Prześwietlenie cz.1 z 3

Kiedy dziś spoglądam na to, co mi się przytrafiło, nie potrafię wyjść ze zdumienia. Owszem, wiedziałem, że takie rzeczy przytrafiają się innym, widziałem takie filmy, czytałem książki, ale nigdy nie przypuszczałem, że sam znajdę się w kręgu wydarzeń, które w kryminalnych romansach autorzy nazywają „historią o zbrodni”. 

Mam teraz dużo czasu i wiele myśli, które postanowiłem uporządkować. Opowiem wam więc o wydarzeniach z ostatnich miesięcy.

Mam 43 lata, żonę poznałem na studiach, pobraliśmy się.  Po ślubie skończyliśmy studia i wciągnęła nas kariera naukowa. Nie mieliśmy czasu na dzieci i pewnie ten fakt stał się naszym głównym problemem. Po dziesięciu latach małżeństwa doszło miedzy nami do konfliktów i w rezultacie zawarliśmy sądową umowę o separacji. 

W życiu mieliśmy też trochę szczęścia. Promotor mojej żony umarł bezpotomnie i w spadku zapisał jej olbrzymie mieszkanie na ulicy Krupniczej, w samym centrum Krakowa. Mieszkanie ma powierzchnię ponad dwustu pięćdziesięciu metrów kwadratowych. Położone jest na ostatnim piętrze pięknej, secesyjnej kamienicy, wielki, słoneczny taras, jest wysokie i urządzone jak przedni apartament w dobrym hotelu. Po separacji podzieliliśmy je na dwie części, dwie łazienki, dwie kuchnie, po pięć przestronnych pokoi, mansardy i zagospodarowany dach, na którym urządziliśmy letni ogród. Tam też najczęściej się spotykaliśmy. Piliśmy razem kawę, nawet przyjaźnie rozmawialiśmy.

Niestety, rok temu żona zaczęła się coraz gorzej czuć. Kilka razy zemdlała, chodziła do różnych lekarzy i nic nie przynosiło jej ulgi. Przeciwnie, zaczęła mieć krwotoki z nosa, przerzedziły jej się włosy – a zawsze miała takie kruczoczarne, gęste, nie mogła spać, była rozdrażniona, zaczęła mieć kłopoty na uczelni, prace nad jej habilitacją stanęły. Zauważyłem także, że szybko zaczęła się starzeć. Zmarszczki wokół jej ust pogłębiły się, pobladła, gdy piła kawę widziałem jak z trudem maskuje drżenie rąk. Coś też zaczęło się dziać z jej psychiką.

***

Pamiętam dokładnie, był 14 kwietnia 2012 roku. Piękny, wiosenny dzień. Siedzieliśmy w ogrodzie na dachu i piliśmy razem kawę.

- Wiesz – odezwała się niespodziewanie.

- Mam wrażenie, że mnie trują – ton jej głosu był poważny, nie żartowała. Zdębiałem, ona, zawsze taka racjonalna i uporządkowana, nagle wypala mi z czymś takim.

- Chyba naprawdę jest chora, rzuca się jej na głowę – pomyślałem, a głośno odpowiedziałem:

- Ależ Helenko, któż mógłby cię truć, po co…?!

- No właśnie, tego też jeszcze nie wiem – odparła zamyślona.

Od tego dnia zacząłem ją dyskretnie obserwować. Chodziła do lekarzy, kiedy jej nie było, dyskretnie wchodziłem do jej gabinetu, pojawiły się tam książki z dziedziny toksykologii , było tam też kilka nowych tomów opowiadających o metodach działania służb specjalnych.

Kiedyś widziałem ją na ulicy. Szła z moim starym znajomym, dziennikarzem Andrzejem Brennerem – ponoć specjalistą od dziennikarstwa śledczego, ale w moim mniemaniu, świrem i kompletnie nawiedzonym megalomanem, który kilka lat temu był bohaterem głośnego skandalu, związanego z weryfikacją WSI, a potem wydał oszołomską książkę pt „Wieża komunistów”. Nie lubiłem go, tym bardziej zmartwił mnie więc fakt, że Helena zaczęła przebywać w jego towarzystwie.

Tydzień później zadzwonił do mnie Jerzy, stary kolega z liceum i poprosił o spotkanie. Następnego dnia wpadliśmy obaj na kawę do starego Klubu Dziennikarzy „Pod Gruszką” na ulicy Szczepańskiej.

- Coś niedobrego dzieje się z twoją Helenką – Jerzy od razu przeszedł do rzeczy. Nie widzieliśmy się od wielu lat, z tego co wiedziałem, to zaraz po studiach wstąpił do policji. Pracował w komisariacie na ulicy Szerokiej.

- Tak? – zamilkłem wyczekująco.

- Była u nas na początku tygodnia. Złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

- Helena?! – nie wytrzymałem. 

- Tak. Mój szef natychmiast potem przyszedł z tym do mnie i popukał się w czoło.

Opowiedziała mu, że ktoś ją truje. To już trzecie zawiadomienie, jakie u nas złożyła. Była też w ABW i w Komendzie Wojewódzkiej na ulicy Mogilskiej. Jak tak dalej pójdzie, to w końcu trafi na leczenie. Wiesz jak jest..

- Porozmawiam z nią, rzeczywiście od pewnego czasu coś dzieje się z jej psychiką – odparłem lekko zawstydzony. Poklepał mnie po ramieniu.

***

Pod koniec maja usłyszałem, że ma gościa. Zdziwiłem się, bo od naszego rozstania nikogo nie zapraszała, z natury była odludkiem.

Cicho wśliznąłem się do jej części mieszkania i zamurowało mnie . Chodziła z Brennerem po każdym pokoju, a on przykładał do ścian stary aparat fotograficzny zenith, taki na klisze. 

Postanowiłem coś zrobić i zaprosiłem znajomego psychiatrę, zaaranżowałem nasze spotkanie we trójkę, skończyło się awanturą. 

Helena, która zazwyczaj jest opanowana i racjonalna, zrobiła nam karczemną awanturę.

- Nikt nie zrobi ze mnie wariatki, jesteście tak samo głupi jak ci policjanci. Czemu, do cholery, nikt nie chce mi uwierzyć! – wykrzykiwała

Od tego czasu zaczęła mnie unikać, nasze wspólne kawy stawały się coraz rzadsze. Dowiedziałem się też, że zaczęła mieć coraz większe kłopoty na uczelni, studenci ponoć wprost już podśmiewali się z jej manii prześladowczej. Raz nawet, na jej wykład przynieśli stary licznik Geigera Mullera, służący do detekcji promieniowania jądrowego. Rozpłakała się i przerwała wykład.

Tydzień później dziekan zmusił ją do wzięcia rocznego urlopu w celu podratowania zdrowia. Od tego czasu godzinami snuła się po mieszkaniu, sama ze sobą rozmawiała. Gdy wychodziła na ulicę to miała coraz mocniejszy makijaż, zauważyłem też, że używała ogromnych ilości pudru. Schudła, właściwie z dawnej – atrakcyjnej i postawnej kobiety – został już tylko cień. Przygarbiona, wychodziła najczęściej po zmierzchu, tak jakby nie chciała, aby ktokolwiek się jej przyglądał.

Znajomy psychiatra poradził mi, abym zaczął szukać dla niej miejsca w szpitalu neuropsychiatrycznym imienia Babińskiego w Kobierzynie.

 

Komentarze

Hmmm
Musze przyznać,że czesto grzeszymy sformułowaniami typu:
- O wariat! Wariatka!
Czasami swoim gadulstwem krzywdzimy...
Chodząc do Studium Medycznego odbyłam miesiąc praktyki w Psychiatryku...
Najtrudniejsza praktyka jaką miałam :(
żeby pracować z tak poważnie chorymi ludźmi trzeba samemu być ze stali
ja po pierwszym tygodniu wiedziałam,że nigdy nie będę pracować z tego typu chorymi...
Praktykowalam na odcinku geriatrycznym,kontakt miałam z pacjentami ze wszyskich oddziałów /depresje,młodzieżówka/...
Od czasu praktyki bardzo rzadko wypowiadam się na tematy odchyłów psychicznych znajomych czy przypadkowo poznanych
Dla kogoś kto nie widział jak wygladają,zachowują się chorzy palnięcie,że ktoś jest stuknięty to pestka...a ja mając przed oczami tych naprawdę chorych wrzucam na luz i gryzę się w język.

Wracajac do opowiadania :-)
Czemu tak trudno jest uwierzyć komuś jak mówi,że jest truty???
Ja wierzę,że Helena jest truta...
Wszystkie odchyły jakie ma,mogą stanowić uboczne skutki trucizny...

Rozwiązanie zagadki za dwa tygodnie :-)

Cierpliwości...

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
1 + 0 =
Solve this simple math problem and enter the result. E.g. for 1+3, enter 4.