Haki zamiast argumentów

Kampania przed wyborami do Parlamentu Europejskiego przebiega w rytm odpalanych tuż przed jej terminem haków. Zamiast czytelnego sporu o przyszły kształt Starego Kontynentu wzmaga się podsycający emocje jazgot

Haki i używane z rosyjska „kompromaty” – prawdziwe bądź urojone mają zastąpić rzetelne wyjaśnianie wyborcom sytuacji i proponowanych posunięć. Zamiast więc interesującej rozmowy o ideach mamy kąpiel w błocie. Pod szyldem walki z populizmem stosuje się najbardziej cyniczne i pozbawione odniesienia do realiów zarzuty wobec rządzącego dziś PiS. PiS odpowiada mało przekonująco, a to tylko rozzuchwala nawet postkomunistów, którzy przedstawiają się teraz jak wczoraj urodzone anioły demokracji i tolerancji.

Filmowa rozprawa z kościołem

Najpierw odbyła się szalona promocja nowego filmu fabularnego autorstwa Wojciecha Smażowskiego „Kler”. Zaskakująco – jak na tego niezłego reżysera – publicystyczny i płaski fabularnie film był przedstawiany (przez środowiska LGBT i dzisiejszej Koalicji Europejskiej) jako dzieło obnażające prawdziwe oblicze polskiego kościoła katolickiego. Film został uznany za manifest antyklerykalizmu, do którego ochoczo dołączyły się środowiska rzekomokatolickich: „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku” i „Więzi”. 

Gdyby ktoś jednak uważał, ze film Smażowskiego przemawia najostrzejszym z możliwych tonów, to następne miesiące musiały go całkowicie zaskoczyć. Przy tezach przemówienia Leszka Jażdżewskiego, redaktora naczelnego „Liberte”, otwierającego faktyczne zaangażowanie się w wybory Donalda Tuska, „Kler” wydaje się być ledwie nieśmiałym wstępem. Porównanie katolików do „świń taplających się w błocie” nie pozostawia żadnych złudzeń. Wystąpienie Jażdżewskiego było starannie zaplanowanym spektaklem, który miał sprawdzić reakcję szerokiej publiczności na nowy ton, który pojawił się w publicznej debacie. Profanujące Matkę Boską wizerunki z pederastyczną tęczą w tle i bananem przyłożonym do ust, które kolportowane są w mediach społecznościowych, są już tylko wizualnym tłem kampanii, która ma spowodować obniżenie autorytetu polskiego kościoła i zastraszenie księży. Tak brutalnych środków nie używał nawet Janusz Palikot i jego partia. Można oczekiwać, że wobec braku zdecydowanej reakcji ze strony hierarchów, podobne wybryki będą się coraz bardziej nasilały.

Chodzi o prostą socjotechnikę: ksiądz, który z ambony często przypomina niewygodne dla neomarksistowskich progresistów prawdy, ma się kojarzyć z obłudą i pedofilskimi przestępstwami. W tych środowiskach sutanna była dotychczas kojarzona z zacofaniem i anachronizmem, teraz ma się skojarzyć z patologiami i chciwym korzystaniem z nienależnych przywilejów. Maski opadły i ludzie z szeroko rozumianego obozu Tuska już nie udają pozorów szacunku wobec katolicyzmu, postanowili chłostać go na odlew, ośmieszać i obrażać. Publiczność ma się z tym po prostu oswoić i zobojętnieć na kolejne ekscesy. Profanacja właśnie stała się metodą uprawiania polityki i inicjowania „światopoglądowej dyskusji”.

Koronnym argumentem użytym w czasie tek kampanii ma stać się nowy film dokumentalny Tomasza Sekielskiego pt „Tylko nie mów nikomu”, który opowiada o przestępstwach pedofilii popełnianych przez katolickich księży i o ofiarach tych odrażających praktyk.  Dziwić może jedynie, że używany teraz w kampanii wyborczej Sekielski do niedawna pozował na niezależnego dziennikarza i prowadził swój program w TVP, nawet w czasie gdy prezesem tej instytucji był już Jacek Kurski.

Książkami w Morawieckiego

Właśnie swoją premierę miała książka Tomasza Piątka stawiająca tezę, że premier Mateusz Morawiecki jest powiązany z … rosyjską mafią. Przebrnąłem przez książkę i śmiało mogę powiedzieć, że profesja, którą uprawia pan Piątek, ma wiele wspólnego z wieloma dziedzinami propagandy i klownady na pewno jednak nie może aspirować do miana dziennikarstwa śledczego. Absurdalne wnioski i naładowany ideologią, ciężki do przeczytania, tekst na pewno nie wyrządzi ani premierowi, ani też jego formacji większej krzywdy – a przecież takie założenie stało u źródeł napisania tego „dzieła”.

Równocześnie z publikacją Piątka na rynku pojawiła się książka autorstwa Piotra Gajdzińskiego byłego bankowego współpracownika Mateusza Morawieckiego. Ta publikacja stała się podstawą skandalicznego tekstu „Superekspressu” opisującego rodzinę Morawieckiego i podającego do publicznej wiadomości fakt adoptowania przez niego dwojga dzieci z domu dziecka. Gazeta nie zawahała się nawet przed opublikowaniem wizerunków tych dzieci.

Obie publikacje, które w założeniu miały załamać karierę Morawieckiego i obniżyć wyborczy wynik PiS, nie wydają się być zapowiadanymi „bombami” i raczej nie wyrządzą premierowi większej krzywdy. Stanowią jednak przykład standardów stosowanych przez jego polityczną opozycję. 

W europejskiej kampanii wyborczej właściwie każdy chwyt jest dozwolony. Startująca z dalekiego miejsca na liście PiS Dominika Chorosińska (Figurska) właśnie stała się obiektem wściekłej napaści ze strony portali plotkarskich. Aktorce wypomina się jej przeszłe kłopoty rodzinne, które przezwyciężyła wraz ze swoim mężem. Padają ciężkie zarzuty mówiące o kłamstwie i hipokryzji. Chorosinska stała się obiektem napaści w momencie gdy wyraźnie opowiedziała się po stronie środowisk konserwatywnych. Wytyka się jej popełnienie błędu, który w tych portalach jest chlebem codziennym w odniesieniu do innych celebrytów. Ci jednak są nachalnie promowani z uwagi na swoje „postępowe” poglądy.

Zybertowicz bez profesury

W środowisku akademickim lewicowa większość stara się siłowo narzucić swoje standardy innym. Dysponujący ogromnym dorobkiem naukowym i publicystycznym  doktor habilitowany Andrzej Zybertowicz z Torunia nie może zdobyć tytułu profesora zwyczajnego, gdyż Centralna Komisja do spraw Stopni i Tytułów wydała w tej sprawie negatywną opinię. Stanowisko Komisji jest trudne do obrony, profesorskie stopnie otrzymywali bowiem ludzie o dużo mniejszych zasługach dla nauki Andrzej Zybertowicz. Komisja tchórzliwie chowa się za jakimiś mitycznymi standardami oceny prac naukowych. Decyzją większości lewicowo usposobionej Komisji Zybertowicz nie uzyskał jej pozytywnej opinii. Członkowie Komisji gorliwie twierdzą, że ich decyzja nie posiada żadnych politycznych konotacji, jednak została nagłośniona z intencją uderzenia w doradcę prezydenta Andrzeja Dudy.

Niewinny Cimoszewicz

Włodzimierz Cimoszewicz, postkomunistyczny Kandydat Koalicji Europejskiej w najbliższych wyborach, potrącił znajdującą się na pasach starszą kobietę. Natychmiast opublikował oświadczenie w tej sprawie, w którym sugeruje, że na sposób prowadzenia przez niego samochodu na pewno miała wpływ informacja o wykrytej u niego chorobie nowotworowej. Samochód, którym poruszał się Cimoszewicz nie posiadał ważnych badań technicznych, a sam Cimoszewicz – wbrew wcześniejszemu oświadczeniu – nie zawiózł kobiety do szpitala, tylko prawdopodobnie zlecił do swojemu „człowiekowi czyszczącemu”, który rychło uprzątnął konsekwencje wypadku Cimoszewicza. Tym razem nikomu nie zależy na nagłaśnianiu tej sprawy. Co więcej opinii publicznej wiadomość o wypadku Cimoszewicza została przekazana wraz z komunikatem o wykryciu u niego choroby nowotworowej. Jak widać więc standardy stosowane w tej kampanii wyborczej są zdecydowanie różne w zależności od tego kogo mają dotyczyć.

 

 

 

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
12 + 3 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.