Polski Kościół nie jest wyschniętą studnią

Czy katolicyzm może poprowadzić Polskę do sukcesu…

- Polska i chrześcijaństwo to nierozłączna całość, musimy bronić cywilizacji chrześcijańskiej – tak brzmiące, wytarte już nieco komunały, klepią nieustannie politycy prawicy. Prezydent Andrzej Duda nieodmiennie dodaje „złote myśli” o „judeochrześcijańskim” charakterze naszej tradycji. Pomijając ziejącą z tych sloganów praktyczną pustkę warto byłoby zadać prezydentowi rzeczowe pytanie: co rozumie przez pojęcie „judeochrześcijaństwo”?, gdyż tkwi w nim zasadnicze napięcie logiczne. Trudno mówić o jednej tradycji z tymi, którzy negują świadectwo Jezusa Chrystusa.

Nie o rozważania teologiczne tutaj jednak chodzi, a o pytanie: jaką rolę w dzisiejszej Polsce pełni i pełnić powinien kościół i jego hierarchia?

Czy tradycyjne odwoływanie się polskich niepodległościowców do łączności z przesłaniem polskiego kościoła katolickiego jest dziś anachronizmem – jak chcieliby ideologiczni „reformatorzy” polskiego żywiołu spod skrzydeł Adama Michnika – czy też niesie w sobie świeże i inspirujące do działania treści?

Schronienie

Przez wieki kościół stanowił naturalne schronienie dla polskiego żywiołu. Pozbawieni niepodległości Polacy właśnie w polskim kościele odnajdowali skarbnicę negowanych na zewnątrz wartości i tradycji. Dzięki kościołowi polska wspólnota nie uległa rozproszeniu pod władzą trzech zaborców.

Dopiero gdy współczesny wielkorosyjski ideolog Aleksander Dugin z wielką niechęcią wypowiada się o polskim kościele zauważamy jak ważna jest i dziś „schronieniowa” rola polskiego katolicyzmu. Katolicyzmu, który przygarniał pod swoje skrzydła także ludzi bardzo luźno – jak choćby Józef Piłsudski – związanych z religią.

 Niepodległościowa rola polskiego kościoła jest niezaprzeczalna. Długo można też wymieniać litanię księży, którzy odegrali wielką rolę w naszej walce o niepodległe państwo. Krzyż i białoczerwona flaga – w ciągu naszych dziejów – zrosły się w jeden, najważniejszy dla nas symbol. Bo czy – od XVIII wieku – możliwe było stworzenie wizji powrotu państwa Polaków bez jego religijnej symboliki i wartości?

Ci, którzy kwestionują „zbyt wielki udział kleru w polskim życiu publicznym” zdają się nie dostrzegać oczywistych faktów, lub – co gorsza – chcą Polakom wmówić, że kościół dewastuje nasze państwo i sprawia, że staje się ono anachroniczne i traci możliwości rozwoju. „Rozwój” bez kościoła uczyniłby polskie państwo coraz bardziej podobnym do chociażby dzisiejszego Beneluxu i doprowadziłby do coraz mniejszej identyfikacji z nim jego obywateli. Skoro dla większości Polaków wyznawanie religii katolickiej jest stanem naturalnym od urodzenia aż do śmierci, to postulat daleko posuniętej świeckości państwa jest w istocie propozycją roztopienia się Polskości w multikulturalnym żywiole opanowującym całą Europę Zachodnią.

Jeśli zatem dzięki kościołowi przechowało się to co najważniejsze dla Polaków, jeśli właśnie religia katolicka nadaje istotny sens publicznemu zaangażowaniu wielu Polaków, to jej wymazanie z publicznej świadomości pozbawi Polaków bardzo istotnego napędu.

Krótko mówiąc odebranie Polsce katolicyzmu sprawi, ze polski schron zostanie pozbawiony dachu i fundamentów i wydany na niszczące promieniowanie zewnętrznych żywiołów. Takie rozumowanie nie jest żadnym klerykalizmem i dewocją, to jedynie beznamiętne zauważanie niepodważalnych historycznie i społecznie faktów. Żyjemy jednak w czasach gdy przypominanie, tych z gruntu banalnych obserwacji staje się ważne i aktualne.

Kościół syty

Nie od dziś wiadomo, że ciężkie czasy i prześladowania są dla katolicyzmu niczym ożywcza woda spadająca na spragnioną glebę. Nic tak polskich katolików nie utwardza i nie uszlachetnia jak właśnie trudne czasy dla publicznego deklarowania własnej religijności. Dowodnie pokazały to czasy PRL, kiedy wiarę usiłowano zamknąć jedynie w przestrzeni osobistej, a wszelkie jej publiczne przejawy były zwalczane.

Dziś, po trzydziestu latach istnienia tzw Trzeciej Rzeczpospolitej, w której kościół otrzymał wszelkie należne mu dobra i hołdy – często nawet karykaturalnie wyolbrzymione i bizantyńsko celebrowane, kondycja polskich katolików en masse nie wydaje się być najlepsza. W tą sferę naszego życia wkradła się sztampa i teatralność, wielu kapłanów natomiast zaczęło traktować swoje posłannictwo jak spektakularną profesję. W licznych parafiach rozplenił się duch „urzędowania” i sybarytyzmu. 

Polski kościół przestał walczyć o ludzi, zadowala się odcinaniem kuponów od swojej - ciągle aksamitnej - sytuacji. Taki kościół i taki kler systematycznie oddala się od codziennych problemów i zgryzot zwykłych obywateli. Polski kościół stał się często rozleniwiony i ospały, nie obchodzą go burze, które rozgrywają się na zewnątrz. Przyjemny komfort – dla wielu kapłanów – stał się ważniejszy niż walka o ludzi i ich prawa. Wielu kapłanów sprawia wrażenie jakby byli przestraszeni zewnętrznym światem i za wszelką cenę starają się nie narażać się tzw „zwykłemu człowiekowi” a la TVN  często spłycając ewangeliczne wątki i dostosowując je do ograniczonych możliwości percepcyjnych gawiedzi. Od 1990 roku polski kościół jest przesycony zaszczytami i powszechnie publicznie deklarowaną estymą. To – w sposób widoczny – osłabia jego wolę do walki i dawania świadectwa. 

Kościół, który musi walczyć

Są już w Polsce miasta, gdzie księża obawiają się chodzić w sutannach, są jednak i takie gdzie na widok Najświętszego Sakramentu ludzie klękają na ulicy. Długie lata sytości i przywilejów sprawiły, ze polski kościół nieco się rozleniwił. Wielu kapłanów poczęło traktować swoje powinności nieomal jak uprawianie cywilnego zawodu, urzędowanie.

Nadchodzi jednak pora, gdy wierni zaczną wymagać czegoś więcej i nie zadowolą się kolejnymi – sztywnymi – komunikatami z „konferencji plenarnej Episkopatu Polski”.

Już dziś widać – przede wszystkim w przestrzeni internetu – kapłanów, którzy potrafią zapalić tłumy, których słowa mają moc i jednoczą Polaków. Już jest ich kilku, ale z każdym tygodniem przybywa kolejny. Nie są to jednak żadne młodziki, to ludzie doświadczeni i świadomi siły prawdy i słowa. Takich właśnie rycerzy potrzeba dziś polskiej wspólnocie. 

Kiedy będziemy mieli duchowe zaplecze, ludzi, którzy wzmacniają ducha i dodają odwagi, wtedy kwestia niepodległościowego prawdziwie przywództwa politycznego rozwiąże się sama. Po prostu pojawią się ludzie czyści i odważni, których nie będzie można kupić, ani zastraszyć.

Polski kościół czeka prawdziwa próba, ale spowoduje ona jedynie sformułowanie bardziej bezpośredniej komunikacji księży z ludźmi.

Uświadomienie sobie faktu, że dziś katolicka sutanna jest równoznaczna z rycerską zbroją jest tylko kwestią czasu. W polskim kościele tkwi ogromny potencjał ideowy i naturalna inspiracja do działań, które nie tylko pomogą ochronić nasz kraj przed nadciągającymi zagrożeniami, ale posłużą także do wypracowania realnego programu działań społecznych i politycznych, które będzie można nazwać patriotyzmem XXI wieku. 

 

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
9 + 2 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.