Sitwa – zmora polskiej państwowości

Polska nie urośnie bez Polaków. Zdanie powalające banałem, ale czy na pewno? Spróbujmy głębiej wniknąć w sens tej prawdy. 

Mankamentem naszego kraju jest poczucie bezsilności obecne w wielu kręgach społeczeństwa, szczególnie mocno dojmujące na tzw „polskiej prowincji”. Bierze się ono stąd, że dotąd żadnej władzy nie udało się przezwyciężyć zjawiska, które opętuje Polaków i odbiera im sens jakichkolwiek starań – nie udało się zwyciężyć lokalnej sitwy!

Stare prawda mówi, że im słabsze jest państwo tym silniejsze są wpływy i władza lokalnych sitw, które z czasem przeradzają się we wrastające w społeczną tkankę mafie.

Widmo południa Włoch, gdzie rolę administracji i służb policyjnych, wymiaru sprawiedliwości, przejęły organizacje mafijne (N drangheta, Camorra, Sacra Corona Unita, czy osławiona Cosa Nostra) nie jest wcale oddalone od Polski. Im bardziej polski wymiar sprawiedliwości będzie niewydolny i klinczujący się z władzami centralnymi, tym bliżej będziemy powstawania lokalnych gangów, a z czasem i struktur mafijnych, które swoimi pieniędzmi i wpływami powoli będą przenikać, aż na szczyty władzy. Dojmujące przekonanie o wszechwładzy ludzi służb specjalnych, które w Trzeciej Rzeczpospolitej panuje ( niestety zasadnie) od jej zarania psuje atmosferę, blokuje przedsiębiorczość i wolne inicjatywy obywateli.

Smród PRL - u

Po PRL i „okrągłym stole” odziedziczyliśmy system, który osłaniał przestępców ze służb specjalnych i dawnego aparatu władzy. Słynne słowa gangstera „Masy” z gangu pruszkowskiego, który podkreślał, że osławieni – w latach dziewięćdziesiątych – gangsterzy byli jedynie „mafią spod trzepaka”, która pozostawała na usługach funkcjonariuszy dawnych służb specjalnych, są tu najbardziej zwięzła definicją systemu. Na początku tzw Trzeciej RP wystarczył swoisty strajk włoski w policji, aby zastraszyć społeczeństwo i wykazać jak bardzo potrzebuje „starych fachowców”. Medialnie podbijana wszechwładza gangsterów skończyła się z chwilą, gdy dawni esbecy i funkcjonariusze wojskówki wygodnie urządzili się na najwyższych piętrach biznesu i mogli spokojnie wycofać „gangsterskie straszaki”. Co ciekawe w momencie gdy „Masa” zdecydował się ujawnić nieco faktów mówiących o powiązaniach świata przestępczego i służb natychmiast otrzymał mocno pretekstualne zarzuty i aresztowany zamilkł. Wcześniej był współautorem cyklu bajek opowiadających o barwnym życiu półświatka i dobrze na tym zarabiał, kiedy jednak zdecydował się przekroczyć magiczną granicę tabu Trzeciej RP, rychło trafił za kratki.

Dziś wielkie wpływy w Polsce posiadają oligarchowie finansowi, którzy mocno troszczą się o to, aby media nigdy ich tak nie tytułowały. Możemy jednak śmiało sformułować tezę, że – nawet w polskiej polityce – mamy dziś do czynienia z „partią Zygmunta Solorza”, „partią Artura Balazsa”, czy np. „stronnictwem rodziny Kulczyków”. To tylko kilka, losowo wybranych przykładów. Co oczywiste „partie” te zbudowane są w poprzek oficjalnego świata polityki i zrzeszają ludzi, którzy często – w studiach telewizyjnych – urządzają pomiędzy sobą widowiskowe spektakle polemik i sporów.

Dziś pewne maski spadają, ciągle jednak niezręcznie, a czasem wręcz niebezpiecznie jest mówić o tym, że wielcy biznesmeni kiedyś byli małymi figurkami na szachownicy służb, a potem dorobili się jachtów, na których z lubością bywają znani politycy. Czasem nawet takie spotkania są drobiazgowo rejestrowane w zapisie wideo i służą jako polityczne wiano i zabezpieczenie dla przezornych biznesmenów.

Szklany sufit sitwy

Im dalej od Warszawy, tym mocniej widzimy umowność polskich podziałów politycznych. Opiszę to na przykładzie miasteczka S. położonego całkiem jeszcze niedaleko od stolicy. 

W S. panuje M., znany przedsiębiorca budowlany. M. właściwie od wielu lat rozdaje lokalne karty. Nikt w S. i okolicach nie wybije się bez poparcia biznesmena. M. kontroluje zarówno lokalnych działaczy PO jak i PiS, w czasie kolejnych przesileń na centralnej arenie umiejętnie tasuje posiadane w dłoniach karty. Z M. „zaprzyjaźnieni” są właściwie wszyscy członkowie lokalnej elity. Odbiera nagrody za „działalność społeczną” zarówno w kościele, jak i wśród zagorzałych lewicowców. Miastem rządzi zawsze namaszczony przez niego burmistrz. Każdy kto chciałby zmienić układ, sprawić że nieco świeżego powietrza wleci do S. rychło ponosi klęskę i to tak spektakularną, aby innym mieszkańcom miasteczka odechciało się „spiskować”. M. wygrywa wszelkie ważne przetargi i inkasuje spore pieniądze z racji realizowania różnych publicznych przedsięwzięć. Sitwa wyznacza każdemu jego miejsce w lokalnej stratyfikacji społecznej. Wszyscy wiedzą, że nad S. wisi szklany sufit zbudowany przez M. Jak to skutkuje? W miasteczku sporo jest emerytów i młodzieży szkolnej, gdzieś wyparował jednak „demograficzny środek”, ludzie w pełni sił i ambicji, którzy muszą szukać sobie miejsca poza S., najczęściej za granicą lub z dużych miastach. Lokalną sitwę może rozbić jedynie atak z centrali, najazd specjalnej grupy śledczej i śledztwo prowadzone przez maksymalnie oddaloną od S. prokuraturę. Sitwa ma oczywiście i swoje dobre strony: tam gdzie słabość państwowej administracji wprowadza chaos, sitwa wyznacza precyzyjne reguły gry, przejmuje rolę państwa i zazdrośnie strzeże swojej niewidocznej oficjalnie władzy.

Funkcjonalność sitwy

Można nawet powiedzieć, że w takich sytuacjach sitwa i jej siła są funkcjonalne: ludzie wiedzą z kim się liczyć i co robić, aby zrealizować swoje plany. 

Obserwowałem działania klanu N dranghety w niewielkim calabryjskim miasteczku Sibari (słynnym z tego, że papież Franciszek wygłosił w nim ostre przemówienie przeciwko mafii). W miasteczku najważniejszą postacią był don F….oficjalnie zwykły emeryt po przejściach. Całymi dniami siedział w kawiarni i załatwiał rozmaite sprawy. Ludzie odwiedzali jego stolik aby załatwić sobie pozwolenie na budowę domu, ukaranie dręczycieli, ochronę przed emigrantami lub po prostu przychylność donna F. na przyszłość. Ja również odwiedziłem jego stolik i odbyliśmy uroczą rozmowę o szachach i przemijaniu. Mojej ekipie jedynie z ukrytej kamery udało się nagrać kilka momentów gdy się zaniepokoił i tłumaczył, że nie może nic mówić o mafii, ani o jej ludziach bo „karabinierzy i inna gadzina nieustannie siedzą mu na plecach”. Miasteczko funkcjonowało spokojnie, panował w nim spokój a emigranci z Afryki bardzo nerwowo i szybko opuszczali jego teren.

To pewnie rodzaj porządku, jednak czy chcemy, aby właśnie takie warunki zastępowały w lokalnej Polsce funkcjonowanie regularnego państwa i jego służb?

Co robić

Należy jak najszybciej złamać opozycyjny opór środowisk sędziowskich i przeprowadzić radykalną – personalną i strukturalną  - reformę polskiego wymiaru sprawiedliwości.  Sądy muszą działać błyskawicznie, a ich wyroki powinny zacząć budować zaufanie obywatela do państwa.

Przebudowa służb specjalny, a właściwie ich ponowne stworzenie, to warunek nieodzowny i powtarzany od wielu lat. 

Do tego wszystkiego musi wreszcie pojawić się generacja polityków, którzy prawdziwie uwierzą w sens budowy sprawnego państwa.

Tylko tyle….prawda jakie to proste?

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
1 + 1 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.