Czas kanapowego katolicyzmu…

Często zadaje sobie pytanie: kiedy realnie skończy się dwudziesty wiek. Stulecie, które przyniosło ludziom tak wiele cierpienia i obnażyło najgorszą naturę wielkich ideologii: komunizmu i nazizmu?

 

Obserwując wydarzenia w nauce, sztuce i polityce utwierdzam się jedynie w przekonaniu, że tamten wiek ciągle jeszcze trwa. Gdyby jednak zejść na moment z globalnego diapazonu zauważymy, że w Polsce pojawiły się symptomy wykluwania się nowego stulecia. Nie są one jednak ani budujące, ani też napawające optymizmem. 

W wielu dziedzinach dwudziesty wiek trwa – tak jak i u nas - w najlepsze, jednak w dziedzinie duchowości wykluły się już pierwsze oznaki rodzącego się stulecia. Ogólnie można oczywiście stwierdzić, że epoki niekoniecznie – prawie nigdy -  pokrywają swoje istnienie z okrągłymi rocznicami, które w istocie są tylko prostymi przybliżeniami, algebrą dat. Wiek dziewiętnasty ostatecznie skończył się przecież dopiero w 1914 roku w Sarajewie, kiedy kule zamachowcy dosięgły austrowęgierskiego arcyksięcia. W polityce światowej wiek dwudziesty zakończy się pewnie dopiero w chwili gdy Stany Zjednoczone ostatecznie napotkają równorzędnego przeciwnika w postaci Chin i będzie to konfrontacja, która sprawi, że USA przestaną być jedynym hegemonem polityki i gospodarki światowej. W kulturze poprzednie stulecie zapewne zakończy się w momencie gdy pojawi się oryginalna, nowa muzyka, literatura i zupełnie nowe – właściwe tylko swojej epoce – dziedziny ekspresji ludzkiej aktywności artystycznej. W nauce – która pędzi autostradą technologicznej rewolucji - nową epokę otworzy takie przekształcenie naszego życia i sposobu poruszania się, które powszechnie wskaże inne niż ropa paliwa powszechnego stosowania i pojawi się nowa nauka – etyka korzystania z technologicznej eksplozji.

Niespodziewanie jednak w Polsce syndromy nowej epoki gwałtownie pojawiły się wraz z początkiem tego roku. Co mam na myśli?

Oto, przy wtórze znakomicie zaaranżowanej orkiestry medialnej, rozpoczęła się w Polsce wojna z religią katolicką. Oczywiście wiele nam wyjaśni pytanie o źródła tej nagłej ofensywy antyreligii. Szybko znajdziemy tu finansowe moce, które drzemią w globalnym kapitale, uosabianym przez George Sorosa, oraz w neomarskistowskiej inwazji na wyższe uczelnie i media – zjawiska, które trwają nieprzerwanie od 1968 roku.

Brutalny atak na religię katolicką jest znakomicie zaplanowany i przygotowany. I właśnie to zjawisko można uznać, za obudzenie nad Wisłą nowej epoki. Atak na katolicyzm obudził więc u nas dwudziesty pierwszy wiek. To zupełnie nowe dla nas doświadczenie. Przez cały dwudziesty wiek polski katolicyzm właściwie nie miał naturalnych wrogów – poza jawnymi wrogami Polski, których łatwo było zidentyfikować. Dawał dowody związania z Polską i patriotyzmem i był najważniejszym przewodnikiem Polaków. Ostatnie dziesięciolecia kościół w Polsce, przeżywał właściwie okres błogiego rozleniwienia i spoczywania na wygodnych laurach. Kościół nieco się rozespał i rozleniwił, w wielu miejscach stracił umiejętność szybkiego reagowania na społeczne zmiany i zdolność do słuchania rzesz swoich wyznawców . Trwała rozleniwiająca sjesta oparta na dobrych wynikach sondaży i rytualnych okadzeniach, płynącymi ze strony władz samorządowych, a nawet rządowych. Ten błogi spokój i względny dobrobyt, a także szacunek i posłuch ze strony wiernych, skupiły dostojników religijnych na celebrowaniu ważnych uroczystości, pielęgnowaniu form. 

Kościół polski nie był przygotowany na brutalny atak. Nastąpił on z kilku stron. Najpierw szumną premierę miał słaby film „Kler” autorstwa Wojciecha Smażowskiego, potem rzecz poprawił Tomasz Sekielski, który przygotował głośny (choć wcale nie dobry) film dokumentalny poświęcony zjawisku pedofilii wśród osób duchownych. Nie miejsce tu na dokładne omówienie tego, jaką prowokacją były te obrazy. Ważne, że dokładnie ukazują jak przygotowana była akcja ataku na polski katolicyzm. Wcześniej niejaki Leszek Jażdżewski publicznie wypowiedział zamiary napastników i dokładnie opisał uczucia ludzi lewicy, które towarzyszą ich zetknięciu się ze światem naszego katolicyzmu. Okazało się, że są już przygotowane – bardzo szczegółowe – strategie i programy wprowadzenia do szkół antykatolickich i promujących zboczenia seksualne treści. Towarzyszyła temu medialna wrzawa i propagandowa otoczka, która miała sparaliżować każdy odruch sprzeciwu i krytyki. Po fazie przypisywania stanowi duchownemu najgorszych zboczeń pojawiło się hasło ataku na hierarchów. Tylko czekali na pretekst do rozpoczęcia akcji. I właśnie za taki sygnał posłużyło im znakomite wystąpienie arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, w którym – w sposób przemyślany i rozważny – metropolita krakowski porównał ideologię homopolitycznej ostentacji z ideologią zbrodniczego komunizmu. Natychmiast spuszczono z łańcucha wszystkie propagandowe psy. Rozpętała się agresywna kampania zaszczuwania arcybiskupa. Po raz pierwszy neomarksiści zaatakowali w Polsce tak brutalnie. Nawet człowiek poszukiwany listem gończym za nadużycia finansowe, wysłał – z Norwegii – doniesienie do prokuratury, w którym zarzuca Markowi Jędraszewskiemu popełnienie kryminalnego przestępstwa. Defraudator – niejaki Gaweł – oskarżył hierarchę polskiego kościoła katolickiego o popełnienie przestępstwa. W tej kampanii nie ma miejsca ani na prawdę, ani też na zwyczajny wstyd czy odrobinę szacunku dla wartości drogich większości mieszkańców naszego kraju.

Tak, brutalny i zanurzony w kłamstwie, atak na kościół stał się syndromem tego, że w Polsce zaczęło się nowe stulecie, nowa epoka. O ile zatem w wielu dziedzinach: w estetyce, filozofii, kulturze nowa epoka jeszcze się w Polsce nie zaznaczyła, to jednak w życiu publicznym weszliśmy w zupełnie nowy czas. Czy zatem wiek dwudziestypierwszy będzie czasem prześladowania katolików w Polsce? Czy już dziś nie domawia się wyznawcom Jezusa Chrystusa możliwości publicznej walki o swoje wartości i przekonania? Czy już dziś rozwydrzone hordy bluźnierców nie bezczeszczą publicznie naszych świętych wartości i symboli?  Czy księża nie stali się obiektami sterowanej nienawiści i pogardy? Co prawda – wedle tzw „zegara śmierci” – na świecie do pięć minut ginie ktoś za wyznawanie wiary w Chrystusa, to jednak dziś, w wielu działających w Polsce firmach i korporacjach już niemile widziane jest noszenie na sobie chrześcijańskich symboli. Ponownie, jak w czasach komunizmu, chce się zagonić religię do „kruchty”.  Jan Hartmann, Joanna Senyszyn, Magdalena Środa i im podobni wygadują na kościół najgorsze kalumnie, zgłaszają szokujące postulaty wiodące wprost do administracyjnej dechrystianizacji Polski. Można wzruszyć ramionami i stwierdzić, że w tym przypadku mamy do czynienia z osobami mocno zaburzonymi i pozbawionymi zdrowego rozsądku. Jednak ci ekstremiści – w całej kampanii – pełnią bardzo ważną rolę. Przedstawiają publicznie szokujące – na pierwszy moment – postulaty i tym samym sprawiają, że zaczynamy się z nimi oswajać. Hartmann i jemu podobni systematycznie przesuwają granicę tego, co wolno robić w polskiej sferze publicznej. Nawiasem mówiąc gdyby polscy katolicy byli tacy, jakimi widzi ich Jan Harmann, to już od dawna paradowałby z rozbitym nosem i sińcami pod oczyma. Skoro tak nie jest, to oznacza, że katolicy w Polsce są spokojni, cierpliwi i nieskorzy do gniewu. W tej jednak „flegmatyczności” polskiego katolicyzmu kryje się też spore zagrożenie. Długo napinana cięciwa potrafi wystrzelić z ogromną siłą. Jeżeli nie będziemy podejmować publicznej – mieszczącej się w granicach przypisanych nam praw obywatelskich – walki o szacunek dla nas i naszych wartości, to w pewnym momencie istotnie może się stać coś niekontrolowanego. Długo gromadzone emocje, które nie mają możliwości rozładowania w pozytywnym działaniu, mogą eksplodować, wybuchnąć w sposób niekontrolowany i nieprzewidywalny. 

Nadchodzi nowa epoka i my musimy być do niej przygotowani. Słodkie lenistwo polskich katolików właśnie się kończy. Pieniądze na wywrócenie nam Polski do góry nogami płyną nad Wisłę szerokimi strugami a tych, którzy – wbrew interesom ojczyzny – będą mieli niegodziwość je podjąć jest coraz więcej.  To, co jeszcze kilka lat temu wydawało się nam nie do pomyślenia, dziś staje się faktem.   XXI wiek zaczął się w Polsce, nie jest taki jak chcieliśmy, ale pora wykazać że nasze deklaracje nie są jedynie rytualnymi pomrukami, ale mogą stać się stylem życia i forma skutecznej walki z tym co do nas właśnie wpływa. Czas kanapowego katolicyzmu właśnie się skończył.

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
6 + 1 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.