Czy Pan Bóg jest towarzystwem ubezpieczeniowym…

Leszno, zbliża się północ. Stoję z kilkoma osobami na rynku i zawzięcie dyskutujemy o „sprawach Boskich” i Bogu. Naraz z półmroku wyłania się podpity mężczyzna, chce aby mu dać kilka złotych na wódkę. Dostaje, aby się odczepił….odchodzi, ale przystaje. Coś go skłania do tego aby podejść powtórnie. Nie słyszał naszej dyskusji, ale zbliża się i z naciskiem mówi: Nienawidzę Pana Boga, nienawidzę Go i nie chcę mieć już z nim nic wspólnego!

Leszno, zbliża się północ. Stoję z kilkoma osobami na rynku i zawzięcie dyskutujemy o „sprawach Boskich” i Bogu. Naraz z półmroku wyłania się podpity mężczyzna, chce aby mu dać kilka złotych na wódkę. Dostaje, aby się odczepił….odchodzi, ale przystaje. Coś go skłania do tego aby podejść powtórnie. Nie słyszał naszej dyskusji, ale zbliża się i z naciskiem mówi: Nienawidzę Pana Boga, nienawidzę Go i nie chcę mieć już z nim nic wspólnego!

- Dlaczego? – wybuchamy niemal chórem.

- Kilka dni temu powiesił się mój syn. Gdzie wtedy był ten Pan Bóg!

Chwila ciszy, w której gorączkowo przelatują przez głowę różne myśli. W końcu wypowiadam do niego jedyną sensowną myśl, jaka zrodziła się w tamtej chwili.

- Mimo wszystko niech pan pójdzie kiedyś do kościoła.

- Po co?

- Tam może pan spotkać syna.

- Ciekawe jak? Musicie drwić z pijaka?

- Spotka go pan w modlitwie do Boga Wszechmogącego. Wiem, że tam spotka pan syna.

Mężczyzna spuszcza głowę i odchodzi w milczeniu.

***

Zwykle, my, ludzie naszego pokolenia i wieku, modlimy się – o ile w ogóle się modlimy – prosząc o to, aby Pan Bóg ustrzegł nas od wszelkich złych okoliczności, od smutku, od rozpaczy, od nagłej i niespodziewanej straty. Modlimy się o to, aby nas nie doświadczał tym czego świat się boi…

Niedawno zdałem sobie sprawę z faktu, że jest to modlitwa tchórzy i uciekinierów. Nie daj Boże, aby nas spotkała próba, załamanie losu, przeciwność. Daj nam Panie Boże życie aksamitne, w którym nie będziemy musieli patrzeć w twarz złego losu, śmierci. Chroń nas Panie od wszelakich złych przygód i wydarzeń. Bądź naszą niańką i nawet jak przyjdzie umierać, to spraw abyśmy nie zauważyli tego momentu, abyśmy nie musieli konać z otwartym rachunkiem sumienia przed oczami.

Zdarzenie z Leszna naprowadziło mnie na niewesołe przemyślenie: Prosimy Pana Boga o wygodę, o spokój i ciepło, które nigdy nie mają prawa nas opuścić. A jak już wydarzy się w naszym życiu coś złego, to zanosimy do nieba głęboką pretensję. Dlaczego to właśnie mnie się stało, gdzie byłeś Panie Boże gdy działa mi się krzywda?!

Na takim myśleniu oparła się cała „eschatologia” nowego marksizmu, który wypełzł z tzw „Szkoły Frankfurckiej”. Zewsząd słyszymy od tej pory pytanie: Gdzie był Bóg w Auschwitz?

Żyjemy w czasach tryumfu etyki, która dosadnie wypowiada swoje największe kredo: najważniejsze jest ocalenie własnego życia, siebie samego, nawet kosztem największych ustępstw, kompromisów i zdrad.

Modlimy się o życie jedwabne wymagając, aby Pan Bóg był zakładnikiem tych pragnień i niech tylko coś pójdzie nie po naszej myśli, to przecież będziemy wiedzieli kto jest temu winien.

Pan Bóg jest kasą ubezpieczeniową, bankiem z którego wyciąga się procenty kiedy tylko się zechce.

Codziennie spotykamy ludzi, codziennie też dzieją się rzeczy niezwyczajne, czasem nawet zwyczajne cuda. Kiedy jednak dzieją się one w tym naszym „jedwabnym życiu”, to uważamy to za rzeczy konieczne i należne. Żadnych tam cudów nie widzimy, to nam się należy i nie ma dyskusji!

Kiedy wszystko idzie nam jak z płatka wierzymy – o ile czas nam na to pozwala, bo przecież wiadomo ile w życiu jest rzeczy ważniejszych i nie cierpiących zwłoki – w Pana Boga i nie chcemy, aby za bardzo wtrącał się w nasze losy. Wiemy co mamy robić, więc niech nas nie nudzi swoją natrętną moralistyką. Sami przecież wiemy jak być „przyzwoitymi ludźmi”, a jak wiadomo „przyzwoitym ludziom” wszystko musi się udawać. Jak coś nie pójdzie, to najwyżej pogniewamy się na Pana Boga.

***

Czy Boga nie było w Auschwitz?

- Był i cierpiał z każdym więźniem osobno, cierpiał milionami cierpień. Był krzyżowany i upadał z każdym z nas – odpowiada Marian Kołodziej, były więzień KL Auschwitz, przywieziony tam wraz z pierwszym transportem. Po pięćdziesięciu latach od Auschwitz, dotknięty częściowym paraliżem, stworzył niesamowite „Klisze pamięci”, które można obejrzeć u Franciszkanów w Harmężach niedaleko Oświęcimia. Bóg był w świętym Maksymilianie Kolbe, gdy ten dzielił się chlebem i zupą, aż wreszcie oddał swoje życie za innego – nieznajomego – człowieka.

Tam, w Auschwitz, pośród wycia syren i psów, był Pan Bóg. Był obecny i cierpiał.

***

Modlimy się o brak zadrapań i gładkie przejście przez życie i nawet nie wiemy na czym miałoby polegać chrześcijańskie męstwo, którego tak dzisiejszym czasom brakuje.

A gdyby tak wrócić do pierwotnego sensu modlitwy, do próby rozmowy z Panem Bogiem. Po pierwsze musielibyśmy prawdziwie uwierzyć, że to jest możliwe.

Jeśli zatem taka rozmowa jest możliwa, to czy ma ona być jedynie zwierzęcym skomleniem o miskę i wygodę?

Pierwsi rycerze kościoła odczuwali wstyd płynący z takiej postawy. Oni jednak byli ludźmi w pełni wolnymi. Modlili się nie o to, aby Pan za wszelką cenę oddalał od nich kielichy goryczy, straszne próby i śmierć. Pragnęli jedynie, aby dał im siłę do godnego znoszenia każdej przeciwności. Męstwo w ich modlitwie polegało na tym, ze nie żebrali o brak chorób i śmiertelnych prześladowań, ale o siłę która pomogłaby znieść każdą przeciwność i nie zachwiać się w euforycznej wierze. Euforycznej bo niosącej heroiczne siły do znoszenia wszelkich prób.

Daj mi Panie siłę, abym godnie zniósł każde doświadczenie, jakie mi przyniesiesz i daj mi panować nad strachem, tak aby to nie on mówił przeze mnie, ale Ty….Tak pewnie brzmiała każda modlitwa rycerzy chrześcijaństwa. Pan daje mężczyźnie męstwo i nigdy nie doświadcza go ponad miarę, która w nim tkwi. Czy takie wątki w modlitwie nie zmieniłyby radykalnie świata w którym teraz żyjemy?

Polska znalazła się w szczególnym momencie swojej historii, czeka nas bój o wartości, który właśnie już gorzeje. Czy zatem nadal chcemy jedynie unikać przykrości, nie doświadczać próbowania nas cierpieniem? Czy to w ogóle jest możliwe. Wszak wszystko jest po coś, a więc czy naród żyjący w cieplarni jest gotowy do boju, do mężnego dawania świadectwa?

Niedawne wydarzenia pod jasnogórskim klasztorem, kiedy Rycerze Maryi spokojnie powstrzymali rozbestwionych homoseksualistów przed świętokradztwem, napawa nadzieją. Rosną rycerze, którzy nie traktują Pana Boga jak towarzystwa ubezpieczeniowego. Jest nadzieja.   

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
10 + 2 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.