz niezależny, otacza nas tak wszechmocny świat medialnej manipulacji, że bez zakorzenienia w rzeczywistości nadprzyrodzonej niczego nie będziemy mogli sensownie uargumentować i udowodnić. Polegniemy tam, gdzie klęskę ponoszą wszyscy ludzie o wierze letniej i słabej – polegniemy w czasie konfrontacji z jakąkolwiek ortodoksją.

Twardość człowieka nie mierzy się jednak deklaracjami, ale dziełami, które za sobą zostawia.

Nasza religia, jest religią wojowników (z samym sobą) zatem nam nawet nie przystoi tchórzyć, rozwadniać, czy wręcz bagatelizować naszą doktrynę. Jako wyznawcy jedynego Odkupiciela mamy też obowiązek dzielić się z wszystkimi odkryciem, że jedynie nasza religia jest prawdziwa.

 

 

 

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
3 + 2 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.