Prześwietlenie cz.3 z 3

2 września 2012 roku spotkaliśmy się w naszym ogrodzie. Świeciło słońce, Helena miała na sobie nowa sukienkę, którą kupiła sobie w Hiszpanii.

- Wiesz – odezwała się do mnie, a ja za zdziwieniem spostrzegłem, że dłonie przestały jej się trząść.

- Chyba byłam mocno przemęczona i zamiast zabrać się za siebie, to wymyślałam jakieś niestworzone historie.

- Bardzo się cieszę Helciu, że tak mówisz. Bardzo się już o ciebie martwiłem.

- Wiem – spojrzała mi głęboko w oczy.

- Widzisz, czasem dorabiamy sobie wielkie teorie do rzeczy, które w gruncie rzeczy są strasznie prozaiczne.

- No, wreszcie słyszę, że wróciła moja mądra Helena – uśmiechnąłem się do niej.

- Tak, tak, życie pisze najciekawsze scenariusze – szepnęła i spojrzała gdzieś za mnie.

- Pańska żona jest o wiele bardziej racjonalna niż się panu wydaje – usłyszałem za sobą głos inspektora Durkowskiego.

Zdezorientowany zerwałem się na równe nogi. Helena wpatrywała się we mnie wzrokiem, jakim zwykle śledziła swoje laboratoryjne preparaty.

Przy wejściu do ogrodu stał inspektor Durkowski w towarzystwie dwóch umundurowanych funkcjonariuszy.

- Panie doktorze, jest pan aresztowany, od tej chwili wszystko co pan powie lub zrobi może być użyte przeciwko panu – w głębi jego wodnistych oczu tliły się ledwo dostrzegalne iskierki rozbawienia.

***

Siedziałem załamany w pokoju przesłuchań.

Inspektor Durkowski przyjaźnie częstował mnie papierosami.

- Widzi pan, ja mam taki zwyczaj, że nie tylko pilnie słucham ludzi, ale i obserwuje.

- Tak? – zapytałem zgaszonym głosem.

- Tak, w czasie naszej pierwszej rozmowy, zauważyłem, że ma pan za paznokciami fugę, którą stosuje się do kafelkowania.

- Ale co fuga?…o kurcze! – zrozumiałem

- Widzi pan, tu wystarczy prosta logika. W łazience pańskiej żony, tuż obok lustra, była świeża, nie pobrudzona fuga.

- No tak! – palnąłem się w czoło.

- Tam zamontował pan swoja skrytkę.- odchylił się na krześle i zaciągnął papierosem. 

- Nie wpadłbym na to, gdyby nie Andrzej Brenner.

- A co ten cholerny Brenner ma do tego?.

- To mój wieloletni kolega. On pierwszy uwierzył pana żonie. Przyszedł do niej do mieszkania i przyniósł kilka klisz fotograficznych. Potem przyszedł z nimi do mnie i powiedział, że Helena ma rację, z tym tylko, ze nie jest truta, a napromieniowywana.

- Jak ? – wybąkałem ciągle nie pojmując związku pomiędzy kliszami Brennera i napromieniowywaniem.

- On ma nosa, wiem że to kategoria nienaukowa, ale uznał, że jak jest promieniowanie, to klisza się naświetli i rzeczywiście… - zrobił długą pauzę wpatrując się we mnie, a ja w tym momencie dałbym głowę, że w tym spojrzeniu była nuta dziwacznej sympatii.

- I jedna z klisz naświetliła się, łazience, koło lustra, przy którym pani Helena spędzała każdego ranka sporo czasu.

- Dalej, to już była moja praca – skromnie spuścił spojrzenie.

- Jak do diaska na to trafiliście?

- W miejscu, gdzie klisza się napromieniowała, była świeża fuga. Opukaliśmy ścianę i znaleźliśmy ukrytą wnękę, a w niej sam pan już wie co…

- Cez – 137 – mruknąłem zrezygnowany.

- Tak cez 137, emitujący bardzo szkodliwe promieniowanie gamma, umieszczony w ołowianym pudełku z podnoszona klapką.

- Ta klapka, to kolimator – wtrąciłem.

-  Rano, gdy jeszcze pani Helena spała, otwierał pan jej mieszkanie dorobionym kluczem, unosił wieczko, no ten kolimator i szybko wszystko maskował. Ona, stojąc przy lustrze, dostawała solidną dawkę promieniowania, po czym, gdy wychodziła na uczelnie, pan zamykał tę no…klapkę. Kierunkowe promieniowanie gamma. Białaczka murowana.

Durkowski podsunął mi kolejnego papierosa.

- Potem odwiedziłem pana w Laboratorium Analiz Promieniotwórczości Instytutu Fizyki Jądrowej PAN. Wcześniej jednak uciąłem sobie długą pogawędkę z pańskim szefem, świetny naukowiec i znawca problemów wpływu promieniowania na otoczenie. Wspólnie skontrolowaliśmy ilość cezu w laboratorium.

- I wyszła różnica – dopowiedziałem markotnie.

- Tak. Potem dyskretnie przepatrzyliśmy, w czasie pańskiej nieobecności, dysk pańskiego domowego laptopa i znaleźliśmy sporo notatek i stron dotyczących chorób popromiennych.

- Macie mnie.

- To wiem. Kończąc musze jeszcze dodać,  że pańska znajoma Barbara Trusst złożyła obszerne zeznania opowiadające o waszych wspólnych planach. Po śmierci żony, mieliście odzyskać jej część mieszkania i zamieszkać wspólnie.

Spuściłem głowę.

- Niech pan teraz wszystko opisze dokładnie, bo być może coś jednak w swoim rozumowaniu, przeoczyłem.

- Jest pan cholernie dokładny inspektorze.

- Aha, pańska żona chodziła do jednej klasy z moją – Durkowski wolno wyszedł zostawiając przede mną papier, długopis i paczkę papierosów.

***

Siedzę i piszę. Mam dużo czasu…

 

Komentarze

Świetne zakończenie

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.