Akt 447 i jego realne następstwa

Sojusze mają swoje realne koszty. Kiedy Polska była w sytuacji przymusowej zależności od Związku Sowieckiego, wszyscy musieliśmy znosić rozpanoszenie sowietów, finansowanie ich gospodarki i przymusowo wtłaczaną do głów młodzieży indoktrynację.

Po „okrągłym stole”, o którym już dziś wiemy, ze był po prostu sprytną mistyfikacją teatru władzy, przeciętny Polak miał nadzieję, że teraz to już na pewno skończą się absurdy ideologii i nastąpi idylla kapitalizmu i swobody wyznawania poglądów.

To co stało się później wielu Polaków przypłaciło załamaniem nerwowym i poczuciem wielkiej krzywdy. Dotychczasowi okupanci Polski przemienili się w liderów wolnego rynku i demokracji. Do dziś ich upiorne twarze straszą w telewizji TVN i w „Gazecie Wyborczej”.

Niedługo później nastąpił okres coraz większego uzależnienia od Niemiec i projektów politycznych Berlina. Kiedy wreszcie patrioci sklecili wehikuł, który znacząco wygrał w 2015 roku wybory, znów odetchnęliśmy z ulgą.

Spodziewaliśmy się, że teraz na pewno nastąpią rządy ludzi, których Polska nie żenuje i którzy nie będą przepraszać za sam fakt bycia Polakiem. Nasze sojusze uległy przekonfigurowaniu i z zależności od Berlina i zdominowanej przez Niemców Unii Europejskiej, zaczęliśmy przesuwać nasze polityczne istnienie w kierunku Waszyngtonu i Stanów Zjednoczonych. Nawet sceptycznie, wobec polityki USA, nastrojeni komentatorzy podkreślali, że sojusz z mocarstwem odległym o ponad siedem tysięcy kilometrów i posiadającym swoje interesy często w zupełnie innych strefach świata niż Europa Środkowa, na pewno będzie mniej uciążliwy niż nieustanne szturchańce z nieodległego Berlina.

Początkowo wiele spraw układało się tak jak  byśmy sobie to wymarzyli: zmiana języka oficjalnej propagandy, akcenty na wspaniałe momenty naszej historii, działania służące równomiernemu dostępowi obywateli do szczupłych strumyków kapitału, wreszcie program 500  plus i zapowiedź pociągnięcia do odpowiedzialności karnej i politycznej ludzi winnych temu, że przez wiele lat polska gospodarka cierpiała na schorzenia typowe dla tzw „krajów trzeciego świata” napełniały optymizmem i nadzieją.

Niestety z każdym miesiącem rządom „dobrej zmiany” ubywało energii i reformatorskiego zapału.

W pewnym momencie wielu z nas odniosło wrażenie, że nad naszym życiem społecznym zawisła jakaś niewidzialna, ale potężna dłoń.

Oczywiście kilku publicystów, takich jak Stanisław Michalkiewicz, z wielkim uporem usiłowało tłumaczyć mechanizm rosnącej niemocy, ale nie byli oni powszechnie słuchani, a w kręgach nowej władzy od początku ich głosy trafiały w próżnię.

Musiało dopiero zdarzyć się wiele upokarzających Polskę incydentów, aby krajowa opinia publiczna zrozumiała, że coś psuje się w tym idyllicznym obrazku, że ci nieliczni publicyści – ostrzegający przed konsekwencjami rozplenionych w świecie zjawisk dotyczących naszego kraju – mieli rację.

Wystrzał w postaci wystąpienia w Auschwitz, którego autorką była ambasador Izraela w Polsce, pani Azari, był tylko brutalnym przebudzeniem z nieświadomego snu.

Raptem okazało się, że w świecie narasta brudna, nie licząca się ani z polska wrażliwością, ani z prawdą historyczną, kampania przypisywania Polsce i Polakom współuczestnictwa w zbrodniach drugiej wojny światowej, popełnianych przez niemieckich morderców.

Akcja była starannie skoordynowana i rozpisana na liczne i wpływowe głosy. Ukoronowaniem zorganizowanego wylewania pomyj na Polskę i jej dzieje stała się finałowa scena w popularnym serialu szpiegowskim „Homeland”, gdy nagle ustępująca prezydent USA wypowiada płomienną przemowę do kamer telewizyjnych. Przemowa dotyczy konieczności obrony demokracji przed wielkimi zagrażającymi jej siłami. Wśród krajów, które wymienione są w filmie jako przykłady satrapii zagrażających demokratycznemu światu znalazły się: Iran, Turcja i…Węgry oraz Polska.

Kampania trwa i na nic zdają się lamenty Polonii w świecie, oraz rachityczne działania naszej dyplomacji.

Każdy rozsądny człowiek wie jednak, że takie kampanie są kosztowne i wymagają starannej reżyserii. Nie mogą zatem być wyrazem jedynie emocjonalnych nastawień  i potrzeby odreagowania rzekomych stresów. Musi za tym stać jakiś, o wiele większy niż koszty kampanii, interes.

I tak jest w istocie.

Rozwiązanie tej zagadki przyniosła determinacja, z jaką w Stanach Zjednoczonych uchwalona została ustawa nazwana „JUST 447”. Co prawda jej inicjatorzy (lobbyści z wpływowych kręgów amerykańskiej diaspory żydowskiej) wyrażają w niej jedynie troskę o mienie spadkobierców ofiar holocaustu, to jednak stoi za tym o wiele bardziej poważny zamysł.

Nasi politycy: tacy jak Jarosław Gowin i Jacek Czaputowicz, uspokajają, że akt 447 nie zagraża Polsce, jest to bowiem przepis amerykański, a w Polsce obowiązuje polskie prawo, nie dodają jednak, że do dziś – od trzydziestu lat – nie mamy ustawy reprywatyzacyjnej i najprawdopodobniej nie jest to przypadek.

Pomijając jednak tą zastanawiającą niesprawność kolejnych polskich rządów i parlamentów, już dziś możemy stwierdzić, że tak pragmatyczny kraj jak USA nie tworzy aktów prawnych, które nie maja realnego zastosowania.

Jak zatem JUST 447 może dotknąć dzisiejszej Polski i Polaków – ot choćby tak jak amerykańskie embargo na irańską ropę już dziś drastycznie podnosi ceny paliwa na polskich stacjach benzynowych.

Niestety zagrożenie sięga o wiele dalej, bowiem amerykański fiskus już dziś trzyma rękę w polskich kieszeniach.

Już tłumaczę: Polska posiada kapitał 112 miliardów dolarów zgromadzony jako tzw „rezerwa walutowa”. 40 miliardów z tej kwoty ulokowanych jest w amerykańskich papierach skarbowych i stanowi kredyt jakiego Polska – od dwudziestu ponad lat – udziela kolejnym administracjom zaludniającym Biały Dom. Ta kwota może zostać zarekwirowana Polsce w momencie, gdy amerykański parlament uzna, że istotnie Polska jest krajem i narodem, który podczas masakry dokonanej w czasie drugiej wojny światowej był „wspólnikiem nazistów”.

Kolejne 40 miliardów z tej kwoty ulokowane jest w bankach, gdzie Stany Zjednoczone mogą wywierać znaczącą presję. Jedynie 11 miliardów z naszej rezerwy ulokowane jest w złocie i przechowywane w jednym z prywatnych banków na terenie Wielkiej Brytanii. Ta kwota także może zostać nam zabrana.  Czy zatem widzicie Państwo już teraz po co uchwalona została ustawa JUST 447?

To nie jest platoniczny wyraz solidarności z potomkami ofiar holokaustu, to działanie na wskroś biznesowe, obliczone na łatwe zdobycie dziesiątek miliardów dolarów, które nie są w żaden skuteczny sposób bronione.

Nie wspomniałem jeszcze słowem o możliwościach zakulisowych nacisków, jakie mogą wywierać Stany Zjednoczone wobec polskich władz. To cała paleta działań, o których nawet dziś nie mamy pojęcia.

Po co o tym wszystkim piszę? – chcę uświadomić Drogim Czytelnikom, że nie można już spokojnie przyglądać się rozwojowi sytuacji i biernie kibicować, z nadzieja, że jakoś wszystko się ułoży. Musimy dziś wspierać Polonię, wywierać naciski na naszych polityków i parlamentarzystów, aby jak najszybciej przygotować mechanizm obrony polskiego interesu i polskich pieniędzy.

W przeciwnym razie cały dorobek wysiłku naszego narodu, jego przemyślność i hart ducha, zostaną zmarnowane. Wrócimy do szeregu krajów biednych i pozbawionych perspektyw rozwoju.

Akt 447 nie jest abstrakcyjnym urojeniem ludzi podejrzliwych, to fakt, który przyniesie ogromne konsekwencje. Musimy się bronić

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
5 + 15 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.