Kiedy historia mówi: sprawdzam

Czy „dobra zmiana” jest gotowa na wyzwania przyszłości

Żyjemy w epoce, w której świat – w ciągu kilku lat -  zmienia się szybciej niż przez poprzednie stulecia. Polska znalazła się na ryzykownym kursie – podjęła próbę budowy suwerennego państwa, które ma swoje interesy, a sojusze weryfikuje po efektach jakie one przynoszą. 

Kurs jest ryzykowny bowiem wywołuje agresywne reakcje naszych sąsiadów, może jednak przynieść rezultaty, o jakich nasi przodkowie mogli jedynie marzyć. To, czy tak się stanie zależy od sytuacji międzynarodowej, w pewnej jednak części zależy także od dojrzałości, rozsądku i zręczności ludzi, którzy dziś Rzeczpospolitą władają. 

Czy Prawo i Sprawiedliwość jest przygotowane do globalnej gry o polskie interesy? Czy rozumie zasady, według których ta gra się toczy? Czy dobrze wybrało sojuszników, czy nie zostanie zdradzone, czy uda mu się powściągnąć – wspomaganą z zewnątrz – rebelię? 

Pytania mnożą się same. Czy jednak znamy na nie odpowiedzi? 

To już nie tylko prosta zabawa intelektualna, to być może najważniejsza batalia jaką przyjdzie nam toczyć od 1918 roku.

Krótka ławka?

O PiS zwykło się mówić : partia Jarosława Kaczyńskiego. I właśnie koncepcje Kaczyńskiego stały się kamieniem węgielnym dzisiejszego oblicza tego ugrupowania. Należy jednak pamiętać, że u źródeł sukcesu koncepcji PiS leżał bunt przeciwko jawnej niesprawiedliwości, z jaką spotykały się, w Trzeciej RP, ofiary przestępstw. Koncepcje zaostrzenia kar wobec sprawców groźnych przestępstw oraz podkreślanie konieczności opieki nad ofiarami ich działań stały się źródłem sukcesu PiS. Działalność Lecha Kaczyńskiego – jako ministra sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka – uwiarygodniła to środowisko i nadała jego postulatom konkretnego wymiaru. W pewnym momencie PiS stał się partią nowych koncepcji prawnych. Nawiasem mówiąc niech nikogo zatem nie dziwi dzisiejszy impet tej partii w dziedzinie koniecznego reformowania działalności wymiaru sprawiedliwości w naszym państwie. 

Z czasem środowisko tej partii poszerzyło się o kontestatorów polityki gospodarczej, która dominowała po 1990 roku, dołączyli do niego także niepodlegościowcy  i powstał nurt znakomity w kontestacji wad postpeerelu jednak mgławicowy jeśli chodzi o poglądy na gospodarkę i politykę zagraniczną.

Stąd pewnie w pierwszym rządzie „dobrej zmiany” doszło do zaskakującego mariażu Jarosława Gowina z …Antonim Macierewiczem.

Zawirowania najnowszej historii sprawiły, że wokół Jarosława Kaczyńskiego wytrwała grupa najbardziej odpornych współpracowników. Kiedy jednak przyszło zwycięstwo, w środowisku PiS zaczął dominować pogląd, że „ławka jest krótka” i trudno o fachowców.

O szczupłości partyjnej „ławki” świadczyć może choćby – najpierw tymczasowa – a potem już permanentna prezesura Jacka Kurskiego w publicznej telewizji, czy też – na przeciwnym biegunie – zawirowania w obsadzie firmy Energa, gdzie (w ciągu ostatnich trzech lat) zasiada już siódmy zarząd.

Syndrom „krótkiej ławki” wynika jednak z dominującego wciąż poczucia bycia w „oblężonej twierdzy” i poszukiwań kadrowych ograniczonych jedynie do zaufanego, partyjnego grona.

Socjaliści w ofensywie

Rządy PiS w gospodarce to właściwie realizacja socjalistycznych snów Ignacego Daszyńskiego. Renacjonalizacja dużych przedsiębiorstw i gigantyczne programy pomocy społecznej obsługiwane z budżetu państwa.

Niestety – nawet z punktu widzenia ortodoksyjnego wolnościowca – socjalistyczne działania rządów Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego są, z punktu widzenia interesów państwa, koniecznością. Dotychczasowe zmiany polityczne doprowadziły bowiem do takiej dewastacji polskiego systemu gospodarczego i tak wielkiego poczucia niesprawiedliwości, że bez tych posunięć nie byłoby możliwe przygotowanie polskiego społeczeństwa do wprowadzenia w życie programu wzmacniania państwa.

Szaleństwa złodziejskiej prywatyzacji i kreowania na siłę „czerwonej burżuazji” musiały doprowadzić do alienacji zwykłych obywateli i braku zaufania wobec państwa i jego administracji. Program odebrania pieniędzy aferzystom i skierowania ich do kieszeni zwykłych obywateli ma zbudować trwałe poparcie polityczne i skłonić obywateli do partycypacji w zmianach.

Najważniejsze pytanie brzmi jednak: co dalej? Jaki program reform ekonomicznych i społecznych przygotował rząd „dobrej zmiany”?. „Pakiet Morawieckiego”, to – jak na razie – ładna prezentacja w programie „power point” i pytanie…jakie praktyczne działania z niego wynikają?

Sojusznicy robią za nas politykę zagraniczną?

W czasach rządów koalicji PO – PSL  tajemnica poliszynela był fakt, że nasi politycy wodze polityki zagranicznej praktycznie oddali w ręce Berlina. 

Kiedy do władzy przyszła „dobra zmiana” nastąpiło wyraźne przesunięcie sojuszniczych akcentów. Najważniejszym miejscem dla naszej polityki zagranicznej stał się Waszyngton, w którym – na szczęście dla PiS – władzę objął Donald Trump, a nie Hillary Clinton.

Niestety kolejni ministrowie spraw zagranicznych są bardzo niewyraźnymi ideowo politykami i mechanicznie powtarzają drętwo brzmiące formułki o sojuszu z USA.

Do dziś żaden pisowski think tank, żadne grono ekspertów, nie przedstawiło konkretnych założeń naszej polityki zagranicznej.  Nadszedł jednak najwyższy czas na to, aby przestać mechanicznie powtarzać slogany o „trójmorzu”, sojuszniczej sile NATO, czy o możliwości budowania polskiej niepodległości w oparciu o obecność amerykańskich żołnierzy w naszym kraju. 

Coraz bardziej niejasne staje się też stanowisko „dobrej zmiany” wobec kwestii migrantów atakujących dziś większość europejskich krajów.

Niestety działania zagraniczne zarówno prezydenta jak i polskiej dyplomacji bardziej wyglądają na doraźne gaszenie pożarów i tworzenie jakiejś patchworkowej wizji, niż na spójny system, który w konsekwencji ma spowodować elastyczne i sprawne manewry służące rozszerzaniu pola polskiej niezależności i suwerenności. 

Osobną kwestią pozostają kadry polskiej dyplomacji i MSZ, tu niestety działania „dobrej zmiany” przyniosły jedynie kosmetyczne zmiany, a wysłanie na ambasadorską placówkę przyjaciela Aleksandra Kwaśniewskiego, niejakiego Waldemara Dubaniowskiego, jest przypadkiem dla tej sytuacji symbolicznym. Ciekawe ilu jeszcze ambasadorów i konsulów prezentuje tak agresywnie antyniepodległościową postawę jak hołubiony przez ministra Waszczykowskiego Ryszard Schnepf?

Wobec całkowitego fiaska giedroyciowskich iluzji Polska musi dziś odpowiedzieć sobie na wiele fundamentalnych pytań: jak ułożyć sobie stosunki z sąsiadami? Czy programowa wrogość wobec Białorusi i programowe przymykanie oczu na antypolskie postawy obecne w establiszmencie ukraińskim są niepodważalnymi elementami polskiej racji stanu?

Czy i jak zyskiwać na interesach z Chinami (przymykając oczy na łamanie w tym kraju praw człowieka) i jednocześnie trwać w relacji najbliższego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi?

Jaką przyjąć postawę wobec Rosji? -  tu należy brać pod uwagę fakt, że USA nieustannie negocjują z administracją Putina.

Pytania – jak widać – sypią się jak z rogu obfitości. Jasnych odpowiedzi, póki co, brakuje.

*** 

Wszystkie te kwestie staja się niezmiernie aktualne i poważne. Już teraz widać zatem, że kolejne narady polityków PiS nie powinny być poświęcone jedynie frakcyjnym tarciom i rozważaniom „kto, kogo?”. Nadchodzi moment, gdy historia coraz natarczywiej, zacznie mówić „dobrej zmianie” sprawdzam!.

 

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
4 + 12 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.