Gdybym był premierem…

Czasami prosty eksperyment myślowy przynosi istotne odświeżenie oglądu świata. Jak wiadomo wyobraźnia nie posiada granic i właściwie każdy z nas może sobie wyobrazić co zechce.

Pewnie Państwo wyczuli, że trochę skradam się jak kot, aby okazać obowiązkową modestię przed tym co zaraz napisze. No fakt…

Często zdarza mi się jednak, że po spotkaniach z publicznością, na których większość czasu poświęcam na opowiadanie o polityce, a mniej już o literaturze i reporterskich doświadczeniach, podchodzą do mnie Obywatele i Obywatelki i zadają niezmiennie to samo pytanie: tak pan czasem śmiesznie, a czasem strasznie analizuje nasze życie polityczne, politykę rządu, to niech pan powie, co też pan by zrobił gdyby naraz się okazało, ze właśnie został pan premierem?

Początkowo machałem – w odpowiedzi – ręką, ale podobne kwestie ciągle powracają, więc uznałem, że być może czas dokonać takiego niemożliwego, acz przecież niezabronionego eksperymentu myślowego.

Nie ma co się uchylać przed tym, bo jak się powiedziało „a”, to należy konsekwentnie powiedzieć i „be”.

…no i stoję sobie przed jasnym obliczem pana prezydenta i właśnie odbieram nominację na premiera. Potem siadam w limuzynę i mknę do „jakżeważnego gabinetu”. Tu siadam przy biurku i namyślam się: co też ja właściwie chcę zrobić, czego najbardziej potrzeba mojemu krajowi – bo przecież zakładamy, że zostaję premierem desygnowanym przez niepodległościowe, chrześcijańskie stronnictwo.

Po pierwsze układam sprawy na różnej wagi stosy. Na tym najbardziej poważnym lądują kwestie ubezpieczeń społecznych i służby zdrowia. Tu ciągle nie ma żadnego solidnego systemu, a jedyna polityka – jaka w tej materii się toczy – polega na odsuwaniu tego problemu na potem.

Dosypuje się pieniędzy z budżetu państwa i jakoś to trwa, no bo jak mawiał dzielny wojak Szwejk: „Przecież zawsze jakoś było, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś tam nie było”.

W tej dziedzinie i ja nie dokonam rewolucji. Po prostu raczkiem, powoli zacznę wprowadzać konkurencyjny wobec obecnego, mechanizm ubezpieczeń społecznych oparty na komercyjnym rachunku, tak aby każdy miał szanse zgromadzić w nim jakąś okrągłą sumkę. W służbie zdrowia wprowadzę obowiązek odpracowywania sześciu lat studiów medycznych w państwowych placówkach służby zdrowia. Będzie to polegało na tym, że studia przestaną być formalnie bezpłatne, tylko każdemu studentowi będzie udzielany – przez państwo – wymierny kredyt wystarczający na studiowanie , aż do uzyskania dyplomu ukończenia uczelni. Potem ten kredyt trzeba będzie odpracować w służbie zdrowia, gdzie każdy miesiąc będzie odpowiednio wyceniony – obok pensji lekarza rezydenta.

Oczywiście sam system finansowania służby zdrowia i jej organizacja wymagają wielkiej zmiany, ale to już odrębna historia.

Na tym samym stosie wyląduję nasza polityka zagraniczna. I tu po prostu zmienię (a raczej realnie stworzę) jej paradygmat. Zamiast obowiązkowych sojuszy i niejasnej ideologii np. opartej na twierdzeniach Jerzego Giedroycia, sformułuję zasadę rozpoznania sił i wykorzystania ich we własnym interesie. Zasada polega na tym, że to co w naszym położeniu geopolitycznym dotychczas uważaliśmy za dopust Pański teraz będziemy wykorzystywać na korzyść Polski. Taka polityka musi oczywiście opierać się na niewielkich, ale wyśmienitych służbach specjalnych i świetnej, zdyscyplinowanej ideowo dyplomacji. Na czym to polega?

Ot jeśli rozpoznamy, że Niemcom na czymś szczególnie zależy, to zachowujemy się tak jakby bez nas uzyskanie tego celu było o wiele trudniejsze. Podobnie zachowujemy się wobec Rosji. Ot, tym sposobem powoli Polska staje się pragmatyczna i sprytna. Tak przecież musi czynić każdy, kto zauważa, że w ciemnej uliczce zmierza ku niemu dwóch tęgich drabów, z dwóch stron. Każdy z nich ma tyle siły aby nas powalić, a cóż dopiero dwóch. Na domiar złego orientujemy się, że nie ma dokąd uciekać.

Cóż zatem musimy zrobić, aby uniknąć klęski? No musimy wykorzystać siłę jednego przeciwko sile drugiego. Są takie style walki, które wykorzystują impet napastnika do skierowania go w inną, pożądana przez nas stronę. Po prostu zamiast synergii energii napastników musimy uzyskać zjawisko skierowania ich impetu w kolizyjnym dla nich kierunku. Mogę też szukać pomocy na zewnątrz, ale tylko przy założeniu, że blisko jest moja rodzina, bo inni nie będą się kwapić z włączeniem się do tak ryzykownej rozgrywki. Taką rodziną jest dla nas polska diaspora na emigracji, zawsze warto o tym specjalnie pamiętać.

W polityce zagranicznej środek ciężkości naszego myślenia nie może leżeć ani w Moskwie, ani w Berlinie, ani też w Waszyngtonie, a już na pewno nie w Brukseli czy Tel Avivie. On musi być utworzony i rozwijany tu, nad Wisłą. Takie jądro polskiego myślenia skutkujące skutecznymi strategiami

Jak więc widzicie w sprawach najbardziej palących, dużych i ważnych posłużę się raczej precyzyjną ideologią niż gotowymi projektami ustaw i uregulowań prawnych. Kiedy bowiem mamy wyznaczony kierunek, to i środki do jego realizacji stają się oczywiste.

Oczywiście jest kilka dziedzin, w których przedstawiłbym gotowe rozwiązania. Jedną z nich jest ustrój służb specjalnych i zapewnienie cywilnego nadzoru nad nimi. Od dawna postuluję, aby ministrowi koordynatorowi służb specjalnych podlegały dwa specjalistyczne biura: Biuro Analiz Kryminalnych, nadzorujące pracę formacji policyjnych i grupujące wiedzę na ten temat oraz Biuro Analiz Specjalnych, które będzie nadzorowało pracę działających w naszym kraju służb specjalnych. Powinna istnieć jedna wyspecjalizowana i niezbyt liczna agencja zajmująca się sprawami wywiadu i kontrwywiadu. Jej główne zainteresowania powinny być skupione na działaniach nakierowanych na Niemcy i Rosję , każdy inny kierunek byłby działaniem nadzwyczajnym.

W gospodarce na reformę czeka prawo podatkowe oraz ZUS.  Jako premier musiałbym postępować tak, aby mi się budżet nie rozwalił, jednak przyświecałaby mi prosta zasada: jeśli owce są strzyżone zbyt nachalnie, to – z czasem – zaczyna ich wyraźnie ubywać, jeżeli natomiast oddaje się im nieco swobody i zaufania, to szybko stado się powiększa. Na pytanie zatem: czy strzyc to co jest coraz mocniej i do gołej skóry, czy też zadbać o to aby stado nieustannie się powiększało? odpowiedź może być tylko jedna. Mniejszą łyżeczką a z większej liczby garnuszków ostatecznie naczerpie się więcej niż chochlą z jednego garnka.

Jeżeli zadbam o rozwój spółek skarbu państwa, to uzyskam z nich dywidendę, która zrekompensuje obniżenie i uproszczenie taryfy podatkowej, ostatecznie jednak zwiększy się ilość tych, od których państwo czerpie podatki.

Osobną sprawą jest polski rynek medialny, to że znajduje się w stanie ciężkiej choroby jest widoczne gołym okiem. Premier nie posiada zbyt wielu narzędzi ku temu, aby tą sytuację poprawić. Zadbałbym jednak o to, aby media publiczne stały się mediami modelowymi, które nie tylko, że rozwijają różne wartościowe formy dziennikarstwa i rozrywki, ale także w bardzo niewielkim stopniu podlegają politycznym naciskom.

Jednym słowem na pewno odwołałbym obecnego prezesa TVP i na jego miejsce pozyskał człowieka z dużym dorobkiem, autorytetem i – co najważniejsze – wizja rozwoju państwowej telewizji. To oczywiście temat na osobny felieton, jednak to właśnie od premiera zależy jakie standardy medialne są propagowane za publiczne pieniądze. Pamiętajmy o tym, że im lepsza TVP tym większy nacisk na dostawców codziennego chłamu z mediów prywatnych.

Wszystkie opisane tu hasłowo posunięcia przychodzą mi do głowy od razu, gdy stawiam się w sytuacji myślowego eksperymentu polegającego na pytaniu: no dobrze tak pan krytykuje, a więc co pan zrobiłby na miejscu premiera.

Funkcja premiera to często umiejętność godzenia wody z ogniem i podejmowania wysoce niepopularnych decyzji. Odpowiedzialność jaka wiąże się z wykonywaniem tego zadania pokazuje, że bardzo niewiele osób jest prawdziwie predestynowanych do pełnienia tej funkcji.

Na całe szczęście ja nigdy nie stanę przed decyzją o realnym sprawowaniu tego urzędu,, ale skoro Państwo tak często pytacie, to właśnie postarałem się pokazać, że w sytuacji gdy wielu mówi, że nic nie da się zrobić, naprawdę można zrobić bardzo wiele.

 

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
5 + 10 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.