Tajemnica Łysej Śpiewaczki

„W ogóle dużo jest na świecie takich rzeczy, których robić nie wolno, ale można. Najważniejsze to żeby spróbować, czy zakazanej rzeczy zrobić nie można.” – stwierdził dobry wojak Szwejk na widok zbombardowanego pociągu Czerwonego Krzyża. Ot, przystępnie ujęty dylemat biblijnej Ewy…

Jest taki nurt w historii ludzkiej myśli, który z takiego właśnie eksperymentowania z ostatecznościami uczynił swoją rację bytu. Ciągle zatem odzywają się jacyś „burzyciele autorytetów”, „odbrązawiacze”, czy też typki szokujące dezynwolturą z jaką traktują powszechne mądrości ludzkości, wypracowane przez dziesiątki pokoleń. 

Gdy słyszę takiego „proroka”, to machinalnie oglądam się za nim, gdzie też następnie się uda – zwykle intuicja mnie nie myli. Taki odważniak po wygłoszeniu swojej obrazoburczej mowy, dzieła lub utworu natychmiast – spoconym truchtem -  bieży do kasy. A tam zamożni machinatorzy wypłacają mu jego dolę.

Wszystko można – zgoda, ale czy należy?

Zawodowi gorszyciele nie mają tego typu wątpliwości. Wszak, gdy nie dostaje talentu, wnikliwości i oryginalnej wizji, zawsze można zaszokować, obrazić, lub chociażby usiłować wydrwić. Zadziwiającym jednak jest fakt, że wszyscy ci „obrazoburcy” dobrze wiedzą do jakiej granicy mogą się posunąć i z czego drwić się nie opłaca. Wolni i niepodlegli w krytykowaniu katolicyzmu i naszych świętości, z dziwnym potem na czole uciekają od najmniejszej nawet krytyki islamu, czy judaizmu.

Oczywiste uwagi o współczesnych „Prometeuszach” za dychę wymamrotałem nie z powodu nagłego olśnienia, co jakiś czas bowiem marudzę, ze brak jest mi w Polsce (na świecie zresztą też) prawdziwej, ideowej i bezkompromisowej lewicy. Brakuje mi takich socjałów z krwi i kości, jacy zaludniali planetę idei jeszcze gdzieś do połowy dwudziestego stulecia.

Teraz, Państwo wybaczą, ale przedstawię Wam własną teorię na temat uprowadzenia lewicy, porwania jej jak – nie przymierzając – Europy jakiejś. W tym wypadku zwodnym kusicielem nie był jednak postawny, biały byk, ale cherlawa, wymarszczona rączka ludzi pokroju Sorosa, którzy – jak kurze karmę, sypią dzisiejszym młodym – niepokornym dolarki i wiodą ich w sidła przemyślnie na nich przygotowane.

Zacznę jednak od początku. Oto, w dziejach ludzkości, pojawia się kasta finansistów. Wyłania się ona z grona bankierskiej, lichwiarskiej socjety. Najprzemyślniejsi potrafią łączyć zarabianie pieniędzy z polityką i na tym właśnie zarabiają jeszcze więcej. Kreują wehikuł nieskończonego zaspokajania chciwości. W pewnym momencie liczby na kontach są już tak abstrakcyjne, że pociąga ich już jedynie kreowanie globalnych zjawisk. Traktują świat jako laboratorium, które wykupili na własność.

Nie są jednak idiotami, doskonale wiedzą, że każde imperium kiedyś się rozpada, że w każdym sukcesie tkwi już zepsute ziarno klęski. Muszą zatem zabezpieczyć sobie przyszłość. Sfery finansów nigdy bowiem nie myślą o końcu, o prozaicznej śmierci.

Co zatem się dzieje? Najpierw muszą rozpoznać skąd może nadejść najmocniejsze uderzenie, kto może im zadać śmiertelny sztych.  Za cel biorą sobie zatem szczerą i dynamiczną lewicę. Ludzie, którzy głoszą idee solidarności międzyludzkiej, walczą o prawa pracowników, przejmują się patologicznym procesem nieskończonego bogacenia się garstki kosztem łupienia coraz większej rzeszy szaraków, są prawdziwym i niepokojącym zagrożeniem.

Ideowych socjałów trzeba więc ograć, wypruć spodem do wierzchu i tak złapać za twarz, żeby nawet nie spostrzegli jak zostali skolonizowani i załatwieni.

Finansjera przeprowadziła to po mistrzowsku. Powoli, delikatnie, sączyła w lewicowe kręgi odpowiednio słodką truciznę. Implementowano w lewicę idee, które – już na pierwszy rzut oka – były tak odstręczające, że trudno byłoby przyjąć je przez miliony statystycznych, ciągle jednak myślących, wyborców. Tak więc najpierw wszczepiono poczciwym socjałom(o komunistach nie piszę, bo to z natury podejrzana i gangstersko usposobiona do świata grupa) idee walki o równouprawnienie kobiet.

– Jak już musicie koniecznie wyzwalać, to wyzwólcie kobiety z okowów samczej dominacji - podpowiedzieli złośliwi suflerzy z kręgów finansowego Olimpu. Potem zarażono socjałów wirusem homopolityki, gender i wieloma innymi, równie szkodliwymi i wstydliwymi chorobami. Lewica nawet się nie spostrzegła jak finansjerzy wydrążyli ją od środka i napchali tam takich śmieci, że od samego słuchania o nich przeciętnemu człowiekowi sok z żołądka miesza się z destylatem myśli.

Mam właśnie takie prywatne, od wielu lat badane w naturze, podejrzenie, że lewicy odebrano hasła, którymi rzeczywiście mogła zagrozić stabilności światowego kapitału i na ich miejsce podstawiono sprytnie sfastrygowany humbuk. W ten sposób finansjerzy uzyskali nad lewicą kontrolę i – za jej pomocą – mogli zabrać się za zmienianie świata na swoją modłę.

Pozbawiona ideowego napędu lewica stała się sprytnie wykreowaną zabawką pozostającą w mocy tych, z którymi w założeniu miała śmiertelnie się zwierać.

Tzw „neolewica”, to dziś przecież niepowiązany logiką zbiór obscenicznych ekscesów, które na sam swój widok zamieniają każdego – myślącego jeszcze – wyborcę w żonę Lota.

W Polsce nie ma dziś przecież prawdziwej lewicy. Jest postpezetpeerowski związek zawodowy dawnej nomenklatury, czyli SLD, są wygłupy typu partia „Razem” pana Zandberga, są jakieś opary neuroaktywne w postaci profesor Środy, sprytnego pana Sierakowskiego i im podobnych, ale czy ktoś może poważnie rozważać myślowy sos, w którym jedna myśl nie jest logicznie powiązana z drugą. Wszystko to pływa w brei relatywizmu i logiki sytuacyjnej, kontekstowej. Tylko tak bowiem da się jakoś uzasadnić umysłowe wybroczyny pana profesora Hartmana, pani Senyszyn, czy rzeczonej już profesor Środy.

Sprytna finansjera pozbyła się naturalnego wroga zarażając go – wyhodowanym we własnym laboratorium – wirusem. W ten sposób dzisiejsza lewica na świecie przypomina zapchlone i lekko zeżarte już przez mole futro, w którym kiedyś biło serce niedźwiedzia.

Teraz ideowo skupieni na przemienianiu dolarów we wpływy finansjusze zabrali się za idee narodu i normalnego państwa. Chcą w ten sposób wzruszyć naturalne oparcia ludzkiego myślenia o zbiorowości. Naturalnym polem doświadczeń stała się dla nich współczesna – a wiec wyprana z religijnego kontekstu – Europa.

Wprowadzili do dzieła, próżniaczą i wiszącą u ich kieszeni, kastę urzędasów, którzy ani przed nikim nie odpowiadają, ani też nie są przez nikogo zapładniani zdrowymi ideami. Dzisiejsi urzędnicy UE, to jedna z najbardziej udanych kreacji finansjuszy.

To jednak temat na zupełnie nową rozprawkę, którą – w wypadku, gdy ta Państwa zafrapuje – przedstawię niebawem.

Jako człowiek o chrześcijańsko – demokratycznym usposobieniu zauważam także, że i chadecja (zwłaszcza na niemiecka) została już przez finansjuszy wydrążona jak pień drzewa przez kornicze zastępy. Z klasycznej chadecji zostało dziś w Europie jedynie żałosne drzewce, na którym ciągle jeszcze powiewa coraz bardziej brudna chorągiewka.

Skoro jednak zacząłem niezrównanym Szwejkiem, to i sentencją z jego ust padającą zakończę:

„Wojsko bez wyzwisk to nie wojsko. (…) Był na przykład oberlejtnant Holub, taki uczony, że cała kompania uważała go za idiotę, ponieważ z powodu swej uczoności nie nauczył się wyzywać żołnierzy i nad wszystkim zastanawiał się tylko ze stanowiska naukowego.”

Wyobraźcie sobie Państwo czym byłaby dzisiejsza dyskusja polityczna bez wyzwisk, jak dalece przedstawienie dzisiejszej polityki zostałoby wtedy roznegliżowane.

Okazałoby się, że dzisiejsza polityka, to teatr, w którym występuje Łysa Śpiewaczka z głosem pozbawionym emisji.

Komentarze

Ktoś kręci jej karierą

Pewnie stary, głuchy, bogaty ...
Kupi każdą emisję
Na krótką metę

Zawsze można wypromować nowe, zgrzytające dźwięki
I wmówić światu nowe trendy

Ktoś to kupi

Tombak

Niektórym się wydaje, że posiadają unikatowe wartości...

Dodaj komentarz

Plain text

  • Znaczniki HTML niedozwolone.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.