Pomiędzy furią, a niemocą

Mapa polskiej opozycji sporządzona na początku roku wyborczego

Krytykujemy działania rządzących – rzecz naturalna, oni powinni podlegać ocenie. Przez chwilę zastanówmy się jednak jak wyglądałoby nasze państwo gdyby jego stery ujęli, w swoje dłonie, przedstawiciele tzw „opozycji”. Innymi słowy spróbujmy odpowiedzieć na  pytania: czy w Polsce istnieje alternatywny – wobec dzisiejszego -  plan dla państwa? Czy istnieją alternatywne elity?

Właściwie cała dzisiejsza opozycja polityczna korzysta z jednej formy przekazu, jest nią emocjonalne wyolbrzymianie „win” Prawa i Sprawiedliwości. Za cały program dzisiejszej „opozycji” wystarcza jej  bycie „antypisem” i histeryczna obrona słabej i nie przystającej do dzisiejszych realiów konstytucji. „Obrona sądów”, „walka z narastającym totalitaryzmem władzy”, zapowiedzi ograniczania swobód obywatelskich i to w czasie gdy Polska jawi się jako kraj, w którym wolność słowa nie ma większych ograniczeń – to wszystko opozycji ma starczyć za polityczny program.

Wiele grzybów, jeden barszcz

 Dzisiejsza opozycja nie funkcjonuje bez wzbudzania podziałów i negatywnych emocji. Nawet jednak tak schematyczna opozycja nie jest jednorodna i nie potrafi wyeliminować wewnętrznych konfliktów. Gdyby nie PiS właściwie nic by tych ludzi ze sobą nie łączyło, tym bardziej, że dzisiejsza opozycja postępuje według zasady: kto przeciw PiS – owi, ten z nami. 

Takie lepiszcze połączyło więc ze sobą Romana Giertycha (byłego szefa Młodzieży Wszechpolskiej) i Włodzimierza Cimoszewicza, byłego sowieckiego aparatczyka działającego w PRL. 

Stefan Niesiołowski, który kiedyś wykrzykiwał o „pornogrubasach”, teraz idzie w parze z postkomunistycznym sybarytą Ryszardem Kaliszem, Krzysztof Król, zięć Leszka Moczulskiego, spija słowa z ust Aleksandra Kwaśniewskiego, „legenda Solidarności” Frasyniuk Władysław kroczy – noga w nogę – z niejakim Mazgułą, oficerem „stanu wojennego” i byłym szefem WSI, generałem Markiem Dukaczewskim. Takich egzotycznych par – na pochodach dzisiejszej opozycji -  jest oczywiście o wiele więcej. Do tego dochodzi mieszkaniec studiów TVN, romantyczny Kazimierz Marcinkiewicz, jest „tramwajarka” Henryka Krzywonos i elektryk – noblista Wałęsa Lech, jest oczywiście były guru Adam Michnik i kroczący za nim Jerzy Urban. Jednym słowem opozycyjny barszcz smakuje zbyt wieloma grzybami, wrzuconymi do jednego talerza.

Pomimo sporych trudności spróbujmy jednak wykreślić polityczną geografię dzisiejszej polskiej opozycji.

Kukiz, Korwin, narodowcy

Prawa flanka dzisiejszej opozycji jest nietypowa, bo odcięta od całej reszty i wyraźnie nią pogardzająca. Tworzą ją działacze, którzy szczerze wierzą w Janusza Korwina Mikke i jego obronę pozycji wolnościowych. Nie zniechęca ich fakt, że często nowe inicjatywy lidera są przez niego samego pozbawiane wyborczych szans. Inaczej rzecz ma się ze środowiskiem narodowców. Tu brak silnej postaci, wokół której grupowaliby się zwolennicy takich poglądów. Narodowcy cierpią dziś na słabe zakorzenienie wśród intelektualistów, zwykle nie wychodzą także poza schematyczne deklaracje ideowe i ogólnikową krytykę dzisiejszego stanu rzeczy. Narodowcom szkodzą także częste rozłamy wewnętrzne oraz brak ekspertów, którzy potrafiliby pokazać ruch narodowy jako prawdziwą alternatywę dla etatystycznych rządów PiS i pojawiającej się tu i ówdzie hipokryzji ludzi dzisiejszej władzy.

Budzący spore nadzieje ruch Pawła Kukiza kończy swoją obecność w parlamencie w znacznie okrojonym – wobec wyborczych rezultatów – gronie. Pomysł na ruch polityczny nie posiadający sformalizowanej struktury okazał się efemerydą, niezdolną do skutecznego przeprowadzenia większej akcji politycznej. Postulaty wprowadzenia „jednomandatowych okręgów wyborczych” oraz inne projekty ruchu Kukiza nie zmobilizowały wyborców i nie zapewniły temu ugrupowaniu stałego i rosnącego poparcia. Sam Paweł Kukiz sprawia wrażenie zniechęconego i zawiedzionego.

Prawej stronie dzisiejszej opozycji trzeba jednak przyznać, że jest ideowa, a jej działacze starają się przygotowywać prawdziwie alternatywny wobec PiS program funkcjonowania kraju. Każde z tych ugrupowań może także współpracować z PiS w nowym parlamencie i być dla tej formacji cennym ideowo partnerem. Ważne jest także i to, że są to ugrupowania autonomiczne i autentycznie antyestabliszmentowe (jeżeli za establiszment uznamy postkomunistyczne elity i ich michnikowsko kuroniowskich poputczików).

Sieroty po Tusku i  Balcerowiczu

Zarówno Platforma Obywatelska jak i pozostałości po „Nowoczesnej”, to ugrupowania zrzeszające frustratów, którzy jeszcze do niedawna byli przekonani o tym, że są wręcz predestynowani do sprawowania w Polsce władzy i rządu dusz. W tej, coraz bardziej bezrozumnej i żebrzącej o obcą interwencję, grupie niedawnych prominentów trudno dziś znaleźć postać wybijającą się i charyzmatyczną. Stosunkowo najwięcej charyzmy w tym środowisku posiadał Mateusz Kijowski, jednak skończył jako potencjalny podejrzany o udział w defraudacjach „obywatelskich środków”. Gdyby nie potężne wsparcie mediów oraz wykształconych w PRL naukowców ugrupowania te nie wzbudzałyby dziś większego zainteresowania. Najsprawniejszym przywódcą tego środowiska okazała się podstarzała i bezbarwna prawniczka Małgorzata Gersdorf. Po odfrunięciu Ryszarda Petru okazało się także, że środowisko partii „N”, to dziś już tylko skłócony fraucymer poszerzony o postaci typu cwaniakowaty Jerzy Meysztowicz, czy fryzjersko wzmożony poseł Misiło. Jest tam też brat księdza Kazimierza Sowy, były marszałek województwa małopolskiego, którego zapamiętano jako autora bon motów jakich nie powstydziłby się „Misiek”, aresztowany niedawno przywódca kibiców krakowskiej Wisły.

Stęsknieni za La Pasionarią

Dzisiejsi postkomuniści z SLD z Włodzimierzem Czarzastym na czele, to już ledwie cień formacji, która niedawno jeszcze rządziła w Polsce. Opuszczeni przez złotoustych Borowskiego, Rosatiego, Cimoszewicza mogą liczyć jedynie na emerycki beton i sieroty po PRL – u. W tym środowisku brak zarówno wyrazistych liderów, jak i wzbudzających emocje publicystów.

Zdolni do wszystkiego

PSL nie tylko zamordował prawdziwy ruch ludowy w Polsce, ale jeszcze wyniósł do władzy ludzi, którzy z elastyczności swoich poglądów uczynili znak rozpoznawczy partii. Dla dobra polskiego życia politycznego udział PSL – u w nich powinien jak najszybciej się zakończyć.

Nieświeży oddech Biedronia

Inteligenckie kręgi wielkomiejskiej snoberii bardzo chętnie ujrzałyby w roli czarnego konia naszej polityki byłego prezydenta Słupska Roberta Biedronia. Biedroń idący ręka w rękę z profesor Środą, Kazimierą Szczuką, czy grubo ciosanymi gwiazdami TVN – u, to propozycja, która w większości Polaków może wzbudzić jedynie uśmiech politowania. Robienie z intymności programu politycznego długo jeszcze nie będzie pociągać Polaków.

Życzenia celebrytów na szczęście nigdy nie stają się faktami. Tak więc nadymaną sztucznie homoformację pana Biedronia nic nie jest (a.d. 2019) w stanie wprowadzić do polskiego parlamentu.

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
4 + 7 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.