Powrót człowieka zwanego „królem”

Wiążą się z nim wielkie nadzieje opozycji i mało kto pamięta jak – jednego dnia – porzucił stanowisko premiera rządu RP dla dobrze płatnego, urzędniczego stołka w Brukseli, który uzyskał jedynie dzięki osobistemu wstawiennictwu kanclerz Angeli Merkel. Czy wróci? Czy przełamie wrodzone lenistwo i chęć do chodzenia drogami na skróty?

Coraz głośniej mówi się o tym, że Donald Tusk – po utracie posady w Brukseli – znów pojawi się na polskiej scenie. Coraz częściej były premier pojawia się w Polsce, coraz bardziej obcesowo wypowiada się o polskich sprawach. 

Widać, że tzw „totalna opozycja” do dziś nie znalazła lepszego lidera. Bo też i trudno znaleźć drugiego polityka, który z taka sprawnością wywijałby się od odpowiedzialności za swoje czyny i decyzje. Tusk – dla dużej części wyborców, także tych którym nie odpowiadają uliczne ekscesy KOD i Obywateli RP – posiada urok człowieka z innego wymiaru. Opanowany, uśmiechnięty, kłamiący z wprawą najlepszego aktora i propagandzisty w jednym, niezaprzeczalnie jest jedną z największych nadziei opozycji na to, że w przyszłym roku uda się PiS – owi odebrać władzę.

To co teraz napiszę jest oczywiście bardziej spekulacją niż rzetelnie ugruntowanymi informacjami, ale wobec przyszłości wszyscy jesteśmy bezbronni.

Europejska lista Tuska

Już w najbliższych wyborach do europarlamentu Donald Tusk najprawdopodobniej obejmie patronat nad listą – wybranych przez siebie (czytaj Angelę Merkel) kandydatów na europosłów. Będzie to lista skupiająca zestaw postaci od byłych komunistów: Dariusz Rosati, Ryszard Kalisz, rodzina Cimoszewiczów, Danuta Huebner przez tzw „bezobjawowych konserwatystów” w typie Kazimierza Michała Ujazdowskiego i Pawła Zalewskiego, poprzez trzon Platformy Obywatelskiej i resztek „Nowoczesnej” po środowiska nowej lewicy i znanych politycznych oportunistów w typie Aleksandra Grada, Pawła Grasia, Andrzeja Halickiego czy Rafała Grupińskiego. Taka lista będzie przedstawiania jako swoiste antidotum na rzekomo separatystyczne tendencje PiS. Taki będzie zapewne główny ton eurowyborczej kampanii „ludzi Tuska”: nie chcecie, aby PiS wyprowadził Polskę z Unii Europejskiej, to głosujcie na nas!”. I tu nie należy podejmować polemiki. Propagandowość tego hasła skompromituje się bowiem sama. 

Paradoksalnie ale właśnie w kampanii do parlamentu europejskiego Tusk może ponieść największe straty. Jeżeli bowiem uda się skoncentrować uwagę opinii publicznej na dyskusji o podstawowych wartościach: o wolności, niepodległości, szacunku dla tradycji oraz na obronie etosu wynikającego z katolicyzmu, to wszelkie sztuczki Tuska i jego sztabu mogą okazać się płaskie, miałkie i nie przemawiające do wyobraźni zwykłego Polaka. Wybory do europarlamentu w Polsce to powinna być dyskusja o sprawach zasadniczych, w tym także o tzw „kryzysie uchodźczym” sprowokowanym przez patronkę Tuska, kanclerz Niemiec.

Proszę pamiętać, że Donald Tusk będzie w tej kampanii przedstawiany jako „polski towar eksportowy”, polityk o niebagatelnym obyciu międzynarodowym, swobodnie poruszający się po kontynentalnych salonach.

W tym wypadku istotnym będzie przygotowanie precyzyjnej listy „osiągnięć” „europrezydenta” (jak się go określa w lewicowej polskiej prasie), w istocie mało pracowitego, przeciętnego i nie wybijającego się urzędnika, całkowicie uzależnionego od polityki prowadzonej przez niemiecką kanclerz Angelę Merkel. 

I tu właśnie tkwi największa słabość Tuska, która powinna zostać obnażona przy okazji zbliżających się europejskich wyborów. Tusk nie jest już realnie politykiem polskim. Jego obecność – na drugą kadencję – w Brukseli została sprokurowana przez Merkel, wbrew stanowisku Polski. 

Przypomnę, że kandydatem Polski na stanowisko zajmowane teraz przez Tuska był Jacek Saryusz Wolski.

„Nowoczesność” i „europejskość” Tuska to jedynie cienka, fasadowa retoryka, jeśli dyskusja zejdzie na prawdziwe problemy kontynentu i realne efekty jego działania rychło okaże się, ze Tusk jest politykiem, w Europie, mało ważnym i mało zauważalnym.

Jego prezentacje są raczej na poziomie Jeana Claude Junkera, z tym że Tusk – póki co – ma mocniejszą głowę. Jeżeli w wyborach europejskich uda się wyjść poza – proponowaną przez środowiska „Gazety Wyborczej” i TVN - retorykę kompleksów i poczucia niższej wartości, to obnażenie prawdziwego oblicza „króla Europy” nie będzie nastręczało szczególnych problemów.

Poważna debata, w której pierwszoplanową rolę będą odgrywały problemy przyszłości Europy i jej charakteru na pewno będzie sprzyjać tym, którzy prezentują realną – a nie marksistowsko propagandową – wizję uprawiania kontynentalnej polityki.

Debata powinna skupić się nad najważniejszym problemem: czy Europa – tak jak chciał tego komunista Altiero Spinelli – ma być jednym państwem, w którym stopniowo będą likwidowane narodowej odrębności, czy też kontynent powinien pozostać wielonarodowym organizmem, w którym szanuje się podstawowe wartości – tak jak chcieli tego ojcowie założyciele europejskiej wspólnoty Konrad Adenauer, Alcide de Gasperi i Robert Schuman.

W kampanii do europarlamentu powinna także wrócić sprawa „katastrofy smoleńskiej” i polskiego dążenia do przejęcia śledztwa w tej sprawie przez organy międzynarodowe.

W tym kontekście Tusk nie ma żadnych sensownych argumentów przeciw. On  oddał śledztwo Rosji.

Walka o władzę

W wyborach do polskiego parlamentu Tusk  – nawet jeśli w wyborach do PR poniesie porażkę -  nadal będzie bardzo poważnym zagrożeniem dla skupionej wokół PiS koalicji. Jego – rzekoma, bądź realna  charyzma – wystarczy do tego aby zjednoczyć nieomal cała dzisiejszą opozycję wobec rządów „Dobrej zmiany”.  Poza potencjalnym blokiem , skupionym wokół Donalda Tuska, pozostanie prawdopodobnie jedynie Sojusz Lewicy Demokratycznej. 

Natarcie Tuska zostanie potężnie wsparte przez prywatnej telewizje, media będące własnością niemieckich koncernów oraz przez środowisko Adama Michnika (co naczelny „GW” już zapowiedział). Tusk, w tych wyborach, uzyska wszelkie możliwe wsparcie ze strony Niemiec i służb tego państwa. To niebagatelny atut i nie da się go zbyć jedynie pokrzykiwaniem o „volksdeutschach”, „Targowicy” czy „zdradzie”. 

W polityce liczą się zimne fakty i ten kto zwycięża tworzy odpowiednia interpretację dla swoich dokonań. Tak wiec dopuszczenie do osiągnięcia przez ludzi Tuska wyniku, który uniemożliwi PiS samodzielne stworzenie rządu, będzie destrukcyjne dla wszelkich prób reformy Polski. 

Jak więc nie dopuścić, aby silnej machinie propagandowej na powrót udało się wykreować udowny socjologicznie „efekt Tuska”?!

 Można to osiągnąć jedynie poprzez mrówczą i równomiernie rozłożoną po kraju pracę oraz ukazywanie tego polityka w jego właściwych proporcjach, a więc człowieka przeciętnego, o żadnym dorobku osobistym, powiązanego mocno z oligarchami. 

Ważne jest też pokazanie ludzi, którzy posiadają realne dokonania i na ich tle będzie można nicować tuskową pustkę. W tym celu jednak należy wreszcie wykrystalizować prawdziwą czołówkę władzy. Sam Mateusz Morawiecki nie będzie stanowił skutecznej przeciwwagi dla kreowanego na siłę Tuska. Umiejętności medialne Tuska są bowiem dużo bardziej naturalne niż obecnego premiera. Prawdziwą przeciwwagą dla powracającego, byłego lidera PO, może być tylko ktoś równie naturalny przed kamerami i równie swobodny w dyskusji. Dziś rząd PiS takich postaci jeszcze nie wykreował, a obecni frontmani tej formacji ledwie starczają na dyskusje z bezbarwnym Grzegorzem Schetyną i jego akolitami. Właśnie brak intrygujących i ciekawych osobowości po stronie PiS może okazać się istotnym mankamentem kampanii wyborczej do polskiego parlamentu.

PiS nie może także wykazać najmniejszego zmęczenia władzą, musi iść do wyborów z bardzo konkretnymi, ale również świeżymi postulatami. Kampania natomiast musi być skupiona na pożytkach jakie płyną dla zwykłego obywatela z walki o polską suwerenność i podmiotowość. 

Do czasu wyborów parlamentarnych PiS musi także zatrzeć fatalne wrażenie jakie powstało po zawirowaniach dotyczących tzw nowelizacji ustawy dotyczącej Instytutu Pamięci Narodowej oraz uchwaleniu amerykańskiego aktu 447.

Bitwa prezydencka

Jednym z najważniejszych postulatów dotyczących reformy naszego państwa jest zmiana konstytucji. Obecna jest źle napisana, nieprecyzyjna i in statu nascendi wprowadza istotny konflikt pomiędzy instytucjami prezydenta RP i premiera rządu RP.  W tym celu konieczne jest przedłużenie kadencji niepodległościowego polityka na fotelu prezydenckim. 

Dla nikogo jednak nie jest tajemnicą, że jeśli Donald Tusk powróci do polskiej polityki, to jego najbardziej wyczekiwanym celem będzie zwycięstwo w kampanii na urząd prezydenta RP. Oczywiście wizja konstytucji pisanej przez Tuska to wizja państwa polskiego pogrążającego się w coraz większym uzależnieniu od Niemiec i fasadowych instytucji europejskich w istocie kontrolowanych przez Niemcy. 

Czy kandydowanie Andrzeja Dudy na drugą kadencję wystarczy aby pokonać Tuska? 

Jeżeli Tusk nie osiągnie sukcesów w dwóch wcześniejszych elekcjach, to raczej nie powinno być problemu. Jeżeli jednak stanie się inaczej?! Czy kandydatura Andrzej Dudy będzie najlepsza?

Wszystko zależy od tego jak obecny prezydent wykorzysta ten  czas kadencji jaki mu jeszcze pozostał. Właśnie ostatnie miesiące jego prezydentury zadecydują o szansach Andrzeja Dudy na reelekcję. Obecny prezydent musi wyjść poza stereotyp polityka, który ładnie mówi, ale niewiele robi. Dotychczasowe prezydenckie inicjatywy nie okazały się sukcesami. Prezydent nie odtajnił „Aneksu” do likwidacji WSI, nie udało mu się skutecznie przeprowadzić referendum konstytucyjnego, niewiele pomógł tzw „frankowiczom”, znacząco – poprzez swoje veta – opóźnił realną reformę wymiaru sprawiedliwości. Ciągle prezentuje się jako polityk fasadowy i dość bezbarwny, który nie zbudował wokół siebie znaczącego środowiska politycznego. Ciągle jednak ma szansę, aby wzmocnić swój publiczny wizerunek zyskać atuty, które pozwolą mu wygrać z Donaldem Tuskiem. Na pewno obycie w mediach oraz refleks polemiczny są atutami Andrzeja Dudy i tu nie ustępuje Tuskowi, także prezencja i wiek nie stawiają Dudy w gorszej pozycji w stosunku do potencjalnego konkurenta. Czy to jednak wystarczy?

A może obóz niepodległościowy powinien w wyborach prezydenckich wystawić innego kandydata?

Może takim kandydatem powinna być, lubiana przez Polaków, była premier Beata Szydło?

Tego jeszcze nie wiemy, ale nadszedł czas aby nad takimi właśnie problemami zacząć się zastanawiać.

 

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
14 + 3 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.