Neomarkistowska maszynka do mięsa

To musiało się zdarzyć, choć nie wszystko wygląda tak jakby się na pierwszy rzut oka mogło wydawać. Mówię o nagłym ataku homopolityki na polską zwyczajność. To nie fanaberia i przypadek, starannie zaplanowana akcja przyspieszyła, bowiem Polska ciągle jest ością w gardle „światowego postępu” wylęgającego się – od 1968 roku – w Europie Zachodniej i na Wschodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. 

Z czasem ludzie i pieniądze projektujący przemiany społeczne opanowali wiele innych miejsc, a punktami centralnymi nowego kultu stały się Hollywood i Bruksela.

Tyle uwag generalnych, warto jednak pamiętać o tym, że zarówno miliarderzy promujący „nowy porządek rzeczy”, jak i główni ideolodzy tej manipulacji pozostają w cieniu. Na froncie ataku na „starą kulturę” stoją postaci takie jak George Soros, czy kolejni komisarze Unii Europejskiej. Przy okazji warto sięgnąć do starożytnych mitów i zauważyć, że w naszych czasach Europę uwiódł nie wspaniały, biały byk, a pozbawiony fantazji niemiecki perszeron. 

Dlaczego stworzono ideologię LGBT i ona właśnie stała się głównym narzędziem wstępnego ataku? 

Neomarksiści z tzw „Szkoły Frankfurckiej” sformułowali twierdzenie, że Stary Świat osiągnął swoje apogeum w „doświadczeniu Auschwitz”, wszystko co narastało przez wieki doprowadziło do największej hekatomby w dziejach cywilizowanej ludzkości. Nic więc nie może pozostać takie jak było przedtem. Trzeba zmienić społeczeństwo, zniweczyć stare przyzwyczajenia – a więc rozprawić się z tradycją i religią. Trzeba zmienić świat, bo jest jak źle zrośnięta noga, którą trzeba złamać, aby potem nastawić ją prawidłowo. Brzmi nieco diabolicznie, ale wszelkie ideologie wyrosłe z marksizmu zawierają w sobie co najmniej pierwiastek kabalistyczny i wcale nie są tak racjonalne jak się oficjalnie o nich sądzi. Bunt przeciwko tradycji, przeciwko zastanym więzom i strukturom społecznym towarzyszy marksizmowi, od pierwszych oficjalnych wystąpień Karola Marksa. Nie na to jednak pragnę zwrócić uwagę czytelników. Otóż istotną dla dzisiejszych polskich obserwacji jest kwestia stosunku neomarksizmu do dzisiejszej rzeczywistości. Myśl marksistowska ma sobie zaprojektowany gen mutacji. Trzeba przyznać, ze marksiści (myślę tu także o trockistowskim „odszczepieniu) potrafią wyciągać wnioski ze swoich klęsk. Podstawowym jest tu pytanie: dlaczego marksizm – w swojej sowieckiej wersji – musiał pozorować upadek? Oczywiście od razu przychodzi do głowy argument ekonomiczny – marksizm upadł, bo nie był w stanie konkurować z kapitalizmem w wersji zachodniej. Gospodarka planowa przegrała z tzw „wolnym rynkiem”. To mit, znakomicie usypiający antykomunistyczny świat. Jak bowiem wytłumaczyć – w tym kontekście – choćby gospodarczy progres ChRL? Chińska wersja marksizmu stworzyła kapitalistyczny model centralnie sterowanej gospodarki i dziś skutecznie konkuruje on z „wolnym rynkiem”. Może zatem, ten „wolny rynek” i jego samonaprawiająca się doskonałość także jest mitem? To dygresja. 

Wróćmy do neomarksistów. Otóż zrozumieli oni, że głównym mechanizmem, którego opór okazał się dla komunizmu kruszący …była tradycyjna struktura społeczna, a szczególnie instytucja wielopokoleniowej rodziny!

Musieli zatem stworzyć skuteczne narzędzie do rozbicia rodziny. Było im o tyle łatwiej, że – postulowany przez Antonio Gramsciego – „marsz przez instytucje” przyniósł im absolutną dominację w mediach, na uczelniach i w kręgach kontrolujących kreację idei politycznych. Stworzenie ideologii gender, a w ślad za nią narzędzia jeszcze bardziej funkcjonalnego – homopolityki w wydaniu LGBT było tylko kwestią pieniędzy i uruchomienia machiny obejmującej kulturę, sztukę, edukację,naukę i kontrolowany rozwój rozmaitych karier politycznych.

Rodzina zwyciężyła z komunizmem, bo indoktrynacja napotykała na prawdę przekazów świadków historii – dziadków, rodziców. Stare prawo propagandy głosi, że jest ona skuteczna gdy następuje kąpiel człowieka w propagandowych przekazach, gdy nie ma możliwości dotarcia do źródeł alternatywnych. Rodzina skutecznie prała młode mózgi z marksistowskiej propagandy, która wprawdzie była totalna, ale miała swoje słabe strony, najbardziej wrażliwym punktem była właśnie tradycja, religia i rodzina, które – wbrew ideologicznej i fizycznej przemocy – przechowywały idee starego świata.

Nie łudźmy się, stary mit o Prometeuszu, który – wbrew Zeusowi – wyzwolił ludzi, w marksizmie trwa równie mocno, jak przekonanie że ludźmi można sterować byleby wcześniej opanować narzędzia propagandy i dobrze zbudować pułapkę ideologicznej kąpieli totalnej. Koszty – dla wszelkiej proweniencji marksistów – nie odgrywają żadnej roli. Są jak odrastająca wątroba codziennie wyszarpywana Prometeuszowi przez sępa/orła. Nie ma rewolucji bez ofiar i aby było szczęśliwie, to wcześniej trzeba doprowadzić do utylizacji „elementów reakcyjnych i wstecznych”.

Atak na rodzinę

Neomarksiści uznali, ze po pierwsze społeczeństwa nie uda się przebudować siłą armii i aparatu represyjnego, trzeba to zrobić bardziej finezyjnie. Przemoc przenieśli w sferę mediów, nauki i tworzenia opinii. Najskuteczniejszym narzędziem do rozbijania rodziny stała się właśnie ideologia związana z LGBT. Metodą stopy w drzwiach, krok po kroku, zwiększano natężenie tej propagandy. Stworzono kilkadziesiąt płci, zniszczono system edukacji (aby ludzi pozbawić zdolności trzeźwej oceny medialnych przekazów i politycznej nowomowy). Jednocześnie stworzono etykę sytuacyjną, dowodzenie relatywne i rozchwiano wszelkie pewniki, na których opierała się dotychczasowa cywilizacja. Bezwstyd i nihilizm LGBT, to tylko narzędzia ku temu aby rozbić tradycyjny model rodziny. Starszych należy oddać do domów starców, poddać eutanazji… a młodzież zagonić do aktywności wykluczającej przebywanie w rodzinie. Jak w marksistowskich kibucach młodych ludzi ma wychowywać „świadoma społeczność”, a nie reakcyjni rodzice.

W Polsce dopiero teraz odczuwamy konsekwencję i bezwzględność działania tego mechanizmu. Dopiero teraz dowiadujemy się, że kolejne światowe firmy włączają się w promocję homopolityki. Zwalnianie ludzi – za cytowanie Biblii – w IKEI jest tylko ilustracją tego co dopiero nas czeka.

Atak na kościół

Polska jawi się dziś jako jeden z ostatnich tak katolickich krajów w Europie. Akcje takie jak „Różaniec do granic” rozpiekliły europejskich włodarzy do tego stopnia, że uznali iż należy działać niezwłocznie. Wszak z tej Polski może wyjść jakaś niekontrolowana rekonkwista. 

Dlaczego tak nienawidzą katolików? Podstawowym wymogiem naszej religii jest …obowiązek bycia wolnym! Wolnym natomiast jest ten człowiek, który potrafi samodzielnie myśleć i wartościować bez podpierania się opiniami medialnych „autorytetów”. Taka ideologia nie może współistnieć z neomarksizmem, jest jak obca cywilizacja, która nie jest stanie współegzystować – na jednym terenie – z marksizmem w jego kolejnych mutacjach. 

Kościół należy zatem rozbić od środka, zohydzić w oczach medialnego społeczeństwa, odebrać mu prawo zabierania głosu w sprawach publicznych, a finalnie przemienić w skansen – jakim stały się różne odłamy protestantyzmu, czy anglikanizmu. Skansen bez żadnej siły społecznej. Należy zatem, także i Polaków, oswoić z codziennymi atakami na kapłanów i świetokradczymi „happeningami”, które przecież są jedynie ekspresją wolności słowa. Rozbicie kościoła i rodziny uczyni Polaków takimi samymi automatami – jakich coraz więcej jest na „oświeconym Zachodzie”

***

Wszystko na co zwracam uwagę to oczywistości. Brzmią jednak jak wyznania człeka owładniętego spiskową obsesją. To jednak rzeczywistość, którą każdy może dojrzeć jeżeli poczyta choćby Chestertona i spojrzy na dzisiejszość z pewnego dystansu.

 

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
1 + 13 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.