Prześwietlenie cz.2 z 3

Na początku czerwca odwiedził mnie inspektor Durkowski z Wydziału Dochodzeniowo – Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Pokazał mi swoją legitymację i poprosił o chwile rozmowy.

To było takie standardowe przesłuchanie. Pytał czy żona ma wrogów, czy angażowała się w jakieś działania polityczne, czy ktoś niepowołany mógł mieć dostęp do naszego mieszkania.

Zdenerwowałem się, jego pytania brzmiały bowiem tak jakby serio potraktował urojenia Heleny. Przypomniałem mu, że żona już wcześniej wielokrotnie opowiadała na policji o swoich fantastycznych hipotezach dotyczących trucia. Za każdym razem śledztwa były umarzane, nikt nie traktował jej fantasmagorii poważnie. Dodałem też, że jestem osobą, która najbardziej przejmuje się jej stanem psychicznym i nie chciałbym, aby - na skutek nowych działań policji -  jej choroba się zaostrzyła.

Pokiwał ze zrozumieniem głową i dodał, że ma obowiązek sprawdzić każde, nawet najbardziej nieprawdopodobne, doniesienie o przestępstwie.

Nie spodobał mi się, chudy, niesympatyczny, cały czas podejrzliwie świdrował mnie spojrzeniem swoich wodnistych, lekko niebieskich oczu.

- Niech się pan nie przejmuje, musimy wszystko sprawdzać, a pana żona jest – było nie było – poważnym naukowcem.

- Tak poważnym, ale w tej sprawie całkowicie już zatraciła dystans pomiędzy wytworami swojej fantazji a rzeczywistością – odburknąłem.

- Tak, ma pan racje – odparł, ale jego mina wcale nie świadczyła o tym, że potraktował moje słowa poważnie.

- Czy ostatnio remontował pan coś w domu? – spytał roztargnionym tonem.

- Nie, a co to ma do rzeczy?.

- Nic, takie głupie pytanie. Wie pan, ja jestem takim domorosłym budowlańcem i sam sobie wszystko robię w domu.

- No to u mnie pan pracy nie znajdzie.

- Zapewne – parsknął śmiechem.

- Musimy reagować, wie pan obywatele mają prawo zgłaszać wszystko co wyda im się podejrzane, a my musimy to sprawdzać – tym razem jego uśmiech wydał mi się szczery. Mimo początkowej antypatii, zacząłem spoglądać na niego przychylniej. W końcu sprawiał wrażenie osoby, która wie co czyni.

- Czy będę mógł pana odwiedzić w pracy? – spytał na koniec.

- Tak, oczywiście – odparłem machinalnie.

- Choć nie wiem, czy to w jakikolwiek sposób panu pomoże – dodałem, znów lekko się strosząc.

- To formalność, wie pan, policja jest strasznie zbiurokratyzowaną instytucją.

Podałem mu rękę na pożegnanie i zniknął za drzwiami.

Kilka dni później rzeczywiście odwiedził mnie w Instytucie. Jak się okazało był nawet całkiem miłym facetem. Interesował się fizyką i przez prawie półtorej godziny żartowaliśmy na temat niedostatków „teorii wielkiego wybuchu”, poradziłem mu, aby nie brał całkiem poważnie tego co wypisuje modny ostatnio Stephen Hawking . Nie przypuszczałem, że w policji pracują tak oczytani oficerowie, a poza tym trafił w mój czuły punkt – od dawna przemyśliwałem bowiem na temat teorii kreacjonizmu i byłem coraz mocniej przekonany, że zawiera ona w sobie o wiele mniej sprzeczności niż ewolucjonizm i „Teoria Wielkiego Wybuchu”.

Po jego wyjściu zadzwoniła do mnie Basia i poszliśmy do kina. 

***

Pod koniec lata wszystko się uspokoiło. Helena przestała się miotać. Coś tam remontowała u siebie, jakieś niewielkie prace, bo robotnicy wynieśli jedynie wiaderko gruzu i po jednym dniu pracy zniknęli. Zaczęła się nawet uśmiechać i miałem wrażenie jakby odrobinę przytyła.

Moja praca habilitacyjna pochłaniała mnie coraz bardziej, wróciłem nawet do starego nałogu palenia papierosów. Wolny czas wypełniały mi spotkania z Barbarą.

Helena wyjechała gdzieś na wczasy

 

Komentarze

Troska Smerfów :DDD
ajajaj
Mnie kiedyś ktoś nauczył,że "smerf"służy władzy,chroni ją...zwykli obywatele go nie interesują,chyba,że władzy zagrażają ...
I w co Helena się uwikłała?To w kolejnym odcinku...ostatnim.

Pozdrawiam

No niech ta Helena już wróci z tych wczasów, bo pusto na Krupniczej... Amen.

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.