Syntetyczny kawior

Czyli jak lewica oderwała się od realności i poszybowała dalej…

 

Gdybym był niesłychanie bogatym człowiekiem, tak bogatym, że nie dbałbym o pieniądze, a jedynie o władzę jaką one dają, to właściwie nie miałbym naturalnych wrogów. No…prawie bym ich nie miał. Musiałbym się bowiem obawiać, że istnieją jednak sfiksowani (z mojego punktu widzenia) marksiści i socjały, którzy walczą o prawa pracowników i żądają równego dzielenia tego co wspólnym mozołem ludzkość wytwarza. Obawiałbym się istnienia prometejańskich rewolucjonistów, którzy potrafią wszystko wywrócić do góry nogami.

Jak wypatroszyć lewicę

Długo kombinowałbym nad tym jak ich obezwładnić, tak aby nie mogli – podobnym do mnie finansowym feudałom – narobić szkody. Spotykałbym się z  pobratymcami i w końcu wymyślilibyśmy szatański plan. Nie będziemy szczędzić grosza na to, aby w kręgi prawdziwych lewicowców wpuścić wapory idei najbardziej ekscentrycznych i odstręczających normalnych mieszkańców planety od ich głosicieli. Pokierowalibyśmy tym procesem w ten sposób, że naraz wśród tych, którzy normalnie (głupio lub mądrzej) walczyli w imieniu robotników, chłopów czy innej klasy najemnej, wsadzić jełopów promujących homopolityczne treści, domagających się wynaturzonych praw dla mniejszości, „wyzwalaczy” kobiet od niewiadomoczego, uwalniaczy dzieci od rodziców, ideologów seksualnej anarchii prowadzących w efekcie do znudzenia i zniesmaczenia sama tematyką.

 Potencjalnie lewica ma spore wpływy i duży elektorat bowiem tych którzy otrzymują pracę jest znacznie więcej niż tych, którzy mają pomysły jak coś wytworzyć i tym samym produkując stanowiska pracy dla najemników. Kiedy jednak nasycimy jej program truciznami odchylonymi od zdrowego rozsądku, to nie tylko obniżymy jej oddziaływanie w kręgach poważnych i normalnych ludzi, ale także przejmiemy – w sposób ukryty – jej stery i powiedziemy jak pijany oślepionego.

Szczypta spiskowatości

Być może opowiastka, którą państwu zaserwowałem, wydaje się zbyt spiskowa i niedorzeczna, ale kto może wykluczyć, że tak właśnie baron Rotschild z mister Rockefellerem i kilkoma innymi wesołkami nie zadziałali? 

Patrząc na wyczyny lewicy po 1968 roku można odnieść dwojakie wrażenie. 

Po pierwsze zajmują się bardziej tym co rozciąga się w cielesnym pejzażu człowieka poniżej pasa i coraz mniej kontaktują się z tym co jednak pozostało powyżej.

Po drugie lewica sama zaczyna wierzyć w swoje obłędnie oderwane od wielowiekowego doświadczenia teorie i uparcie dąży do ich aplikowania w coraz szersze kręgi społeczeństwa.

Efekt jest ciągle ten sam: lewica coraz mniej  zagraża finansowym feudałom, coraz mniej walczy z niedolą klasy pracowniczej, coraz mniej w ogóle przejmuje się społecznymi nierównościami, a coraz mocniej brnie w kierunku „dark roomu”, z którego wypełznie jedynie zdeflorowana pustka.

Taka lewica, wypasiona na rautach u najbogatszych, wykarmiona przez kontrolowane przez nich fundacje, jest już tylko pokojowym pieskiem na salonach żarłocznych pochłaniaczy fruktów ogólnego mozołu. 

Cóż, teoria jak każda inna z gatunku niesprawdzalnych. Co jednak ma ona wspólnego z naszą dzisiejszą rzeczywistością polityczną. Po uważnym przeczytaniu tego co powyżej wiecie już że całkiem sporo…

Biedroń, Biedroń, biedrońńńń…

Od czasów Abramowskiego i Daszyńskiego nasza lewica nie wymyśliła niczego, co byłoby świeże i nie miało już wcześniej swoich wielokrotnych premier na Zachodzie. Klepią przetłumaczone – czasem pokracznie i niezdarnie – frazesy, wiszą u wymion zagranicznych fundacji i modlą się o to, aby Polska jak najszybciej Polską być przestała. Uwiera ich nasz kraj dosadnie i to od michnikowszczyzny, przez przemądrzałą i klepiacą frazesy autorstwa rozmaitych Krastevów „Krytykę Polityczną” aż do stetryczałej pozostałości po Jerzym Urbanie z nim włącznie. 

Strupieszali pogrobowcy PZPR mają w sobie jeszcze trochę proletariackiej pruderii dawnych partyjniaków (nie wszyscy, raczej ci z frakcji natolińskiej, bo Borowskim i Rosatim raczej wszystko już jedno), ale ich młode pędy nauczyły się jedynie wygodnie żyć za nie swoje pieniądze. Nie przemęczać się, wałkonić i jedynie zdyscyplinowanym chórkiem klepać o faszyzmie, homofobii, „mowie nienawiści” i tym podobnych, nie mających odniesienia do realności abstrakcyjnych – w istocie - konstruktów. Znakomicie ich czerwonosakralne rytuały potrafi ośmieszać Michael Houellebecq.

Dla zniecierpliwionych teoretycznymi wywodami teraz nastąpi kilka swojskich przykładów:

Pierwszy z brzegu: sojusz postpezetpeeru – prowadzonego teraz przez Włodzimierza Czarzastego z homopatryjką Roberta Biedronia. 

Toć w starych towarzyszach wrze krew – mogli tolerować wiele, ale od czasów świeckiej pamięci towarzysza „Wiesława” nie znoszą obyczajowych ekscesów. Być może nieco zmiękczyła to gierkowszczyzna, ale czy akolici Kiszczaka i Jaruzelskiego afiszowali się z poglądami dotyczącymi opuszczonych spodni od swoich szarych garniturów?!

Profesoressy: Senyszyn, Płatek czy Środa wcześniej byłyby traktowane – w tych szeregach – jak witkacowskie babony, a słowołomny Biedroń zasłużyłby u nich jedynie na kilka pał w ramach szybkiej resocjalizacji. 

Czego jak czego, ale perwersji partia nie znosiła i jak nawet trafiła się jej rozbechtana (pod tym względem) Luna Brystygierowa, to na sztandary nigdy by jej nie wpakowali.

Zeszło już na psy…

Kilka dni temu rzecznik SLD pani Anna Maria Żukowska opublikowała tweeta z drastycznym i porażającym wyznaniem: „Rok temu na wspólnym kampanijnym spacerze z psami na Polu Mokotowskim z kandydatem na prezydenta Warszawy – A. Rozenek – pies pani Jaruzelskiej chciał zgwałcić moją (wysterylizowaną, więc to dziwne) sunię. Kiedy ją wzięłam na kolana, podszedł i mi nasikał do butów. Jaki pies, taki pan”. 

Skoro lewica dawno już rozpoczęła proces animizacji człowieka i humanizacji zwierząt, dylemat pani Zukowskiej jawi się jako prawdziwy jęk Hamleta: pozostać wiernym korzeniom i idiolom młodości, czy tez trosce o czystość własnej suni?!

Skwitowanie tematu pogardliwym wzruszeniem ramion nie wyjaśnia niczego. Nasza lewica postpezetpeerewskiego chowu przechodzi proces spieszonej radykalizacji na modłę, która na Zachodzie budzi już odruch ziewania. Czy zatem czeka nas dalej posunieta błazenada, czy też za pomocą mediów i uniwersytetów to właśnie z nas zrobią patentowanych idiotów?

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
1 + 8 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.